
Historia, która dojrzewa: nowe życie Pałacu Mała Wieś [wywiad]
Udostępnij artykuł
Pałac Mała Wieś to jedno z tych miejsc, w których dziedzictwo pokoleń nie jest martwą opowieścią, lecz żywą tkanką – odrestaurowaną, pielęgnowaną i wciąż pisaną na nowo. Losy rezydencji, niegdyś należącej do Walickich, Lubomirskich i Morawskich, a później polskiego rządu, odmieniły się po raz kolejny, gdy w 2013 roku trafiła w ręce rodziny Barańskich. Dziś to nie tylko odnowiony kompleks pałacowy, lecz także jedna z największych i najambitniej rozwijających się winnic w kraju. W rozmowie z Tomaszem Barańskim wracamy do momentu, w którym zrodził się ten projekt, pytamy o niespodzianki terroir Małej Wsi, odbudowę winiarni po pożarze oraz wizję, która ma doprowadzić to miejsce na szczyt polskiej enoturystyki.
Mam dziś okazję obcować z historią przez wielkie „H”. Koleje losu zespołu pałacowego w Małej Wsi są niezwykle ciekawe, ale i podobne do wielu obiektów tego typu w Polsce. Jak to się stało, że finalnie trafił w ręce pana rodziny? Wydaje się, że od tradycji sadowniczych do pałacu i winiarni nie prowadzi oczywista droga…
Najprościej mówiąc: potrzeba było kilku pokoleń, akumulacji kapitału i wiatru historii wiejącego w dobrą stronę. Pałac w Małej Wsi miał to szczęście, że przed 1945 rokiem i później – po jego nacjonalizacji i zmianie przeznaczenia – zamieszkiwali go ciekawi lokatorzy. Pierwszym właścicielem był Bazyli Walicki – wojewoda rawski i doradca Stanisława Augusta Poniatowskiego, potem pałac przeszedł w ręce rodziny Lubomirskich, następnie Morawskich (pionierów sadownictwa na ziemi grójeckiej), a po wojnie stał się ośrodkiem wypoczynkowym Urzędu Rady Ministrów i letnią rezydencją premierów PRL, a potem III RP. W 2008 roku rodzina Morawskich odzyskała posiadłość, a w 2013 roku odkupili ją moi rodzice.
Zanim pojawiła się winnica, trwało restaurowanie kompleksu pałacowego. W jakim stanie zastaliście posiadłość? I jak przebiegały prace renowacyjne?
Dzięki temu, że pałac upodobali sobie PRL-owscy oficjele, przetrwał on w swojej krasie do współczesnych czasów. Potrzebna była wymiana przeciekającego dachu i generalny remont, by przywrócić mu dawną świetność, ale ogólny stan obiektu był naprawdę dobry. Brakowało w nim jednak oryginalnego wyposażenia – cały majątek ruchomy został zabrany. Jeździliśmy więc z mamą po targach staroci i sklepach z antykami, szukając mebli z epoki, które wpasowałyby się w przestrzenie pałacu. Mieliśmy też w tym względzie wsparcie architektki wnętrz, która doradzała nam w wyborze mebli, dzieł sztuki, akcesoriów oraz dodatków.
Mówimy „Pałac Mała Wieś”, ale tak naprawdę to cały kompleks budynków. Co kiedyś w nich było, a jakie dziś spełniają funkcje?
Budynek pałacu pełni dziś funkcję muzeum i obiektu konferencyjnego, można go zwiedzać lub wynająć. Przed nim stoją cztery oficyny – niegdyś trzy z nich były pomieszczeniami gospodarczymi (mieściły kuchnię, pralnię i magazyn), a czwarta domem dla gości. Obecnie we wszystkich są pokoje hotelowe. W budynku starej wozowni były stajnia i powozownia, obok niej stoją budynki, które w czasach PRL-u zamieszkiwali ludzie zajmujący się pałacem (niegdyś nazwalibyśmy ich służbą). W miejscu, gdzie teraz jest hotel, była kotłownia wybudowana z inicjatywy premiera Cyrankiewicza. Jest jeszcze oranżeria, która pełni dziś funkcję sali balowej – odbywają się w niej też koncerty i przedstawienia teatralne.
W tle pałacu, za ogrodami, mamy plac budowy – co tam będzie?
