
Epir – winnice ukryte w chmurach
Udostępnij artykuł
Grecja kojarzy się z Santorini, Nemeą czy Kretą. Tymczasem w górach Epiru powstają jedne z najbardziej intrygujących win, jakie można dziś znaleźć w tym kraju.
Lot na Korfu trwa zaledwie dwie godziny, później około godziny promem na ląd do miasteczka Igumenitsa, kolejna godzina drogi samochodem i znajdziemy się w mieście Joanina, stolicy regionu Epir (gr. Epirus). To region winiarski, w którym historia uprawy winorośli sięga XV w. Nie brzmi imponująco w obliczu tego, że historię wina łączymy ze starożytną Grecją. Lecz tutaj nie chodzi o starożytność, a o współczesność. Ta zaś to region wyróżniający się sporą wysokością (około 700 m n.p.m.) oraz stosunkowo chłodnym i wilgotnym, górskim klimatem, a także młodzi, dynamicznie rozwijający się producenci.
Naturalność bez ideologii
Pierwszym przystankiem winiarskiej wycieczki po Epirze był wine bar winnicy Alexandros Markatselis w nadmorskim miasteczku Igumenitsa. Chciałem wraz z rodziną odwiedzić winiarnie i winnice położone w górach, lecz pogoda pokrzyżowała nam plany i zostaliśmy zaproszeni do wine baru, którym zarządza syn właściciela. Winnice prowadzone są ekologicznie, a wina produkowane niskointerwencyjnie, zdecydowanie w nurcie naturalistycznym. Pierwsze, którego spróbowaliśmy – Roditis White – było w teorii białe, w praktyce jednak krótki, 24-godzinny kontakt ze skórkami nadał mu kolor bladomiedziany i sprawił, że stało się lekko mętne. Cytrusy, dojrzałe morele i odrobina aromatów autolitycznych w zestawieniu z całkiem sporym ciałem i wyraźną kwasowością dały w efekcie wino dosyć złożone, o dobrej koncentracji i długim finiszu z akcentem kandyzowanego imbiru. Kolejna ciekawa pozycja to wino pomarańczowe z assyrtiko (20%) i muszkatu aleksandryjskiego (80%): sporo ciała, ziołowości i herbaciana tanina. Po chwili napowietrzenia pojawiają się aromaty pigwy, bergamotki i miodu. W teorii assyrtiko odpowiada za świeżość, a muszkat za aromatykę: można winifikować je oddzielnie, a potem – kupażując w odpowiednich proporcjach – precyzyjnie zbudować pożądany charakter wina. W praktyce – jako że obie odmiany dojrzewają w podobnym czasie, a liczba kadzi była ograniczona – wybrano wspólną winifikację: powstało wino o złożonym i zarazem zbalansowanym profilu. Markatselis to również czerwień: czysta ekspresja agiorgitiko winifikowanego w stali: wino o niezwykłej koncentracji, wręcz słonej w odczuciu; aromaty wiśni, suszonych śliwek, ziół i poszycia leśnego. Mocna tanina i kwasowość dobrze zrównoważone z owocowością. Na pewno wykazuje kilkuletni potencjał dojrzewania.
Aleksandros opowiedział nam o tym, w jaki sposób pracuje. Ze względu na to, że przetwarza wyłącznie własne winogrona, decyzje jakie wina i w jakiej ilości wyprodukować podejmuje na bieżąco, z roku na rok, zależnie od wysokości plonów. Eksperymentuje też z blendami: to, co ze sobą zmiesza, w dużej mierze jest wynikiem tego, jakie winogrona dojrzeją w podobnym czasie. W przypadku maceracji na skórkach zawsze część wina zostawia chwilę dłużej w tanku, żeby zobaczyć, jaki da to efekt. Zbiera w ten sposób doświadczenie na kolejne sezony, a w każdym jego wina pokazują trochę inne oblicze. Spontaniczna fermentacja też co roku może dać inne rezultaty, mimo że Aleksandros trzyma się tej samej receptury.
Pierwsze nasadzenia miały tu miejsce pod koniec ubiegłego wieku. Z perspektywy polskich winnic 20–30-letnie krzewy nie należą do najmłodszych, jednak w wielu regionach Grecji, np. w Attyce etykiety terroirystyczne, czy w ogóle premium powstają z owoców z krzewów 50-70-letnich. Tak więc godne podziwu jest, że Markatselisowi już udaje się tworzyć wina z wyjątkowym charakterem, o dobrej koncentracji i ekspresji, zarówno poszczególnych odmian, jak i terroir.


