
Emilia-Romania: mozaika wrażeń
Udostępnij artykuł
To wyjątkowe miejsce. Znajdziecie tu bezcenne historycznie miasta – chociażby Rawennę, która aż trzykrotnie była stolicą Cesarstwa Rzymskiego. Region ten to też centrum przemysłu i mekka wielbicieli motoryzacji – to tu, w Imoli odbywa się coroczne GP Formuły 1, a swoje siedziby mają takie firmy jak Ferrari, Maserati czy Pagani. Co jednak najważniejsze, Emilia-Romania określana jest jako Dolina Żywności. To stąd pochodzą Parmigiano Reggiano, balsamico, mortadela czy piadina. Zapraszamy na relację z tego fascynującego regionu.
W Emilii-Romanii naprawdę jest co robić, od czego więc najlepiej zacząć? Z naszego doświadczenia wynika, że zwiedzanie najlepiej podzielić na dwa etapy, w których obejrzymy kolejno:
1. Wybrzeże: miasta, takie jak Rawenna, Rimini, Cesenatico.
2. Interior i większe aglomeracje, jak Bolonia, Ferrara i Modena.
Obie te wycieczki dadzą piękny ogląd regionu i pozwolą zobaczyć go z nieco innej niż klasyczna turystyka perspektywy. My na pierwszą podróż postanowiliśmy wybrać wybrzeże.
Jak się poruszać po regionie
Najlepiej autem. Jeśli nie przyjeżdżacie tutaj z Polski, tylko np. przylatujecie, wypożyczcie samochód na lotnisku w Bolonii. Duży wybór mniejszych i większych firm pozwala na dopasowanie usługi do swoich potrzeb. Co ważne – oddając auto, pamiętajcie, że nie ma stacji tankowania położonej bezpośrednio na lotnisku. Z którejkolwiek strony będziecie jechać – widząc stację na około 20 km przed lotniskiem, wjedźcie i zatankujcie już tam. Bliżej nic nie znajdziecie. Alternatywą dla samochodów są pociągi i autobusy, ale tracimy wtedy mobilność i do wielu miejsc, nawet tych z naszego małego przewodnika, trudno wam będzie dotrzeć.
Rawenna: mozaiki i piadina
Pierwszy punkt programu to Rawenna. Miasto, w którym znajduje się aż 8 ze wszystkich 61 włoskich obiektów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, które aż kipi historią i w którym jest całe mnóstwo zabytków z różnych okresów historycznych. Rawenna to stolica mozaiki, ale też piadiny. To lunchowe danie – płaski placek z nadzieniem niektórzy traktują po macoszemu, zarazem wychwalając pod niebiosa jego kuzynkę pizzę, ale absolutnie niesłusznie. Jest dużo od niej lżejsze, no i placek składa się na pół – taka forma sprawia, że to idealna przekąska na podróż! Gdziekolwiek się zatrzymacie, żeby spróbować tego specjału, możecie mieć pewność, że będzie świeży i pełen pysznych lokalnych dodatków – od kanonicznych mortadeli i pesto, po najśmielsze wymysły stworzone ku uciesze turystów z całego świata. Gdzie tego wszystkiego spróbować? Polecamy działającą na starym mieście [15] Profumo di Piadinę, a w niej – szczególnie klasyczną piadinę z prosciutto, serem squacquerone (świeży krowi, miękki i kremowy, o słodko-kwaśnym posmaku) oraz rukolą. Prostota smaków i najwyższa jakość składników!
Wróćmy jednak na chwilę do kultury. Szczerze polecamy wybrać się do miasta w pierwszej połowie czerwca. To właśnie wtedy organizowany jest tam coroczny festiwal muzyki klasycznej – Ravenna Festival. Na terenie całego miasta, w różnych miejscach, w tym w historycznych budynkach, odbywają się mniejsze i większe koncerty i recitale artystów ze wszystkich stron Ziemi. My zaliczyliśmy koncerty zarówno niezwykle kameralne, jak i te w największym teatrze – [16] Teatro Alighieri (to właśnie w Rawennie słynny Dante spędził ostatnie lata swojego życia i został tutaj pochowany) – obie emanacje festiwalu polecamy z całego serca.