W zeszłym roku rozpoczęliśmy wznoszenie nowego hotelu z zapleczem gastronomiczno-wellnesowo-konferencyjnym. Pałac Mała Wieś jest dość popularnym miejscem, ale z niepełną jeszcze infrastrukturą hotelową. W 2027 roku to się zmieni – w nowym obiekcie powstanie 180 pokoi. W ten sposób będziemy w stanie w pełni wykorzystać potencjał tego miejsca.
Wiem, że zamiłowanie do wina pierwszego właściciela, Bazylego Walickiego, znalazło odzwierciedlenie w zdobieniach pałacowych nawiązujących do motywów winorośli i wina. Czy natrafiliście na dokumenty historyczne potwierdzające obecność winnic na tym obszarze?
Jeszcze nie, ale usilnie ich poszukujemy (śmiech), bo jeśli kiedyś na nie natrafimy, będziemy mogli nazywać się najstarszą winnicą w Polsce. Wiemy natomiast, że motywy winiarskie nie były obce Bazylemu Walickiemu. W trakcie prac remontowych, pod grubą warstwą farby, znaleźliśmy w jednej z sal malowidła ścienne przestawiające liście winorośli – na podstawie niewielkiego fragmentu odtworzyliśmy girlandę w całym pałacu.
Zaczęliście z wysokiego C – niemal od razu zasadziliście 30 ha winorośli, czyli z założenia „projekt winnica” nie miał być hobbistycznym uzupełnieniem atrakcyjności oferty turystycznej, lecz planem biznesowym rozpisanym na lata. Co takiego jest w winie, że człowiek chce się nim zajmować?
Mogę mówić tylko za siebie. W winie fascynuje mnie jego zmienność – to, że każdy rocznik odzwierciedla się w nim inaczej. Zajmowanie się winiarstwem uwrażliwia mnie na kwestie pogody i klimatu – aspekty, które nie zawsze sobie uświadamiamy. Wystarczy spojrzeć na dwa ostatnie lata. Wina z rocznika 2024 pachniały słońcem i rozgrzaną ziemią, lato trwało w zasadzie od kwietnia do października, rok 2025 nie był już dla nas tak łaskawy. Zobaczymy, jakie da wina.




Mimo że ukończył pan Podkarpacką Akademię Wina, sprawy produkcyjne zdecydował się pan powierzyć enolożce Monice Stępień, która z powodzeniem robi wina m.in. dla Białych Skał oraz Mierzęcina, a także Piotrowi Stopczyńskiemu. Skąd taka decyzja?
Od samego początku przyjęliśmy założenie, że nie chcemy robić wina tylko na użytek naszych gości, chcemy sprzedawać je na zewnątrz – każda butelka ma być zaproszeniem do odwiedzin naszego obiektu, gdziekolwiek nasi klienci się na nią natkną. Nie było więc czasu na próby i błędy. Piotr i Monika mają największe doświadczenie w Polsce, jeśli chodzi o uprawy i winifikacje, więc chcieliśmy skorzystać z ich wiedzy. I to zaprocentowało tym, że od razu otrzymaliśmy wysokiej jakości trunki.
Na ile wina z pierwszego rocznika są efektem testów i prób dowiedzenia się, na co pozwala wam tutejsze terroir, a na ile zamierzonych procesów winifikacyjnych, by uzyskać wina o konkretnych profilach i cechach?
Badania gleby i analiza modeli pogodowych pozwoliły nam poczynić pewne założenia co do charakteru naszych przyszłych win i zaplanować procesy winifikacyjne. Ale oczywiście, zawierał się w tym jakiś element niewiadomej i przypadkowości. Niemniej generalnie wina z rocznika 2024 są zbliżone do tego, co sobie zakładaliśmy. Bliski jest nam styl win południowoburgundzkich – muśniętych beczką i malolaktyką, cielistych, dobrze zbudowanych, ale jednocześnie świeżych. Zeszły rok dał nam właśnie takie: rześkie, owocowe i łatwe do picia, z wyższą kwasowością. To była udana premiera.
Wśród sporej grupy wybranych odmian winorośli mamy w Małej Wsi hybrydy, jak souvignier gris, johannitera, solarisa, muscarisa, cabernet cortis, ale i vinifery, jak riesling, chardonnay, pinot gris czy pinot noir. Które odmiany najbardziej zaskoczyły swoją ekspresją w waszym terroir? Które mają największe szanse, by dawać złożone i wysokojakościowe wina?
