
Po prostu Serbia
Udostępnij artykuł
Ten kraj nie ma zamiaru być drugim Bordeaux ani nową Toskanią. Chce być po prostu sobą i zamiast kopiować znane regiony, buduje własną opowieść o winie. O rodzimych odmianach, królewskiej historii Šumadiji, terroir Fruškiej gory i drodze serbskiego winiarstwa od lokalności na światowe stoły dywagujemy z Božidarem Aleksandroviciem z Vinariji Aleksandrović oraz Milanem Nasticiem, przedstawicielem BT Winery.
Jeszcze kilkanaście lat temu serbskie wino było znane przede wszystkim na Bałkanach. Dziś coraz częściej pojawia się na międzynarodowych konkursach, w restauracjach i podczas najważniejszych wydarzeń winiarskich. Co sprawiło, że Serbia zaczęła być dostrzegana? I czy mimo to nadal musi przekonywać świat, że ma własną, wyjątkową historię do opowiedzenia?
Milan Nastić: Myślę, że za tym sukcesem stoi przede wszystkim wiele lat konsekwentnej pracy. Serbskie winiarstwo przeszło ogromną transformację – inwestowaliśmy w winnice, technologię, wiedzę i przede wszystkim w jakość. Ale najważniejsze jest to, że nie próbowaliśmy stać się kopią innych regionów. Nie chcemy być „drugą Francją” czy „drugimi Włochami”. Budujemy własną tożsamość.
Oczywiście Serbia wciąż czasem musi wyjaśniać, gdzie się znajduje. Ale kiedy ktoś spróbuje naszego wina, ta rozmowa wygląda już zupełnie inaczej. Wtedy nie trzeba wiele tłumaczyć – kieliszek robi to za nas.
Božidar Aleksandrović: Rzeczywiście, ostatnie 10–15 lat było okresem ogromnych zmian. Powstało wiele nowych winnic, pojawili się producenci, którzy od początku nastawili się na jakość i eksport swoich win. Duże znaczenie miało również otwarcie na wiedzę z zagranicy – współpraca z enologami i konsultantami z krajów o długiej tradycji winiarskiej pomogła nam spojrzeć na produkcję z nowej perspektywy.
Ale jednocześnie Serbia ma coś, czego nie da się skopiować – swoje miejsce, klimat, historię i odmiany. Dla wielu winomanów jesteśmy jeszcze nieodkrytym lądem, a to może być ogromną zaletą. Ludzie coraz częściej szukają nowych doświadczeń, chcą poznawać miejsca, których wcześniej nie znali.
BT Winery reprezentuje Frušką gorę – jeden z najstarszych regionów winiarskich tej części Europy. Winnice istniały tutaj już w czasach rzymskich. Vinarija Aleksandrović działa natomiast w Šumadiji, regionie związanym z historią królewskich piwnic na wzgórzu Oplenac. Gdybyście mieli opowiedzieć zagranicznemu miłośnikowi wina o wyjątkowości swoich miejsc, od czego byście zaczęli?
MN: We Fruškiej gorze historia winiarstwa jest obecna niemal na każdym kroku. Mamy Dunaj, różnorodne gleby, wzgórza i klimat, który pozwala tworzyć wina świeże, eleganckie i pełne charakteru. Ale zapraszania kogoś tam nie zaczynałbym od samego wina, lecz od przedstawienia okolicy – od spaceru między winnicami, od klasztorów, widoku na Dunaj, od rozmowy z ludźmi, którzy od pokoleń żyją w tym krajobrazie. Winiarstwo to nie tylko butelka. To historia miejsca, którego nie można przenieść gdzie indziej.
BA: W przypadku Šumadiji ta historia również jest niezwykle ważna. Nasz region szczyci się długą tradycją, a szczególne znaczenie miały królewskie piwnice na Oplenacu, założone na początku XX wieku z inicjatywy króla Aleksandra I Karadziordziewicia. W tamtym czasie wina z tego miejsca trafiały nawet na królewskie stoły Europy.
To dziedzictwo jest dla nas ważne, ale oczywiście sama historia nie wystarczy. Wino musi obronić się samo. Šumadija ma ku temu bardzo dobre warunki – są tu zróżnicowane gleby, chłodniejsze noce i duże dobowe amplitudy temperatur. Dzięki temu winogrona zachowują świeżość i aromatyczność.
