
Apetyt na wolność
Udostępnij artykuł
Swoim musującym FreeSecco, czyli pierwszym polskim winem bezalkoholowym, wzbudzili nie lada sensację w trakcie Targów Polskich Win i Winnic 2025 w Poznaniu. Stylistycznie FreeSecco nawiązuje do ich flagowego Rosecco, są jak awers i rewers jednej monety, z tą różnicą, że w tym pierwszym nie ma nawet grama alkoholu. O tajnikach produkcji rozmawiamy z Żanetą i Łukaszem Robak z Winnicy Folwark Pszczew.
Nie jesteście pierwszymi w Polsce, jeśli chodzi o próby zrobienia wina bezalkoholowego, ale pierwszymi, którym się to udało i wypuścili je do sprzedaży. Jakie to uczucie? Macie świadomość, że przecieracie szlak dla innych winiarzy, a może czujecie większą presję, bo teraz wiele osób spogląda wam na ręce?
Żaneta Robak: Chyba ani jedno, ani drugie. Czujemy się bardzo szczęśliwi i dumni, że nam się udało, bo naprawdę wierzymy w ten produkt. Pierwsze recenzje są obiecujące, dochodzą nas słuchy, że FreeSecco zasmakowało.
Czy rynek wysyłał sygnały, że potrzebuje takiego wina?
ŻR: O tak, i to od dłuższego czasu. Najwięcej ich było ze strony artystów i sportowców, z którymi spotykaliśmy się przy okazji festiwali i imprez, w które się angażowaliśmy. Zresztą bezpośrednim impulsem był przegrany przez Łukasza zakład z jednym z muzyków. Mąż jest wielkim fanem Lady Pank. Podczas festiwalu Pol’and’Rock spełnił swoje marzenie i spotkał się z członkami zespołu na backstage’u. Chciał podarować im nasze wino w podziękowaniu za piękny koncert, ale odmówili, śmiejąc się, że to „co było z alkoholem do wypicia, to oni w życiu już wypili”. Basista zespołu, Krzysztof Kieliszkiewicz, zażartował, żeby Łukasz zrobił pierwsze polskie wino bezalkoholowe, to wtedy chętnie wypije. Łukasz na to, że zrobić wino bezalkoholowe to tak, jakby zagrać Marchewkowe pole na gitarze basowej bez strun. Jak się okazało jest to możliwe. No i mąż przegrał zakład. A że jest osobą honorową, a przy tym ambitną, to musiał podjąć wyzwanie i wziął się do roboty (śmiech). Pracy nad tym winem było mnóstwo, ile wina trzeba było zmarnować, żeby rzeczywiście nasze FreeSecco smakowało tak jak wino, było smaczne, a przy tym naprawdę 0,0%, to wie tylko Łukasz. Ale opłaciło się – w Wigilię odwiedziliśmy Kieliszkiewicza z rodziną i przekazaliśmy mu pierwszą butelkę naszego FreeSecco, bez etykiety, z odręcznie opisaną przeze mnie butelką i z dumnym numerem 1.
No właśnie nazwa: FreeSecco, to chyba strzał w dziesiątkę?
ŻR: Tak! Bo chodzi o to, by poczuć się wolnym, niezależnym, beztroskim, bez względu na to, z jakiego powodu rezygnujesz z alkoholu. Po FreeSecco nie musisz się zastanawiać, czy możesz kierować samochodem – po prostu wsiadasz za kierownicę i jedziesz.

Łukasz Robak: Ludzie coraz częściej stronią od alkoholu, to tendencja, której trudno zaprzeczyć. Pięknie jest tworzyć alternatywę, która nawiązuje do tak szlachetnego produktu wyjściowego, jakim jest wino.
Czy zanim zrobiliście FreeSecco, próbowaliście wielu win bezalkoholowych? Jak doszło do tego, że w pewnym momencie powiedzieliście: „Tak, to jest to! Właśnie ten smak, ten efekt, o który nam chodziło”.
ŻR: Próbowaliśmy i to dużo, głównie niemieckich. Bardzo szybko przekonaliśmy się, że wina spokojne po odalkoholizowaniu nie są w stanie dać smaku zbliżonego do wina. Po prostu nie ma w nich niczego, co mogłoby ten smak nieść. Wiedzieliśmy więc, że pójdziemy w musowanie. I było lepiej, ale wciąż nie to. Dopiero jak dodaliśmy moszczu z regenta i caberneta cortis, byliśmy naprawdę zadowoleni, zarówno ze smaku i aromatu, jak i z koloru, bo dzięki moszczowi wino stało się różowe i odzyskało aromaty.
ŁR:Pierwsze próby zrobienia wina bezalkoholowego nie były udane. Nie tylko ze względu na finalny smak i aromat, ale również dlatego, że początkowo nie udawało nam się sprowadzić alkoholu do poziomu 0,0%. Uzyskiwaliśmy 0,5%, a nie o to nam chodziło. Chcieliśmy dać naszym klientom pewność, że jeśli nawet wypiją trzy butelki naszego FreeSecco, to nie będą musieli się zastanawiać, czy na pewno mogą prowadzić auto, albo wyjść na scenę. To po prostu kwestia zaufania. Próbowaliśmy więc dalej.
Czy napotkaliście jeszcze jakieś problemy na etapie produkcji?
