
Montalcino – toskańska esencja
Udostępnij artykuł
Przydarzył się nam wyjazd niezwykły – do niezwykłej krainy niezwykłych win. Hasła „Brunello di Montalcino” czy „Rosso di Montalcino” znane są każdemu szanującemu się miłośnikowi win – wiedzieliśmy więc, dokąd jedziemy i czego, z grubsza, możemy oczekiwać. Wiedzieliśmy, że może być dobrze, ale mało kto spodziewał się aż takich wrażeń. Niniejsze słowa piszę w kilka dni po naprawdę udanej wyprawie do tej legendarnej toskańskiej miejscowości i, jak sądzę, pod superlatywami, jakie pojawią się w poniższej relacji, podpisać będą się mogli również inni uczestnicy międzynarodowej grupy importerów i przedstawicieli mediów, jaka w dniach 4-7 maja 2026 odwiedziła toskańską gminę Montalcino.
DZIEŃ I
Za organizację wyjazdu odpowiadało Consorzio del Vino Brunello di Montalcino, lokalna organizacja producentów tych szlachetnych win, która zaprosiła łącznie osiemnastu przedstawicieli winiarskiego biznesu i mediów z krajów Europy północnej i środkowej. Bazą da naszych wypadów była oczywiście „stolica” gminy, miasteczko Montalcino, urokliwie położone na jednym z malowniczych wzgórz (maksymalna wysokość 562 m n.p.m), otaczających dolinę rzeki Orcia. Jego centralnym punktem jest charakterystyczna forteca (1), wzniesiona jeszcze w XIV wieku, a rozbudowana dwa stulecia później przez Kosmę Medyceusza – nie bez powodu, bowiem właśnie w niej znaleźli swe schronienie obrońcy Sieny, toczącej wówczas wojnę z Republiką Florencji.

W ten sposób Montalcino przez ponad cztery lata była stolicą Republiki Sieneńskiej, która i tak z czasem poddała się i stała się własnością Księcia Florencji. To oczywiście tylko jeden z historycznych wątków, jakimi wypełniona jest nie tylko gmina Montalcino, ale cała Toskania. Naszym głównym celem było jednak – tym razem – poznanie lokalnych win, ze szczególnym naciskiem na znakomity, zdaniem organizatorów, rocznik 2021, z którego wina Brunello zaczynają dopiero wychodzić na lokalne i światowe rynki. W ten sposób poczuliśmy się trochę jak na bordoskich degustacjach en primeur, gdzie prezentowane są wina dopiero przygotowywane do swej komercyjnej premiery. Oprócz rocznika 2021 nie brakowało win starszych – zarówno z najwyżej ocenianej (i wycenianej) apelacji Brunello di Montalcino DOCG, jak mniej prestiżowej Rosso di Montalcino DOC, z której na rynku obecne są już wina z rocznika 2024.
Powitalne spotkanie odbyło się w siedzibie Consorzio, gdzie uraczono nas wyborem ośmiu win właśnie z rocznika 2021. O tym, dlaczego rocznik 2021 uznano za wyjątkowy, dowiedzieliśmy się natomiast z prezentacji, fachowo przygotowanej i przedstawionej przez Carlottę Salvini, odpowiadającą w Consorzio za marketing i komunikację.


