
Czy Pan nadużywa?
Udostępnij artykuł
Starość nie radość, młodość nie wieczność. Dosłownie kilka dni temu i o mnie upomniał się mój PESEL. W efekcie musiałem kilka dni spędzić w szpitalu. Towarzyszyła temu podobno standardowa (doświadczenia w tym temacie dopiero nabieram) procedura przyjęcia wiążąca się z wypełnieniem ankiety medycznej. Urocza, miła i bardzo empatyczna pielęgniarka zadawała mi kolejne pytania. W końcu dotarła do pytań o używki. Czy pan pali? Już nie. Czy pan pije alkohol? Zdarza się. I wreszcie: czy pan nadużywa? I tu odpowiedzieć nie potrafiłem.
Wszystko dlatego, że nie wiem, co to znaczy nadużywać. Na wszelki wypadek odpowiedziałem, że nie. Zawsze to ładniej wygląda w papierach. Do tego mam takie wewnętrzne przekonanie, że naprawdę nie nadużywam. I to mimo częstego i regularnego kontaktu z alkoholem. Wszak jak smakuje „zerwany film” zdążyłem już zapomnieć. W wyniku alkoholowych ekscesów nie zawaliłem niczego istotnego przynajmniej od czasu ukończenia edukacji. Wcześniej różnie bywało. Kto był studentem, ten wie. I ogólnie mam wrażenie, że alkohol w życiu mi nie miesza. Co pewnie oznacza – nie nadużywam.
Jest też jednak drugie spojrzenie. W ciągu kilku ostatnich lat wykonałem chyba wszystkie internetowe testy mające diagnozować ewentualny alkoholizm. I we wszystkich wychodziłem na skończonego degenerata. W AUDIT – tym słynnym, opracowanym przez WHO, a koncentrującym się na wykrywaniu ryzykownych i szkodliwych dla zdrowia zachowań, dostałem 9/40 pkt – „ryzykowne spożywanie alkoholu, wskazane pogłębione badanie diagnostyczne u terapeuty uzależnień”. Podobne wyniki dały Test Baltimorski czy MAST. Wszystkie jasno wskazują na mój poważny problem na granicy alkoholizmu klinicznego. A to by znaczyło, że jednak nadużywam.
Analiza pytań i odpowiedzi pokazała, że problemem nie jest ilość (moja dobowa dawka z rzadka przekracza 75–100 ml wina, ewentualnie pół litra piwa), a częstotliwość. Piję przynajmniej 20 razy w miesiącu, a jeszcze niedawno piłem nawet każdego dnia. Zwyczajnie, każdy ciepły posiłek wiązał się z niewielkim kieliszkiem wina. A to właśnie częstotliwość i powtarzalność spożycia dla tych bezdusznych systemów jest kluczowym parametrem. Pewnie dlatego takie wyniki.
Stąd wpadłem na szatański pomysł: wypełniłem kwestionariusz AUDIT jeszcze raz – ale tak, jakbym był statystycznym facetem z lat 80. ubiegłego wieku, czyli z czasów, w których przechodziłem alkoholową inicjację. Jak się wtedy piło? Tym, co tego nie pamiętają, przypomnę. Rzadziej – powiedzmy raz, dwa razy w miesiącu (alkohol był niełatwo dostępny, a do tego piekielnie drogi) – za to do tak zwanej odcinki. Libacje miały miejsce głównie w weekendy, a w dni robocze imprezowano w pracy, często za cichą zgodą przełożonych. Toteż nie można powiedzieć, że komuś picie w robocie przeszkadzało.
Takimi też danymi nafaszerowałem system. Podałem, że pijam sporo, ale sporadycznie i że to moje picie nie ma wpływu na moją sytuację społeczną ani ekonomiczną – pytania o to nie są sformułowane wprost, ale zakamuflowane, np. pod numerami 5 („Jak często w ciągu ostatniego roku z powodu picia alkoholu zrobiłeś/aś coś niewłaściwego, niezgodnego z przyjętymi w Twoim środowisku normami postępowania?”) i 10 („Czy ktoś z rodziny albo lekarz lub inny pracownik opieki zdrowotnej interesował się Twoim piciem albo sugerował jego ograniczenie?”). Czyli inaczej niż obecnie, bo teraz zawsze zaznaczam, że to picie kosztowne. Kto zamawiał barolo albo 18-letnią „rudą” w knajpie, ten wie, że rachunek potrafi zaboleć.
A teraz zgadnijcie, co mi odpowiedziały systemy ankietowe. Tak, zgadliście: wszystko jest ok, sporadyczne, okazjonalne picie nie jest problemem. Dodam: nawet wtedy, gdy kończy się spłynięciem pod stół. Jeśli więc pijesz w taki sposób i ktoś cię zapyta, czy nadużywasz, możesz śmiało powiedzieć, że nie. Przynajmniej według tego, jak problemy z alkoholem rozumie WHO.
Sam jednak zostaję przy moim modelu konsumpcji, nawet jeśli system określa mnie mianem alkoholika. A tak swoją drogą, to może by wreszcie, najlepiej ze wsparciem jakichś mądrych systemów AI, powstało sprawne, nie fałszujące wyników narzędzie do samokontroli.
Na koniec, korzystając z okazji i tego, że Gwiazdka lada moment, chcę wam, Szanowni Czytelnicy, złożyć życzenia. Oczywiście życzę zdrowia, i to bez względu na Wasz PESEL, a także tego, byście nie nadużywali i to bez względu na to, co stanowi zawartość Waszych kieliszków oraz jak określenie „nadużywać” rozumiecie.