Świat zna Francję przez Bordeaux, Burgundię i Szampanię, Włochy przez Toskanię czy Piemont, Hiszpanię przez Rioję i Priorat. Jakiego skojarzenia brakuje dziś Serbii? Czy serbskie winiarstwo powinno budować swoją rozpoznawalność wokół rodzimych odmian, historii, enoturystyki czy nowoczesnego stylu produkcji?
MN: Nie wydaje mi się, żebyśmy musieli wybierać tylko jeden element. Naszą siłą jest właśnie połączenie kilku rzeczy. Rodzime odmiany dają nam autentyczność, historia buduje wiarygodność, enoturystyka pozwala ludziom poznać naszą kulturę, a nowoczesna produkcja daje gwarancję jakości.
Największym błędem byłaby próba stworzenia „nowego Bordeaux” albo „nowych Włoch”. Serbia powinna być po prostu Serbią. Krajem, który łączy tradycję Starego Świata z energią nowego pokolenia winiarzy.
BA: Dokładnie! Wszystkie te elementy są ważne, ale szczególne znaczenie mają dla nas rodzime odmiany. To one pozwalają stworzyć coś, czego nie można znaleźć nigdzie indziej.
Najważniejszym serbskim szczepem jest dziś prokupac. W naszej winnicy od lat pokazujemy jego potencjał i cieszymy się, że został doceniony również poza Serbią. W tym roku nasze wino z tej odmiany otrzymało 97 punktów i platynowy medal w konkursie Decanter World Wine Awards – to dla nas ważny sygnał, że lokalne odmiany mogą konkurować na najwyższym poziomie. Podobną rolę odgrywają tamjanika z regionu Župa czy bagrina z Negotinskej Krajiny. Teraz kluczowe będzie rozwijanie wokół nich enoturystyki. Ludzie chcą nie tylko kupić parę butelek. Chcą zobaczyć miejsce, poznać ludzi i zrozumieć historię, która stoi za winem.
Obie winnice mocno podkreślają znaczenie historii, ale jednocześnie korzystają z nowoczesnych technologii. Gdzie przebiega granica między zachowaniem tradycji a koniecznością zmian?
MN: Technologia nigdy nie powinna zastępować winnicy, co najwyżej pomagać zachować charakter miejsca, a nie go zmieniać. Dla nas najważniejsze jest to, co dzieje się przed wejściem winogron do piwnicy. Granica zostaje przekroczona wtedy, gdy technologia zaczyna maskować niedoskonałości albo tworzyć wino, które mogłoby powstać gdziekolwiek.
BA: Z drugiej strony jednak nie możemy zatrzymać się w miejscu. Winiarstwo zawsze było połączeniem tradycji i wiedzy. Nauka się rozwija, pojawiają się nowe rozwiązania i jeśli służą poprawie jakości, powinniśmy z nich korzystać. Dla mnie najważniejsze jest zachowanie równowagi. Technologia to narzędzie – a narzędzie nie może być celem samym w sobie. Winnica pozostaje najważniejszym miejscem całego procesu. Możemy mieć najlepsze urządzenia w piwnicy, ale nie stworzymy dobrego wina ze słabych winogron.
Czy zdarzyło się wam wyprodukować wino technicznie doskonałe, którego… po prostu nie lubiliście?
MN: Oczywiście! Czasami wszystkie parametry się zgadzają – analiza laboratoryjna wygląda perfekcyjnie, wszystko pod kontrolą – a mimo to czegoś brakuje. Nie ma emocji. Dla mnie wino to nie tylko zestaw wartości chemicznych. Musi mieć charakter, energię, coś, co sprawia, że chce się do niego wrócić. Czasem taka niewielka niedoskonałość może sprawić, że jest bardziej interesujące niż produkt idealny, ale całkowicie pozbawiony indywidualności.
BA: Dotknęła pani ważnej kwestii. Jeśli wino jest technicznie poprawne, ale nie daje przyjemności, to według mnie problem pojawił się dużo wcześniej – często już w winnicy. Bo można kontrolować proces produkcji, można wykorzystać najlepszą technologię, ale jakość zawsze zaczyna się od winogron.