Przede wszystkim więc, za sprawą trzech zasadniczych czynników, był to rocznik niełatwy. Zaczęło się od znanej i naszym winiarzom plagi wiosennych przymrozków, które w najlepszym razie opóźniły cykl wegetacji, a w najgorszym znacząco ograniczyły wielkość zbiorów. Wyzwaniem były też, związane z przymrozkami, duże różnice dobowych temperatur – przy czym temperatury maksymalne i tak były wyraźnie niższe od wieloletniej średniej. I po trzecie – wyjątkowo niska suma opadów (36% poniżej wieloletniej średniej) zwłaszcza w marcu, lipcu i wrześniu. Na szczęście opadów nie brakowało w czerwcu i sierpniu, wrzesień zaś nadrobił temperaturowe niedociągnięcia (choć już bez tropikalnych upałów). Efektem więc są wina, określone przez grupę ekspertów z tytułami Master of Wine, jako „aromatyczne, wyrafinowane i smukłe” („fragrant, refined and slender”). Aromatyczność AD 2021 opiera się na jędrnej nucie wiśniowej z brzoskwiniowym echem, uzupełnionych wyraźną, świeżą ziołowością. Całość nadaje winu intrygującego, czystego i eterycznego charakteru, potwierdzając sprężystą i przenikliwą naturę Brunello. Wyrafinowanie win to przede wszystkim harmonijna współpraca alkoholu, owocu i tanin, będąca efektem trudnych i sprzyjających zarazem warunków pogodowych. Wina cechują się więc pełnią klasycznego toskańskiego aromatu, bez jakichkolwiek oznak przejrzałości owocu czy niepoukładania tanin, potwierdzając finezyjny styl rocznika 2021. I w końcu smukłość, oddawaną przez takie elementy jak idealne „napięcie” między wszystkimi składowymi, jakość tanin – od „kredowych” po „piaskowe”, soczystość i kwasowość, wyczuwalną na podniebieniu gęstość struktury i długą, wypełniającą jamę ustną końcówkę. Tyle opinie ekspertów – przyznajmy, wielce zachęcające. A jak prezentowała się zaserwowana na powitanie ósemka win? Oto krótkie zestawienie:
- Pian delle Vignie (Antinori): najbardziej oparte na owocu, świeże, pełne i niezwykle soczyste; wysoko oceniany producent (butelka ok. 50 euro)
- Podere del Giardino: mały producent, spontaniczna fermentacja; całość przepysznie zaokrąglona, świeży owoc przeplatany akcentami ziół świeżych i suszonych
- Il Cocco: jedna z najwyżej położonych winnic (600 m n.p.m.), stąd wino bardziej napięte, kwasowe, taniczne; w drugim nosie akcent kawowy, w ustach dodatkowo wyczuwalny alkohol
- Sensi 1890: oprócz obfitości owocu w nosie wyczuwalna również ziemistość, usta sprężyste, ze słonawym echem, wino o pewnym zacięciu terroirystycznym
- Fattoi: ciemny, nasycony kolor, czuć że mamy do czynienia z winem młodym, ale wykazującym spory potencjał dojrzewania, świetna kwasowość i spora koncentracja
- Tiezzi: również mały producent (4 ha); w nosie wyczuwalna i wciąż obecna lotna kwasowość; całość chyba za młoda, drapieżna, pestkowa, taniczna
- Alessandro Rossi: pn-wsch. część regionu, beczka z francuskiego dębu, wino pełne, obfite, z kapitalną koncentracją owocu i tanin
- Cortonesi: tu z kolei lokalizacja pd-wsch., wino wydaje się najbardziej gotowe do picia, okrągły, bogaty owoc, ciało, obfitość – wino daje się porównać do Fattoi, ale w rozwoju stojące już krok dalej
Trudno oczywiście podciągnąć te wina pod jeden mianownik, ale bez wątpienia mieliśmy do czynienia z dobrą reprezentacją stylu apelacji i rocznika. Praktycznie wszystkie miały przed sobą jeszcze kilka dobrych lat na osiągnięcie swego peaku – na spoczynek udawaliśmy się więc w nastroju wyczekiwania…

DZIEŃ II
Montalcino przywitało nas chmurami i deszczem, zza których początkowo bardzo nieśmiało, potem bardziej zdecydowanie wyłaniało się słońce. Ekipa została podzielona na dwie grupy, które zwiedzały różne posiadłości, stąd niniejsza relacja będzie odtąd obejmować „moją” część winnic. Ale zapewniam – nie było wśród nich ani jednego słabszego punktu. Wyrównany poziom – na straży którego stoi Consorzio i kilkaset lat tradycji – należy przyjąć jako niewzruszalną regułę.