Tam, gdzie natura wyznacza reguły
Drugi przystanek, około 200 m n.p.m. i 20 minut samochodem z Igumenitsy, nieopodal górskiej wioski Paraotamos, zrobiliśmy w niewielkiej winiarni Zervas. Przyjął nas, niezwykle serdecznie, przyjaciel właściciela Stefanos, który pracuje z nim już od sześciu lat i jest menedżerem do spraw sprzedaży, jednocześnie pomagając w winnicy praktycznie przy wszystkim. Sam „Maestro Zervas”, jak został nam przedstawiony, pojawił się na miejscu pod koniec degustacji. Niezwykle miły i skromny człowiek w kaloszach i roboczym ubraniu. Przyjechał doglądnąć winnic, pogadać ze swoimi pracownikami (m.in. byłym marynarzem, którego sam nauczył fachu), pomóc im i popracować przy winoroślach razem z nimi: to nie tylko biznesmen, ale i winiarz z prawdziwego zdarzenia, niebojący się ciężkiej roboty.
Winiarnia i winnice położone są w dolinie rzeki Thiamis, otoczone pasmami gór. Jest tu zdecydowanie chłodniej i bardziej wilgotno niż na wybrzeżu. Gdy zapytałem o stabilność pogody, usłyszałem, że góry tak samo chętnie zatrzymują deszcz poza doliną, nie dopuszczając go do niej, jak i w jej środku – nie wypuszczając go; to drugie czasem bywa utrapieniem, szczególnie w terminie zbiorów. Winnice prowadzone są ekologicznie, a wina mają odzwierciedlać terroir. Jeśli chodzi o styl, to jest nieco odmienny w zależności od rocznika. Cieplejsze dają wina bardziej owocowe, chłodniejsze powściągliwe i szorstkie; roczniki suche – wina o dużej koncentracji i intensywności. Kolejną ciekawą kwestią jest dopasowywanie różnych klonów tej samej odmiany winorośli do różnych typów gleb w zależności od parceli, na której są uprawiane. Trzy różne klony szczepu malagouzia zostały opracowane specjalnie dla Zervas Winery, żeby mogła wyprodukować wino o jak najdłuższym finiszu, co nie jest typowe dla tego szczepu, a co lubi George Zervas. George pobrał próbki gleby z winnicy i odkrył, że zależnie od odległości danego miejsca od rzeki i jego wysokości na zboczu, mamy do czynienia z inną glebą: bardzo suchą gliną na szczycie, mieszanką gliny, żwiru i kamieni pośrodku i mokrą gliną na dole, blisko koryta rzeki. Każdy z trzech klonów ma za zadanie jak najlepiej wykorzystać potencjał konkretnej gleby. Wpływa to pozytywnie na jakość owoców, a co za tym idzie – na koncentrację aromatów i długość finiszu. Ten, w sumie dość skomplikowany eksperyment się powiódł, a wino otarło się o złoty medal na jednym z krajowych festiwali.
Poza malagouzią króluje tutaj lokalna biała odmiana asproudi. Wino z niej występuje u Zervasa w kilku wersjach. Pierwsza – winifikowana w stali Thiamis – ma pokazać charakter odmiany. Jest soczysta i precyzyjna, z aromatami cytrusów i owoców sadu. Druga – Asproudi Orange – jest niskointerwencyjna, lekko mętna, z akcentami pomelo, grejpfruta i białych kwiatów, niezwykle soczysta. Trzecia – Asproudi Cuvee – winifikowana w stali i amforach, z owoców pochodzących z najstarszych krzewów, co daje niezwykłą koncentrację i intensywność; jednocześnie wino jest eleganckie i stonowane, o kremowej strukturze i długim mineralnym finiszu.

Dziedzictwo apelacji Zitsa
Ostatni przystanek, kolejnego dnia i z jeszcze deszczową pogodą, to jedyny chroniony obszar pochodzenia w regionie – PDO Zitsa. Apelacja obejmuje produkcję win z autochtonicznej białej odmiany debina: spokojnych i musujących – w tym produkowanych metodą tradycyjną.
Najciekawsza okazała się winiarnia polecona przez George’a Zervasa – Domaine Glinavos. Zostaliśmy zaproszeni do zwiedzenia niezwykłych piwnic pod budynkiem winiarni, niewątpliwie starym zamczyskiem. Piwnice były ogromne i mieściły kilkaset beczek barrique i 4 tys. butelek musującej debiny. Beczki są z dębu francuskiego (np. z Hermitage) i dębu amerykańskiego oraz z dębu ze wschodniej Europy, a także od greckiego producenta. Dojrzewały w nich zarówno wina czerwone z odmian międzynarodowych, jak cabernet sauvignon, z lokalnych czerwonych vlachiko i bekari, jak i białe ze szczepu debina. Jeśli chodzi o metodę tradycyjną, wina leżakują na osadzie w butelkach przez 12–15 miesięcy. Najstarsze roczniki, którymi dysponuje winiarnia to lata 90., ale niestety tych „zabytkowych” butelek jest tak mało, że nie można ich kupić, ani nawet spróbować. Mieliśmy jednak okazję zakupić wino pomarańczowe Paleokerisio – z debiny i odrobiny vlachiko, półmusujące, produkowane tradycyjną metodą, taką samą, jak w dawnych czasach, gdy tylko dzięki odpowiednim warunkom panującym zimą i wiosną udawało się wytwarzać musiaki i kiedy to naturalne zmiany temperatur regulowały cykl fermentacji. Pierwsza fermentacja z 12-dniową maceracją na skórkach odbywa się w dębowych kadziach i naturalnie zatrzymuje się podczas spadku temperatury jesienią. Druga rusza na wiosnę w tanku, przy udziale drożdży i cukru, dzięki czemu powstaje dwutlenek węgla. Nazwa Paleokerisio oznacza „w dawnym stylu”. Wino sprzedawane jest w 500 ml butelkach zamykanych kapslem. Lekko musujące o głębokim, bursztynowym kolorze, aromatach obitego jabłka, skórki pomarańczy, młodych orzechów włoskich i suszonych ziół. W ustach chininowa cierpkość, stonowana kwasowość i odrobina cukru resztkowego, w mojej ocenie kwalifikująca wino do kategorii brut. Niezwykle ciekawe i inspirujące.

***
Epir nie próbuje rywalizować z najbardziej znanymi regionami Grecji. Tworzy własną historię – opartą na wysoko położonych winnicach, autochtonicznych odmianach i producentach, którzy bardziej niż za modą podążają za charakterem miejsca, z którego pochodzą. To region, którego potencjał jest dopiero odkrywany. Mam wrażenie, że wina, których próbowaliśmy niedługo będą tak dobrze rozpoznawalne, jak te z Santorini czy Nemei. 