Każda butelka eksportowana poza Serbię jest nie tylko produktem, ale również opowieścią o kulturze i historii kraju. Jakie stereotypy dotyczące serbskiego wina najczęściej spotykacie podczas zagranicznych prezentacji?
MN: Najczęściej słyszymy jedno: „Nie wiedzieliśmy, że Serbia produkuje wino”. To pokazuje, że naszym największym wyzwaniem nie jest już jakość, ale świadomość. Wielu ludzi nadal kojarzy Bałkany z innymi rzeczami niż wino. Czasem pojawia się też przekonanie, że wina z tego regionu są proste i przeznaczone tylko na lokalny rynek. Ale po pierwszej degustacji ta opinia szybko się zmienia. Ludzie są często zaskoczeni świeżością, elegancją i tym, jak wiele jakości można znaleźć w serbskich butelkach.
BA: Serbia jest dziś na początku drogi, którą wcześniej przeszły takie regiony jak Toskania czy Bordeaux. One również musiały przez lata budować zaufanie. Dla nas ogromną szansą jest to, że wiele osób traktuje Serbię jako nieodkryty region. Konsumenci coraz częściej szukają nowych historii i nowych miejsc.
Ważne jest jednak, aby pokazywać nie tylko rodzime odmiany, ale również to, jak lokalny charakter wpływa na te międzynarodowe. Dobrym przykładem jest chardonnay z Šumadiji. To wciąż ta sama odmiana, którą znamy z wielu miejsc na świecie, ale tutaj nabiera zupełnie innego charakteru. I właśnie to jest piękne w winie – ten sam szczep może opowiadać zupełnie inną historię w zależności od miejsca, w którym rośnie.
Zmiany klimatyczne są jednym z największych wyzwań współczesnego winiarstwa. Jak wpłynęły na wasze winnice?
MN: Zmiany klimatu nie są już czymś, o czym będziemy myśleć dopiero w przyszłości. One dzieją się teraz. Zbiory następują wcześniej, inaczej pracujemy z ulistnieniem krzewów, coraz większą wagę przykładamy do zachowania świeżości win. Nie sądzę, abyśmy musieli rezygnować z naszych rodzimych odmian, ale będziemy musieli bardziej świadomie wybierać miejsca nasadzeń i dostosowywać sposób pracy w winnicy.
BA: W naszym przypadku ostatnie dekady przyniosły również pewne korzyści. Warunki klimatyczne zmieniły się na tyle, że odmiany, które kiedyś trudno było uprawiać w Šumadiji, dziś dojrzewają znacznie lepiej. Kiedy zakładano królewskie winnice na Oplenacu, dominowały głównie białe i wcześniej dojrzewające czerwone szczepy. Późniejsze, takie jak cabernet sauvignon czy merlot, były wówczas bardziej kojarzone z cieplejszymi miejscami.
Dziś średnie temperatury są wyższe i możemy z powodzeniem robić z nich bardzo dobre wina. Zmiany klimatyczne dały naszemu regionowi nowe możliwości.
Podkreślacie znaczenie pracy w winnicy i świadomego ograniczania plonów na rzecz jakości. Jak przekonać młode pokolenie, że w świecie nastawionym na szybkie efekty warto wybrać zawód wymagający cierpliwości i myślenia w perspektywie wielu lat? Czy Serbia również mierzy się z problemem braku następców?
MN: Musimy pokazać młodym ludziom, że winiarstwo to znacznie więcej niż romantyczny obraz człowieka spacerującego między krzewami z kieliszkiem w ręku. To połączenie rolnictwa, nauki, biznesu, eksportu i marketingu. Bardzo dynamiczna branża, która daje wiele możliwości, ale jednocześnie wymaga od adepta wielu rzeczy. Cierpliwość jest jedną z nich. Nie wszystko dzieje się szybko. Czasem trzeba czekać kilka lat, żeby zobaczyć efekty swojej pracy. Nie każdy się do tego nadaje.
