
Tylko nie nazywaj go Zorro, czyli wizyta u Dona
Udostępnij artykuł
Można chyba stwierdzić, że ponaddwustuletnie przedsięwzięcia przez pokolenia związane z rodziną założycielską, to już tradycja DOC Douro. Nie inaczej jest w przypadku Sandemana, którego miałem przyjemność odwiedzić pod koniec zeszłego roku. Chyba wszyscy znamy te nieco bajkowe, podkoloryzowane historie o początkach karier miliarderów i świcie ich wielkich imperiów biznesowych. Często twierdzą, że wszystko zaczęło się od paru dolarów i sprzedaży...