Zaczęliśmy od działającej prawie 90 lat posiadłości La Serena, której nazwa wywodzi się w linii prostej od marki produkowanego tu wina (nie na odwrót jak to bywa najczęściej!). Pierwsze Brunello powstało w roku 1988, a winoroślą obsadzone jest obecnie około 17 hektarów. La Serena ma certyfikat winnicy organicznej, stawia się tu na produkcję niskointerwencyjną, co potwierdził choćby nos Rosso di Montalcino 2022 – swojski, rustykalny, nasycony świetnym, pikantno-dżemowym owocem. Oczywiście i tu, i w każdej kolejnej winnicy najważniejszym punktem programu była degustacja własnej produkcji Brunello. „Gwoździem programu” było w tym przypadku Brunello Gemini Riserva 2019, produkowane z jednego siedliska i jedynie w najlepszych rocznikach (jak na razie 2004, 2006, 2010, 2012, 2015, 2017, 2019 i 2021 – ten ostatni jeszcze trzymany w beczce), ze świetnie zintegrowanym owocem, taniną i kwasowością, nacechowany kompleksowością w iście bordoskim stylu. Winnice La Sereny położone są na 3 różnych wysokościach, z których zbiera się grona do „podstawowego” Brunello. Niestety chmury i deszcz nie pozwolił nam na odwiedziny w żadnej z nich, ani na kontemplację widoków roztaczających się z głównego budynku.
Tę zaległość odrobiliśmy nieco później, w słynnej winnicy Mastrojanni, jednego z bardziej znanych producentów w całej apelacji. Jest to, położona na południowo-wschodnich krańcach regionu, duża ponad 100-hektarowa posiadłość (41 ha obsadzone winoroślą, z najstarszymi krzewami sięgającymi 50 lat). Mastrojanni to projekt zdecydowanie high-endowy, angażujący w powstawanie win najnowsze rozwiązania techniczne, z którymi łączy wyrafinowaną stylistykę i niezwykłą dbałość o wszelkiego rodzaju szczegóły.

Posiadłość nie tylko winami stoi – powstaje tu też oliwa i grappa oraz prowadzone są hotel i restauracja. Poza Brunello mieliśmy okazję skosztować również białego, nasyconego żółtym owocem Trebbiano Toscano 2025 (na razie zaledwie 4000 butelek, produkcja na zasadzie eksperymentu, choć już bardzo udanego). Była też lokalna wersja „supertoskana” (kategoria IGT) San Pio 2022, kupażu sangiovese i cabernet sauvignon (po 50%). Sangiovese dojrzewane jest przez rok w betonie, cabernet w dębie, całość następnie na 2-3 miesiące trafia znów do betonowych kadzi i w końcu rozlewana jest do butelek. Ale to co najlepsze, czekało nas oczywiście na samym końcu – Brunello z pojedynczych siedlisk Vigna Loretto 2021 i tego najsłynniejszego, Schiena d’Asino 2019 i 2016 okazały się winami wybitnymi, o wspaniałej ekstraktywności, równowadze i bogactwie nut dojrzałego owocu (wiśnia z domieszką żurawiny i czarnej porzeczki), kwasowości i tanin. Oba wina towarzyszyły nam podczas lunchu, a Schiena d’Asino 2016 (pol. „Grzbiet osła”) otrzymało ode mnie zasłużoną notę 9,5 punkta (w skali Trybuszona), jako jedno z czterech win w trakcie naszych degustacyjnych wojaży. Wino potwierdziło też fakt, iż dla osiągnięcia przez Brunello prawdziwej doskonałości, należy jednak dać mu trochę czasu – choć wspomniane wyżej znacznie młodsze Vigna Loretto wydawało się tej tezie zaprzeczać. Tu należy dodatkowo wspomnieć o jeszcze jednej lokalnej apelacji, a mianowicie Moscadello di Montalcino DOC – słodkim specjale wytwarzanym z odmiany moscato bianco przynajmniej od czasów średniowiecznych. Wersja Mastrojanniego miała około 110-140 gramów cukru, fermentowana była w zbiornikach stalowych, dojrzewana w małych beczkach (barrique), grona natomiast podsuszano na wolnym powietrzu. Słodki, morelowo-pomarańczowy owoc z migdałowym wypełnieniem, przy znakomitej kwasowości, uczyniły z Moscadello wybitny dodatek do zaserwowanych na sam koniec cantuccini. Jak się dowiedzieliśmy, to wino powstaje obecnie jedynie w jedenastu winnicach (na łącznie 219 zrzeszone w Consorzio). Aha, miało być jeszcze o pogodzie i widokach? Tak – zaczęło się przejaśniać, a bajeczne widoki z wysokości ponad 400 metrów znakomicie uzasadniały tzw. wartość dodaną, jaką Mastrojanni przypisuje swym i tak już znakomitym winom…