BA: Faktycznie, sukcesja to jedno z największych wyzwań, nie tylko w Serbii. Młode pokolenia często przyzwyczajone są do szybkich rezultatów, a winiarstwo działa według zupełnie innych zasad. Tutaj trzeba inwestować dziś, żeby efekt zobaczyć za wiele lat. Ale osoby, które naprawdę kochają ten zawód, rozumieją, że wino to coś więcej niż praca. To sposób życia. Winiarstwo daje możliwość tworzenia czegoś, co zostanie po nas i będzie rozwijane przez kolejne pokolenia.
Coraz więcej osób wybiera podróże nie tylko po to, by oglądać zabytki, ale żeby poznawać kulturę przez jedzenie i wino. Jak wyobrażacie sobie serbską enoturystykę za dziesięć lat? Czy wasz kraj może stać się równie atrakcyjnym kierunkiem jak Austria, Słowenia czy północne Włochy?
MN: Wierzę, że Serbia ma ogromny potencjał. Nie będziemy konkurować z Toskanią pod względem liczby odwiedzających, ale możemy zaoferować coś, co wiele znanych regionów zaczyna dziś tracić – autentyczność. Ludzie szukają prawdziwych doświadczeń. Chcą spotkać producenta, zobaczyć miejsce, spróbować lokalnej kuchni, poczuć atmosferę regionu. Mała rodzinna winiarnia może być dziś równie atrakcyjna jak duży, nowoczesny obiekt. Najważniejsze jest stworzenie doświadczenia, które zostaje w pamięci.
BA: Zgadzam się. Winiarstwo przyszłości nie będzie opierało się (zresztą już się nie opiera) wyłącznie na sprzedaży butelek. Chodzi o stworzenie całego świata wokół wina. Šumadija ma wszystkie elementy, które są potrzebne do rozwoju enoturystyki – historię, krajobraz, kuchnię i coraz bardziej rozpoznawalne wina. W Vinariji Aleksandrović od lat inwestujemy w ten kierunek. Mamy pokoje dla gości, restaurację, wille wśród winnic, a obecnie rozwijamy również projekt butikowego hotelu ze SPA, restauracją i wine barem. Chcemy, żeby ludzie przyjeżdżali nie tylko napić się naszego wina, ale też, żeby poznali region i sposób życia, który za nim stoi.
Co będzie największym wyzwaniem dla serbskiego winiarstwa w najbliższej dekadzie?
MN: Zbudowanie rozpoznawalności marki promocyjnej „Wines of Serbia”. Jakość już mamy. Mamy też coraz więcej producentów, którzy tworzą świetne wina. Teraz musimy sprawić, żeby konsumenci zaczęli szukać serbskich win nie dlatego, że przypadkiem na nie trafili i im się spodobały, ale dlatego, że wiedzą, czego mogą się spodziewać. Największy przełom nastąpi wtedy, gdy ktoś powie: „Chcę spróbować wina z Serbii”, a nie tylko: „Co to za kraj?”.
BA: Zgadzam się, ale dodałbym jeden bardzo ważny aspekt – potrzebujemy jeszcze więcej winnic. Nie wystarczy otwierać nowych winiarni. Prawdziwa tożsamość wina zaczyna się w ziemi. Drugim dużym wyzwaniem będzie znalezienie ludzi gotowych pracować w tej branży. Winiarstwo wymaga wiedzy, doświadczenia i zaangażowania, a osoby o takich cechach będzie coraz trudniej znaleźć.
Božidarze, wielu winiarzy przekazuje swoją wiedzę przede wszystkim poprzez wino, ale ty zdecydowałeś się również opisać swoje doświadczenia w książce Deo neba i komad zemlje: o vinu i vremenu (Kawałek nieba, kawałek ziemi: o winie i czasie). Co było impulsem do jej stworzenia? Czy miała być przede wszystkim zapisem rodzinnej historii i filozofii Vinariji Aleksandrović, czy raczej drogowskazem dla kolejnych pokoleń? I czy po jej wydaniu spojrzałeś na własną drogę zawodową z innej perspektywy?
Božidarze, wielu winiarzy przekazuje swoją wiedzę przede wszystkim poprzez wino, ale ty zdecydowałeś się również opisać swoje doświadczenia w książce Deo neba i komad zemlje: o vinu i vremenu (Kawałek nieba, kawałek ziemi: o winie i czasie). Co było impulsem do jej stworzenia? Czy miała być przede wszystkim zapisem rodzinnej historii i filozofii Vinariji Aleksandrović, czy raczej drogowskazem dla kolejnych pokoleń? I czy po jej wydaniu spojrzałeś na własną drogę zawodową z innej perspektywy?
