
Wino, kosmetyki i jedno nazwisko [wywiad]
Udostępnij artykuł
Tworzą wyjątkowe wina, prowadzą winnicę, a teraz debiutują w branży beauty z marką kosmetyczną WAMS, wykorzystującą w recepturach ekstrakty z własnych winogron. W rozmowie opowiadają o tym, dlaczego produkcja kremu okazała się trudniejsza niż tworzenie wina, skąd pomysł na kosmetyki premium, jak powstaje ich unikalna formuła i dlaczego nie zamierzają konkurować z masowym rynkiem. Z Magdaleną i Robertem Stawskimi rozmawiała Ewa Karczewska
Na początek zapytam przewrotnie: co jest trudniejsze – produkcja świetnego wina czy stworzenie zaawansowanego kosmetyku?
Robert: W tej chwili powiedziałbym, że kosmetyku. Wino robimy od kilku lat, mamy wprawę i wszystko jest dla nas oczywiste. Przy kremie mieliśmy tylko surowiec i musieliśmy stworzyć gotowy produkt. Nie robiliśmy receptury sami – współpracowaliśmy z laboratorium i specjalistami – ale wyzwaniem były decyzje, komunikacja i organizacja. Stworzenie kremu okazało się więc większym wyzwaniem niż wino.
Zaskoczyliście niedawno informacją o stworzeniu WAMS – nowej marki kosmetyków wykorzystującej ekstrakty z winogron. Co było największą motywacją do wejścia na rynek beauty – ciekawość, potrzeba wypełnienia niszy, a może chęć stworzenia czegoś komplementarnego do prowadzonej działalności?
Zaskoczyliście niedawno informacją o stworzeniu WAMS – nowej marki kosmetyków wykorzystującej ekstrakty z winogron. Co było największą motywacją do wejścia na rynek beauty – ciekawość, potrzeba wypełnienia niszy, a może chęć stworzenia czegoś komplementarnego do prowadzonej działalności?

Robert: Ja mam pracę w winnicy, Magda ma swój gabinet i ogromne doświadczenie w kosmetologii. Te dwa projekty powstały mniej więcej w tym samym czasie i właściwie od początku marzyliśmy, żeby stworzyć coś, co je połączy – produkt, który będzie korzystał z naszych winogron, ale jednocześnie będzie bliski temu, czym zajmuje się Magda. O kremie myśleliśmy naprawdę długo. Chcieliśmy zrobić coś wyjątkowego, coś, pod czym będziemy mogli się podpisać, co od początku do końca będzie miało sens dla nas obojga. Mieliśmy pomysł, lecz nie wiedzieliśmy, od czego zacząć.Wtedy poznaliśmy Agnieszkę Sobczak, która od lat związana jest z branżą kosmetyczną. Szczęśliwie, zgodziła się nam pomóc i właściwie poprowadziła ten projekt od początku do końca, pilnując każdego szczegółu.
Rynek beauty jest ogromny, czy jest w nim jeszcze miejsce na nowe marki?
Magda: To prawda, to mocno nasycony rynek, ale z założenia nie chcemy masowego produktu, nie próbujemy trafić na półki marketów kosmetycznych. Zależy nam na kosmetyku premium, którego nie będzie dużo i który będzie trafiał do świadomego klienta. W Polsce brakuje naprawdę zaawansowanych, wartościowych kosmetyków z unikalnymi składnikami, jak nasze winogrona.
Jak podejrzewam WAMS to akronim od Winnica Aris Magdalena Stawska? Czy tą nazwą dajecie wyraźny sygnał, że tak samo jak Robert jesteś częścią i sercem winnicy, a WAMS oraz Winnica Aris są waszym wspólnym przedsięwzięciem?
Magda: Tak, dobrze zgadłaś! To połączenie mojego gabinetu i naszej winnicy, czyli dwóch przestrzeni, w których się realizujemy i które są dla nas ważne. Zastanawialiśmy się chwilę nad nazwą, ale szybko doszliśmy do wniosku, że WAMS najlepiej oddaje to, czym ten projekt jest: wspólnym przedsięwzięciem, łączącym nasze pasje i kompetencje. I chociaż w skrócie nie ma „RS”, to zapewniam – jesteśmy w tym razem od samego początku.
Bieżący rok nie był dobry dla winnic: wiosenne mrozy, potem kapryśne, mało słoneczne, lato i wczesna jesień. Mówi się, że rocznik 2025 nie będzie najlepszy. Czy WAMS ma być planem awaryjnym na słabsze roczniki win?
Robert: Nie, to się po prostu zbiegło w czasie. O kremie myśleliśmy już od bardzo dawna, jeszcze zanim przyszły te trudne sezony z przymrozkami. To był projekt, który dojrzewał w naszych głowach niezależnie od sytuacji w winnicy. Dla Magdy to jest też pomysł bardziej długofalowy, coś w rodzaju inwestycji na przyszłość i możliwość stworzenia marki, którą będzie mogła rozwijać niezależnie od pracy gabinetowej.
Co jest bardziej kosztochłonne: produkcja wina czy kosmetyków?
Robert: Trudno to jednoznacznie porównać, bo skala obu produkcji jest zupełnie inna. Jeśli patrzymy na jednostkowy produkt, to oczywiście krem wychodzi drożej – to mała partia, około tysiąca sztuk, więc koszty są relatywnie wysokie. Wino to z kolei ogromne inwestycje: w winnicę, sprzęt, ochronę, infrastrukturę… ale produkujemy je w dziesiątkach tysięcy butelek, więc te koszty rozkładają się inaczej – wino wymaga znacznie większych nakładów całkowitych.
Czy marka kosmetyczna zmieniła wasz sposób patrzenia na winogrona i ich możliwości?