Lisini, kolejna „stacja” na trasie naszej drogi (bynajmniej nie krzyżowej!), to również jedna z lokalnych legend, obecna tu – jako rodzina – co najmniej od wieku XVI i niezwykle zasłużona dla rozwoju winiarstwa w Montalcino. Elina Lisini była bowiem, prawie 60 lat temu, jedną ze współzałożycielek Consorzio del Vino Brunello di Montalcino. Lisini to kolejna duża winnica, obejmująca prawie 30 ha upraw, na wysokościach od 340 do 520 m n.p.m. Również tu poczęstowano nas własnym supertoskanem, San Biagio IGT 2024, w całości bazujące na sangiovese. Wino oparte na wiśni i żurawinie, pikantne, proste, uczciwe i długie, z ładnie układającymi się taninami, dawało uzasadnioną nadzieję na kolejną porcję mocnych wrażeń. Dobrze zaprezentowało się też Rosso di Montalcino 2024, podobne w charakterze, ale o lepszej koncentracji, z nieco ziemistym akcentem w tle. Najmocniejsze karty Lisini to: Brunello Riserva 2020 (spędziło w beczce aż 48 miesięcy), ekstraktywne i napięte, z ogromnym potencjałem, zbudowane na dżemowo-pestkowej wiśni; Brunello Poggio Severo 2021, wywodzące się z siedliska osłoniętego z trzech stron gęstym lasem, co w znakomity sposób chroni je przed zimowo-wiosennymi kaprysami natury; oraz Brunello Ugolaia 2020, wyważona, z pięknie wtopionym, zauważalnym ale nieagresywnym alkoholem i układającymi się dopiero taninami. Za 3-4 lata oba wina dostąpią prawdziwej wielkości – ale na razie zarobiły „tylko” 9,2 punkta 😉

Dzień pierwszy zakończyliśmy już w pełnym słońcu, odwiedzając producenta Canalicchio di Sopra. Jej właściciel, Francesco Ripaccioli, uraczył nas na początek pasjonującą opowieścią o historii regionu i tego, w jaki sposób pozostali tu jego przodkowie – choć, zmuszeni swoją trudną sytuacją ekonimiczną. mogli się stąd wynieść. To temat zasługujący na osobne potraktowanie, sam w sobie fascynujący, choć nie w każdym aspekcie powiązany z winem. Co zaś się tyczy ich samych – niespodzianka pojawiła się dosyć szybko w postaci… Rosso di Montalcino 2015. Nos przypominał tu „likier ziołowy bez alkoholu”, w ustach dominował charakterny, wciąż świeży owoc i gęste, drobniutkie taniny, a całość mogła bez problemu mierzyć się z przyzwoitym (choć oczywiście nie każdym) Brunello. Jego młodszy kolega, z rocznika 2020 miał jeszcze sporo do nadrobienia, ale obiecywał równie sporo, wszystko jeszcze tu było otwarte. Rocznik 2015 okazał się mocną kartą w portfolio Francesco, bo Brunello z tego roku (i zarazem pięćdziesiątego rocznika Brunello Canalicchio di Sopra) było winem potoczystym, balsamicznym, opartym na skoncentrowanej i zrównoważonej, dżemowo-szałwiowej strukturze. Jedno z najlepszych win całego wyjazdu (znowu 9,5 pkt)! A nie tak daleko lokowały się pięknie wchodzące w wiek dojrzały Brunello Vigna la Casaccia 2018 (pojedyncze siedlisko) i Brunello Riserva 2019.
Pracowity dzień pierwszy domknął się kolacją „networkingową” w jednej z sal lokalnego muzeum, gdzie przy specjalnie otwartych na tę okazję butelkach Brunello można było osobiście poznać i swobodnie porozmawiać z wieloma lokalnymi producentami. Chwilo, trwaj!…
DZIEŃ TRZECI
Kolejne wizyty w fascynujących miejscach, kolejne spotkania z fascynującymi ludźmi i ich winami. Winnica San Polino to jeden z pierwszych producentów w całej apelacji z certyfikatem BIO. Wina prezentował nam tu syn właściciela, Daniel Fabbro. Po obowiązkowej serii „aktualnych” roczników Brunello (2020 i 2021) oraz Rosso (2024) – wszystkie znakomite, potwierdzające klasę producenta i nadzieje pokładane w roczniku 2021 – przyszła kolej na dwie butelki, jak to pieszczotliwie określił gospodarz, „nieco starszego Brunellino”. Na początek „wjechał” więc rocznik 2012 wersji podstawowej, o kolorze podążającym już w stronę ciepłoceglastych nut. Wino okazało się jednak żywe, grające nutami śliwkowo-wiśniowymi, nie bez akcentów ziołowych i tytoniowych. Całość kompleksowa, długa i mocno trzymająca za gardło. Ale ostatnie słowo należało do Brunello Helichrysum 2013 – wywodzącego się z najlepszego siedliska w ramach tej 9-hektarowej posiadłości. Krzewy 25-letnie, zdolne dawać wina prawdziwie wielkie (9,5 pkt po raz trzeci – kto da więcej?)