Było kilka zaskoczeń. Niespodzianką okazał się np. rösler, bo nie do końca wiedzieliśmy, jak sprawdzi się w rosé. Souvignier gris poddany fermentacji malolaktycznej dał nam potężnie zbudowane wino – aż dziw, że takie może powstać z odmiany hybrydowej. Wspomnę też naszego hibernala, który stylistycznie bardzo przypomina mi nowozelandzkie sauvignon blanc – dużo w nim ciała i egzotycznych aromatów.
Wiosną wypuściliście pierwszy rocznik waszych win, a chwilę później – latem 2025 roku – musieliście zmierzyć się z doświadczeniem pożaru waszej winiarni. Nie tylko jednak szybko przystąpiliście do jej odbudowy, ale i przekuliście to przykre zdarzenie w kolekcjonerską linię win Fenix. Może pan nam o tym wszystkim opowiedzieć?
Pożar wybuchł 3 czerwca na hali produkcyjnej, jego przyczyną było zwarcie w instalacji elektrycznej. Najbardziej ucierpiała część winiarni, w której przechowywaliśmy gotowe produkty i gdzie była leżakownia beczek. Dzięki szybkiej akcji strażaków, część wina udało się uratować. Wino w beczkach przetrwało nienaruszone, to ze zbiorników ze stali nierdzewnej także, bo znajdowało się w innej hali, do której ogień nie dotarł. Straciliśmy natomiast ok. 30 tys. butelek, czyli jakieś 50% produkcji. Część z nich była zamknięta korkiem i tu straty sięgnęły 90% – pod wpływem temperatury korki po prostu wystrzeliwały. Butelki zamknięte nakrętkami w zasadniczej części przetrwały (straciliśmy tylko ok. 10% z nich). Niestety nie we wszystkich przypadkach byliśmy w stanie ustalić, jakie wina były tam przechowywane, więc zdecydowaliśmy się na ich skupażowanie – z jednej części powstało Fenix Alfresco – świeże, soczyste białe, miks odmian hibernal, solaris i muscaris, z drugiej – tej leżakowanej w beczkach – Fenix Blanc Barrique.
W coraz bogatszej ofercie turystycznej i enoturystycznej liczą się wyróżniki, które skuszą coraz bardziej wymagającego turystę. Czym chcecie przyciągać uwagę swoich potencjalnych gości?
Naszą siłą jest na pewno lokalizacja – położenie zaledwie 40 minut od Warszawy pozwala wykorzystać potencjał demograficzny regionu. Ale mamy apetyt na więcej, stąd decyzja o rozbudowie obiektu i powiększeniu bazy noclegowej. Obecnie dysponujemy 50 pokojami, w 2027 r. oddamy gościom kolejne 180. Do tego oferujemy przestrzeń konferencyjną i balową. Mamy restaurację, w której wykorzystujemy własne produkty, a wraz z nowym obiektem zyskamy też strefę SPA i wellness. Nie zapominajmy o naszym największym atucie – pałacu i jego ogrodach, to naprawdę silny magnes.
Coś czuję, że w temacie winiarstwa też macie apetyt na więcej. Jak widzicie dalszy rozwój Winnicy Pałac Mała Wieś? Gdzie planujecie być za 10 lat?
Przygotowaliśmy sobie mapę drogową i mamy nadzieję, że sytuacja zewnętrzna pozwoli nam tę trasę przebyć i jeszcze szerzej się rozwinąć. Winnica liczy 30 ha – planujemy dosadzać 8 ha rocznie, aż osiągniemy 56 ha. Chcemy też bardziej rozwinąć ofertę produktów spożywczych powstających z naszych upraw. Mamy już wina, cydry, piwo, soki, oleje i przetwory. Ale niech wino wskaże nam kierunek – bo jeśli ostatnia dekada czegoś nas nauczyła, to tego, że rzeczywistość potrafi pięknie przerosnąć marzenia.
*
Tomasz Barański Od ośmiu lat dyrektor generalny Hotelu Pałac Mała Wieś. Pomysłodawca i współtwórca pałacowej winnicy. Jako trzecie pokolenie sadowników kontynuuje rodzinne dziedzictwo, tworząc wyjątkowe doświadczenia i produkty.