Robert: Zdecydowanie! Dzięki pracy nad kremem uświadomiliśmy sobie, że winorośl to nie tylko owoce do produkcji wina, lecz także niezwykle wartościowy surowiec kosmetyczny, w którym drzemie ogromny potencjał. Zaczęliśmy dostrzegać, jak wiele można z niej wydobyć – nie tylko ze skórek czy miąższu, ale również z innych części winorośli. Prace nad kremem otworzyły nam oczy na zupełnie nowe kierunki i sprawiły, że dziś myślimy o winogronie jako o wszechstronnym składniku, który może stać się podstawą wielu innowacyjnych produktów pielęgnacyjnych.
Magdo, powiedz nam więcej o wykorzystanych składników aktywnych, takich jak Shiloxome™, Orchistem™ czy Hydrafence™? Co one wnoszą do formuły? Jakiego efektu ze stosowania kosmetyku możemy się spodziewać?
Magda: Jeśli chodzi o zastosowane składniki aktywne, to przede wszystkim bazujemy na ekstrakcie z białych winogron z naszej winnicy. To właśnie on odpowiada za działanie przeciwstarzeniowe, fotoprotekcyjne i przeciwzapalne, a dodatkowo łagodzi skórę oraz redukuje obrzęki – zależało mi na tym, aby krem sprawdzał się również jako pielęgnacja pozabiegowa, wspierając odbudowę bariery hydrolipidowej. Kolejnym składnikiem jest ekstrakt z roślinnych endofitów kory dębu korkowego, który działa silnie antyoksydacyjnie, chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, takimi jak słońce, wiatr czy smog, a także poprawia jej blask i elastyczność. W formule znalazły się również komórki macierzyste z orchidei japońskich – to one odpowiadają za efekt przeciwstarzeniowy, redukcję zmarszczek, poprawę jędrności i sprężystości oraz delikatne modelowanie konturu twarzy. Dzięki nim uzyskujemy również efekt liftingu górnej powieki, co było dla mnie szczególnie ważne, bo niewiele kremów nadaje się do stosowania w tej okolicy. Ostatnim kluczowym składnikiem jest Hydrafence™, czyli składnik aktywny z ryżu i alg morskich. Intensywnie nawilża, wzmacnia barierę naskórka, wspiera produkcję ceramidów i łagodzi podrażnienia oraz zaczerwienienia, co jest niezwykle istotne zwłaszcza w pielęgnacji cer naczyniowych czy atopowych. Dzięki temu krem jest wszechstronny, delikatny, a jednocześnie bardzo skuteczny, dlatego można go stosować zarówno przy codziennej pielęgnacji, jak i po zabiegach takich jak laser czy radiofrekwencja mikroigłowa.
Czy napotkaliście jakieś problemy na etapie produkcji?
Robert: Największym wyzwaniem były decyzje – ich ilość, szczegółowość i konieczność ciągłego uzgadniania wszystkiego wspólnie. Przepływ informacji, wybór kierunku działań i dopracowanie każdej drobnej kwestii momentami mocno spowalniały proces.
Magda: Do tego doszedł czasochłonny etap badań i certyfikacji. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wiele procedur trzeba spełnić, aby stworzyć produkt o naprawdę wysokiej jakości – taki, który można bezpiecznie stosować nawet w okolicy oczu. Cały proces trwał czternaście miesięcy i wymagał udowodnienia, że krem nie podrażnia, nie uczula i spełnia wszystkie rygorystyczne normy.
Na razie wypuściliście na rynek intensywnie rewitalizujący krem do twarzy – czy macie w planach kolejne produkty?
Magda: Nawet już nad nimi pracujemy. Najbardziej zaawansowanym projektem jest serum, nad którym prowadzimy wstępne prace i które – jeśli wszystko się uda – będzie naprawdę innowacyjne na skalę europejską. Myślimy także o toniku z dodatkiem kwasu ferulowego oraz o peelingu. To będą nieco łatwiejsze formuły niż serum, ale wciąż utrzymane w naszej filozofii jakości i naturalności.
Robert: Wyciągi potrzebne do tych produktów możemy tworzyć tylko raz w roku, w czasie zbiorów, dlatego proces ich powstawania jest ściśle związany z cyklem winnicy. Mimo to rozwój linii pielęgnacyjnej jest dla nas ważny i z czasem chcemy zaproponować klientom całą serię kosmetyków, które w naturalny sposób uzupełnią nasz krem i podkreślą potencjał drzemiący w krzewach i jego owocach.
W jakim miejscu chcielibyście być za kilka lat, tak z WAMS, jak i z Winnicą Aris?
Magda: Chciałabym, żeby WAMS pozwoliło mi zwolnić tempo pracy w gabinecie i skupić się bardziej na tworzeniu kosmetyków – sprzedawanych selektywnie, w gabinetach, SPA i miejscach, które naprawdę podkreślają ich charakter. Marzę o tym, by kosmetyki stały się jednym z głównych filarów mojej działalności, dając mi jednocześnie więcej czasu dla siebie, dla rodziny i… trochę więcej obecności w winnicy.
Robert: A jeśli chodzi o Winnicę Aris, nasz plan na najbliższe lata jest bardzo konkretny: chcę zbudować winiarnię w samym sercu winnicy – z przestrzenią do degustacji, sklepikiem i możliwością przyjmowania gości przez cały rok, którzy z chęcią przyjechali by do nas na degustacje i zakupy. Moim marzeniem jest, żeby wino powstawało dokładnie tam, gdzie rośnie, a docelowo również, byśmy mogli zamieszkać w winnicy. To wymaga czasu, ale właśnie w tym kierunku zmierzamy.