Fanti gospodarzy łącznie na 200 hektarach, z których 1/4 zajmują winnice – choć tylko 10 ha ma kwalifikację apelacyjną Brunello. Duży producent, podobnie jak odwiedzony wczoraj Mastrojanni stawiający na inwestycyjny rozmach i nie uznający w swej działalności kompromisów. Zapewne jakimś tam kompromisem były zaserwowane na początek wina białe Soralisa 2025 (vermentino, viognier, trebbiano, w proporcji 80/10/10% – w nosie mineralne i lekkie, w ustach gęste, owocowe, a nawet taniczne, przy niezbyt wysokiej kwasowości) oraz „domowe” Trebbiano, w którym nie pożałowano beczki, zarówno przy fermentacji, jak i dojrzewaniu. Rosato 2025 (pierwszy róż, jaki nam się trafił) był z kolei świeży, rześki, mineralny – i bardzo umiarkowanie dotknięty truskawką. Duża przyjemność picia. Przy okazji czterodaniowego(!) lunchu, jakim nas tam podjęto, na stole pojawiła się cała bateria Brunello, poprzedzona znakomitym Rosso 2024 (rok w beczce, młode a już poważne i eleganckie). Ostatnie słowo należało do dwóch potężnych Brunello, wywodzących się z pojedynczych siedlisk: Vallocchio 2021 oraz Vigna del Macchiarelle 2020. Jak na Brunello również młode, ale dzięki „kąpieli” we francuskim dębie wyraziste, ekstraktywne, miejscami zahaczające o nowoświatowy sznyt – jednak dzięki sprężystej kwasowości i toskańskiemu wigorowi wciąż zachowujące lokalną tożsamość. Oba złożone, długie i finezyjne – w ofercie Fanti bezkonkurencyjne. Po takiej biesiadzie (wstyd nazywać ją tylko „lunchem”) pozostało nam podziwianie, z wysokości tarasu głównego budynku Fanti, malowniczego pejzażu z dobrze widocznymi zabudowaniami kościoła i opactwa San Antimo – do którego zajrzymy w dniu następnym.
Na razie jednak przedostatni postój na naszej trasie – winnica Innocenti.

Raczej niewielka, obejmująca 8 hektarów, ale dzięki swemu położeniu niezrównana jeśli chodzi o widoki. Tym bardziej, że na brak słońca nie mogliśmy już narzekać. Oprócz win, za sprawą około 1000 drzew, powstaje tu też wysokiej jakości oliwa, która jest równie istotną częścią biznesu (podobnie zresztą jak w przypadku Fanti). Wśród win, jakie mogliśmy tu zdegustować na zdecydowaną pochwałę zasługuje „supertoskan” Vignalsole 2023 (kompozycja cabernet sauvignon i merlota – po 50%), zbudowany na nucie czarnej porzeczki z domieszką maliny, z lekkim ziołowym podbiciem (wyczuwalna w finiszu lukrecja). I była to fajna odmiana po serii wciąż znakomitych Rosso i Brunello, powstających w całości z odmiany sangiovese – żeby życie miało smaczek… Nie zapominamy jednak o tym, po co tu przyjechaliśmy: nie pozwoliły nam na to ani wyśmienite Brunello Riserva 2019, przenikliwe, precyzyjne i wciąż młode – tu ewolucja się jeszcze nie zaczęła, wino, mimo iż już siedmioletnie, jest na początku swej długiej drogi; ani tym bardziej już naprawdę wybitne Brunello 2007, z owocem może nieco ewoluowanym, ale wciąż świeżym i sprężystym, wiśniowo-śliwkowym, smukłe, długie, przyozdobione w finiszu nutą tytoniowo-skórzaną, które tylko dodały winu wdzięku i osobowości. Znowu 9,5 w trybuszonowej skali!