Czas przenieść się na wybrzeże. Teoretycznie już tu jesteśmy, bo miasto leży (prawie) nad samym Adriatykiem, w praktyce potrzebujemy kilkunastu minut samochodem, żeby się tam dostać. Dla większości lokalsów przez kilka letnich miesięcy wybrzeże jest drugim, a w zasadzie pierwszym domem. W najcieplejszych miesiącach Rawenna nagrzewa się do czterdziestu stopni i ciężko jest spędzać popołudnia między jej brukowanym uliczkami – stąd taka popularność kurortu [8] Marina di Ravenna.
Jak to w nadmorskich włoskich miejscowościach bywa – na plaży znajdziecie wyśmienite zaplecze gastronomiczne. W [5] La Dolce Vita skosztujecie dobrego białego wina, wypijecie filiżankę espresso i zjecie powolny lunch – to idealne miejsce na przerwę w plażowaniu. Mimo że restauracja jest na plaży, czyli w najbardziej turystycznym miejscu, jakie można sobie wyobrazić, to jakość jedzenia i wybór napojów nie odbiegają od tych w dobrych lokalach w centrach miast.


Tym z was, dla których dłuższe pobyty na plaży nie należą do największych przyjemności, rekomendujemy spacer wzdłuż [9] Parco Marittimo. To piękny sosnowy las, który wraz z okolicznymi wydmami tworzy wyjątkowo urokliwy krajobraz. Dzięki swoim walorom przyrodniczym, teren ten jest pod ścisłą ochroną. My pośrodku tego lasu czuliśmy się, jakby ktoś nas przeniósł do Azji – słyszeliśmy tam feerię idyllicznych ptasich treli, niemal jak w dżungli.
Co jeszcze polecamy w Marinie di Ravennie? Teraz będzie coś z zupełnie innej beczki. [2] Cestha to ośrodek rehabilitacji żółwi. Miejsce unikalne na skalę Europy. To tutaj trafiają zwierzęta zaplątane w sieci rybackie czy też zranione przez łodzie. Po wyleczeniu są wypuszczane na wolność. Jeśli okazuje się, że żółw nie przeżyłby na wolności przez swoje defekty i urazy, zostaje w centrum – dzieje się tak jednak w bardzo niewielu przypadkach. Miejsce dosłownie ratuje im życie, a ludzie, którzy tam pracują są pełni zaangażowania. Podróżując po różnych krajach świata widzimy, że popularny staje się trend jeżdżenia w miejsca, w których można pomagać lokalsom, naturze czy zwierzętom. Żółwia z Cesthy można wirtualnie adoptować, przelewając miesięcznie symboliczną kwotę na pomoc dla niego. Uważamy, że takie inicjatywy są bezcenne i zachęcamy, żeby się im dokładniej przyjrzeć, może to będzie coś, co was zainteresuje. Cestha, oprócz bezpośredniej pomocy, oferuje też kursy i zajęcia dla dzieci. Dzięki temu od małego zwracają one uwagę na otaczającą nas przyrodę, florę i faunę oraz mają większy szacunek dla naszej planety, na której jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków.
Jak wspominaliśmy, Rawenna to kolebka mozaiki. Pochodzące z V wieku [10] Mauzoleum Elli Galli Placydii – rzymskiej cesarzowej, córki cesarza Teodozjusza I Wielkiego – pokryte jest w środku unikalną mozaiką stworzoną z elementów kamienia, szkła oraz płatków złota. Dbałość o szczegóły i bogactwo kolorystyczne robią piorunujące wrażenie i świadczą o wyjątkowym kunszcie artystów.
Dziś, tak jak i 15 wieków temu, miasto żyje z tworzenia unikalnych ceramicznych wzorów. Też chcieliśmy spróbować, więc udaliśmy się na warsztaty. W
Dimensione Mosaico możecie stworzyć swój własny mozaiczny kawałek, o dowolnych kolorach i strukturze. To niezwykłe doświadczenie, podczas którego kreatywność aż buzuje i smutno nam było, kiedy zajęcia się kończyły, bo przy takiej robocie nie trzeba za dużo myśleć i się zastanawiać, głowa odpoczywa w niewyobrażalny sposób.


istockphoto.com
Dolce far niente
Opuszczamy Rawennę i kierujemy się na południe – do Cesenatico. To mała miejscowość położona nad samym morzem i połączonymi z nim kanałami. Mieliśmy wpaść na chwilę, a zostaliśmy prawie na cały dzień. Jest tu znajdujące się na świeżym powietrzu [11] Muzeum Morskie ze starymi żaglowcami, będącymi świadectwem historii tej miejscowości. Tak urokliwego i pocztówkowego miasteczka dawno nie odwiedziliśmy. I – co nie mniej istotne – nie pamiętamy, kiedy jedliśmy tak wybitne owoce morza – a było to podczas lunchu w
Osterii Bartolini. Dopiero po fakcie dowiedzieliśmy się, że właśnie Cesenatico jest miasteczkiem, do którego zjeżdżają lokalsi z większych miast, jak Rimini czy Rawenna, żeby skosztować najpyszniejszych owoców morza w regionie. Tym bardziej byliśmy dumni z naszych kubków smakowych, które trafnie oceniły kulinarne doznanie na 5 z plusem.