BA: Myślę, że było w tym trochę jednego i drugiego. Przede wszystkim chciałem opowiedzieć historię mojej rodziny i ludzi, którzy byli przede mną. To dzięki nim powstały fundamenty, na których mogłem później budować własną winnicę. Ta książka to hołd dla poprzednich pokoleń – dla ich pracy, cierpliwości i determinacji. Winiarstwo nigdy nie jest dziełem jednej osoby. Każde pokolenie dokłada swoją część.
Ale chciałem też zostawić coś dla tych, którzy przyjdą po nas. Droga do stworzenia winnicy nie była łatwa. Były momenty wymagające wielu trudnych decyzji, błędów i nauki. Wszystkie te doświadczenia mogą być wartościowe dla kolejnych generacji, nie tylko winiarzy, ale również przedsiębiorców.
Pisanie książki pozwoliło mi spojrzeć na tę drogę z pewnego dystansu. Kiedy człowiek jest skupiony na codziennej pracy, często nie zatrzymuje się, żeby zobaczyć, jak wiele wydarzyło się po drodze. Dziś jeszcze wyraźniej widzę, że budowanie winnicy to proces, który nigdy się nie kończy. Każde pokolenie otrzymuje coś od poprzedniego, ale jednocześnie ma obowiązek rozwijać to dalej.
Wyobraźmy sobie, że spotykamy się ponownie za dwadzieścia lat. Co musiałoby się wydarzyć, żebyście powiedzieli: „Tak, osiągnęliśmy to, o czym marzyliśmy”?
MN: Chciałbym, aby BT Winery stała się synonimem najwyższej jakości win z Fruškiej gory. Nie chodzi tylko o obecność na zagranicznych rynkach, ale i o to, żeby ludzie kojarzyli nazwę regionu z konkretną marką, jej jakością i stylem.
Chciałbym też, żeby ktoś w Tokio, Londynie czy Nowym Jorku usłyszał „Serbia” i od razu pomyślał: „Tak, to kraj, z którego pochodzą świetne wina”. Wtedy będziemy wiedzieć, że wykonaliśmy swoją pracę.
BA: Dla mnie największym sukcesem byłoby, gdyby Šumadija stała się regionem winiarskim rozpoznawalnym na świecie. Tak jak dziś bez problemu kojarzymy Piemont, Toskanię czy inne słynne miejsca. To jest większa misja niż tylko sukces jednej winnicy. Wszyscy serbscy winiarze pracują nad tym, aby nasz kraj był postrzegany jako ważny punkt na winiarskiej mapie.
Jeśli chodzi o Vinariję Aleksandrović, chciałbym, aby nasze wina były obecne w najlepszych hotelach i restauracjach, ale przede wszystkim, żeby nazwy Šumadija i Aleksandrović kojarzyły się z jakością, autentycznością i miejscem, które ma własną historię. Największa satysfakcja przyjdzie wtedy, kiedy kolejne pokolenia będą mogły rozwijać coś, co dziś budujemy.
Milan Nastić

Winiarz i przedsiębiorca mający bogate doświadczenie w zarządzaniu i rozwijaniu dużych winnic, handlu międzynarodowym oraz budowaniu marek winiarskich. Jako pionier w otwieraniu nowych rynków dla serbskiego wina odegrał aktywną rolę w ich pozycjonowaniu na arenie międzynarodowej. Szczególnie angażuje się w promowanie Serbii jako kierunku enoturystycznego oraz w umacnianie globalnej rozpoznawalności marki „Wines of Serbia”. Właściciel winnicy BT Winery.

Božidar Aleksandrović
Urodzony w Boże Narodzenie 1966 roku, reprezentuje czwarte pokolenie rodziny zajmującej się uprawą winogron i produkcją wina. Jest jedną z pierwszych po II wojnie światowej osób w Serbii, które zaczęły produkować wino pod własną marką. Obecnie właściciel Vinariji Aleksandrović w Topoli, gdzie łączy tradycję z nowoczesnymi metodami produkcji.