Jako ostatnią odwiedziliśmy winnicę Tassi – najmłodszą na trasie naszej wycieczki, bo produkującą wina zaledwie od roku 1999, szczycącą się jednak znacznie dłuższą, siedemdziesięcioletnią tradycją… pszczelarską. I nie wiem, ile w tym było autosugestii, niemniej w znakomitym i klasycznym Brunello Riserva Franci 2013 dało się wyczuć subtelny akcent miodowy – udanie wzbogacający wiśniowo-dżemowo-ziołowy krajobraz. Pozostałe Brunello – mniej intensywne, bardziej zwiewne i mocniej oparte o czerwony owoc – nasuwały nawet pewne skojarzenia z burgundzkimi pinotami, i nie był to błędny trop, ponieważ aktualny właściciel winnicy, Fabio Tassi, spędził swego czasu kilka lat właśnie w Burgundii. Warto jeszcze wspomnieć o innej dumie właścicieli – Brunello Franci 2015, które u Jamesa Sucklinga, jednego z najsłynniejszych krytyków winiarskich, zarobiło równe 100 punktów (oczywiście na 100 możliwych).
Z kronikarskiego obowiązku dodajmy przy tej okazji, że druga grupa wycieczki miała okazję odwiedzić równie znakomitych producentów Brunello i Rosso, których nie sposób w niniejszej relacji pominąć: Camigliano, Ridolfi, Sasso di Sole, Baricci, Villa Le Prata, Poggio Antico, Il Palazzone i Fattoria dei Barbi. Zazdrościliśmy sobie nawzajem!
Zaś wieczorem obie grupy spotkały się na uroczystej kolacji w restauracji Il Giardino, której głównym punktem było nie tyle przepyszne jedzenie, co kolekcja ponad 20 butelek Brunello wystawiona przez organizatorów do swobodnej konsumpcji. Co prawda nie doszukaliśmy się niczego od legendarnego Biondi Santi – ale był Mastrojanni, były Col d’Orcia, Banfi, Caparzo i wiele innych lokalnych znakomitości. Dla mnie największym zaskoczeniem i doprawdy ukoronowaniem całej imprezy było Brunello Riserva 2015 Oliveto p.56 mniej znanego producenta Tenuta Buon Tempo. Wino pod każdym względem wybitne, zrównoważone i intensywne, ociekające rześkim, gęstym owocem i niezwykle umiejętnie podbudowane beczką. Warto było czekać na ten moment i przeżyć jeszcze jedno winne uniesienie – przy milczącym założeniu, że tak naprawdę zapewniła je nam każda z odwiedzanych wcześniej winnic. Ale zwycięzca może być tylko jeden – 9,6 pkt.

DZIEŃ IV i ostatni
Przeznaczony był na wizytę we wspomnianym wcześniej opactwie San Antimo – dobrze widocznym z wysokości zabudowań Fanti, ale tym razem mieliśmy okazję obejrzeć je z bliska. Pięknie zachowany, kameralny i malowniczy romański kompleks, obejmujący kościół i dawne zabudowania klasztorne sięga swą historią czasów Karola Wielkiego, który wg legendy był jego założycielem i fundatorem.


Kilkaset lat wcześniej w tym samym miejscu znajdowała się rzymska willa, którą „wiatr odnowy” bezpowrotnie starł z tego padołu. Potem jeszcze lunch (solidnie „podlany” kilkoma butelkami Rosso) i ostateczne pożegnanie z gościnnym, urokliwym Montalcino. Był to jeden z tych wyjazdów, które na długo utkwią w pamięci – i to nie tylko za sprawą wspaniałych win. Nie sposób więc jeszcze raz wspomnieć i podziękować za profesjonalną organizację całego przedsięwzięcia – połączone siły Consorzio i agencji IEM.it spisały się bez zarzutu. I pamiętajcie – Montalcino jest miejscem przy każdej wizycie w Toskanii obowiązkowym, a jeśli odstraszają Was wysokie (to niestety prawda) ceny Brunello, to w lokalnych enotekach można trafić na naprawdę niezłe okazje. Trzeba „tylko” tam dotrzeć i dobrze poszukać…