Rimini: wizytówka wybrzeża
Jego linia brzegowa liczy aż 15 kilometrów. Ale musicie wiedzieć, że Rimini to nie tylko plaże i atrakcje związane z morzem, lecz także malownicze wzgórza, położone tuż nad miastem. To właśnie wśród nich zatrzymaliśmy się na degustację w [13] Podere dell’Angelo. Wina produkowane w okolicach Rimini mają zupełnie inny charakter niż najbardziej znane czerwienie Toskanii, mimo że często powstają z tego samego szczepu – sangiovese. Region Colli di Rimini, położony pomiędzy wzgórzami Emilii-Romanii a Adriatykiem korzysta z wyjątkowego mikroklimatu: morskiej bryzy, dużej ilości słońca i wapienno-gliniastych gleb, które nadają winom świeżość, mineralność i wyraźną owocowość. Rodzinna, organiczna posiadłość, działająca od 1923 roku znajduje się w Vergiano niedaleko Rimini, a jej wina powstają z lokalnych odmian: sangiovese, rebola czy pagadebit (bombino bianco). Właściciele, rodzina Bianchi, stawiają na ekologiczne uprawy oraz możliwie naturalną winifikację, dzięki czemu wina zachowują autentyczny charakter regionu. Najbardziej charakterystyczną czerwoną etykietą winiarni jest organiczny Fulgor robiony w ramach apelacji Colli di Rimini DOP. Właściciele opisują je jako morskie sangiovese, świeże i soczyste, które idealnie łączy się z dojrzewającymi serami, ale też owocami morza z pobliskiego Adriatyku. Podere dell’Angelo dobrze oddaje kierunek, w jakim chcą się rozwijać tutejsze winiarnie – bliskość morza dodaje winom żywego, owocowego sznytu, lekkości jakiej czasem brakuje winom z pobliskiej Toskanii.
W ramach ciekawostki: etykiety win rysuje własnoręcznie córka właścicieli Giulia Bianchi – określenie „rodzinny biznes” nabiera w ten sposób dodatkowego znaczenia.


A co można robić w samym Rimini? Na przykład wybrać się na spacer z przewodnikiem, dzięki czemu poznacie najciekawsze zakątki. Są tu budowle mające ponad 2 tys. lat – od jednego z najstarszych targów, którego marmurowe lady do dziś zdobią miasto, po [4] Dom Chirurga, który skrywa nienaruszone ręką człowieka mozaiki i części domu chirurga z czasów Imperium Rzymskiego. Ten cenny zabytek został odkryty 40 lat temu, jak to często w Italii bywa – przypadkowo: drogowcy chcieli wyrwać korzeń starego drzewa i pod korzeniem natknęli się na ślady podłogi, która pamięta czasy Chrystusowe.
Jeśli mielibyśmy polecić tylko jedno jedyne miejsce, które musicie odwiedzić, byłaby to dzielnica [1] Borgo San Giuliani. Niegdysiejsza portowa część miasta, zamieszkała przez niższe warstwy społeczne – na przykład rybaków, dziś najmodniejsza w Rimini. Każdy ze stojących tam domów zdobi tabliczka informująca o nazwisku ostatniego zamieszkującego tu rybaka. Piękne odniesienie do historii miejsca i jego twórców. Polecamy szczególnie wizytę w restauracji [6] La Marianna – warto zamówić tam kosz piknikowy na wynos i przejść się na drugą stronę mostu [14] Ponte di Tiberio, który stoi w tym miejscu 2 tys. lat. Lunch z takim widokiem zostanie z wami na długo!
Zanim wyjedziecie z Rimini na dobre, polecamy jeszcze przejechać się na Rimini Eye – czyli [7] La Ruota di Rimini – kole wycieczkowym z widokiem na miasto i morze. Może brzmi to jak banał, ale zachód słońca z widokiem na bezkresne plaże i miasto w tle ma w sobie coś wyjątkowego. Uwierzcie!