ŁR: Tak, cały szereg (śmiech). Gdy udało nam się całkowicie odalkoholizować wino, wystąpiły problemy z poziomem filtracji i sposobem konserwacji. Początkowo ponownie ruszała fermentacja, więc znów pojawiał się alkohol. Kiedy i to opanowaliśmy, mogliśmy zacząć działać w zakresie smaków i aromatów, których po prostu w tym winie brakowało. Mówiła już o tym Żaneta. Tu z pomocą przyszedł nam rocznik 2024, który był wspaniały dla naszych czerwieni – z bardzo dobrymi parametrami winogron i wręcz podręcznikowym stanem fitosanitarnym winorośli, co oznacza zero chorób i dużo słonecznych dni, a w konsekwencji wspaniałe aromaty i dobrą koncentrację smaków. Z regenta i caberneta cortis uzyskaliśmy tak dużo wysokiej jakości moszczu, że starczy na 10 tysięcy litrów FreeSecco.
Zdaje się, że to nie tylko czasochłonny proces, ale i kosztochłonny?
ŁR: Zdecydowanie! Bazą FreeSecco jest wino, tylko że na nim proces się nie kończy. Trzeba wytrącić alkohol w niskiej temperaturze, a gdy już mamy produkt 0,0%, musimy go dobrze odfiltrować, żeby ponownie nie ruszyła fermentacja. Już na samym wstępie ubytek trunku na poziomie 300 litrów. To też jest przecież koszt. Potem jeszcze dodanie dwutlenku węgla, by zakonserwować wino i nadać mu musowanie. Finalnie z 5 tys. litrów wina udało nam się wyprodukować 3640 butelek FreeSecco. Sprzedajemy je w cenie 70 zł za butelkę, to 5 zł taniej niż nasze alkoholowe Rosecco, a przecież to na nim bazuje nasze wino bezalkoholowe. Zarobek z FreeSecco będzie więc znikomy. Niemniej cieszymy się, że je zrobiliśmy, to pouczające doświadczenie.
No właśnie, na ile element wsadowy, czyli wino wyjściowe, determinuje to, co otrzymujemy na końcu we FreeSecco?
ŁR: Parametry wina bazowego mają kluczowe znaczenie. Pamiętajmy, że dealkoholizacja, filtracja i konserwacja pozbawiają wino wielu aromatów odmianowych. Nieumiejętnie wykonane mogą skutkować uzyskaniem wody destylowanej. Trzeba to naprawdę dobrze wyważyć. Zależało nam, by FreeSecco wciąż miało aromaty wyraźnie wyczuwalne w naszym Rosecco, a więc czerwonych owoców: truskawki, wiśni, czarnej porzeczki i jagód. I to nam się udało!
Wino miało premierę w marcu na targach polskiego wina w Poznaniu. Jak oceniacie zainteresowanie konsumentów? Jakie były pierwsze wrażenia odbiorców?
ŻR: To był super pomysł! Bardzo mi zależało, by premiera odbyła się na targach w Poznaniu. Do końca staraliśmy się utrzymać fakt istnienia naszego FreeSecco w tajemnicy (dla wzmocnienia efektu), ale nie do końca się udało, bo ktoś puścił parę z ust (śmiech). Tuż przed targami przyszły do nas etykiety, więc na szybko sami je kleiliśmy.
A reakcje? Część winiarzy miała skonsternowane miny i dopytywała, jak nam się udało uzyskać 0,0% alkoholu. Chętnie też próbowali i byli mile zaskoczeni, że wciąż można było odnaleźć w tym trunku wino. Po hali szybko rozniosła się informacja, że mamy pierwsze polskie wino bezalkoholowe, więc zainteresowanie i ciekawość były ogromne. Otworzyliśmy wiele butelek (śmiech). Drugiego dnia przekonaliśmy się o prawdziwej sile poczty pantoflowej – odwiedziła nas pani w ciąży, która została namówiona do przyjścia na festiwal, by spróbować naszego FreeSecco. Co ciekawe, pierwsze zamówienie przyszło z Krakowa, możecie szukać FreeSecco w Dzikim Winie na Kleparzu.
Etykieta FreeSecco odbiega stylistycznie od pozostałych z portfolio Pszczewa. To wasz pomysł na strategię marketingową tego produktu?
ŻR: Najszerzej jesteśmy znani z naszych klasycznych etykiet, które przedstawiają letnią rezydencję biskupów poznańskich – to nasz znak rozpoznawczy. Mamy też drugą linię, którą zdobią zwierzęta z naszego folwarku. Przy FreeSecco chciałam czegoś innego, bardziej freestyle’owego, co będzie rozbudzało apetyt na wolność, stąd nazwa i identyfikacja wizualna. Zależało mi, by etykieta uderzała kolorami, by była dynamiczna, energetyczna. Jej autorką jest moja siostra Karolina. Od razu podchwyciła moją wizję! Najbardziej obawiałyśmy się reakcji Łukasza, bo on jest tradycjonalistą, ale w końcu dał się przekonać (śmiech). W taki sposób na etykietę FreeSecco trafiły moje ulubione kolory (niebieski, fiolet i różowy) oraz motywy w konwencji komiksowej, a nawet moje odręczne pismo – zeskanowaliśmy je, by nawiązać do pierwszych butelek, które sama podpisywałam.
Czy macie apetyt na więcej win bezalkoholowych?
ŻR: FreeSecco pięknie uzupełniło nasze portfolio. Sprawiło też, że poszerzyliśmy grupę potencjalnych odbiorców o osoby, które nie mogą lub nie chcą pić wina. Mamy też czym poczęstować niepijących uczestników naszych degustacji. A czy będziemy robić więcej win bezalkoholowych? Czas pokaże.
ŁR: To bardzo trudne i kosztowne wyzwanie, ale nie mówimy „nie” (śmiech).
Dziękujemy za rozmowę!
