
Zoom na portfolio marki Jonston
Udostępnij artykuł
Czy „Jonston” to: a) jakieś anglosaskie nazwisko; b) polska destylarnia rzemieślnicza, specjalizująca się w ginach, a mająca siedzibę w Lesznie? Obie odpowiedzi są poprawne. Owa destylarnia na swego patrona obrała Jana Jonstona (1603–1675), przyrodnika, lekarza i filozofa, który urodził się w Szamotułach, a mieszkał właśnie w Lesznie. Całe życie uważał się za Polaka, ale był nim jedynie w połowie: przyszedł na świat jako syn szkockiego emigranta Simona Johnstona, który uciekł ze swej ojczyzny przed prześladowaniami religijnymi i poślubił szamotulską mieszczankę Annę Becker. Jonston-naukowiec był gruntownie wykształconym światowcem (studiował m.in. w Cambridge) i bardzo dobrze mi to pasuje do wizerunku i działalności destylarni Jonston.
W pewnym sensie idzie ona pod prąd. W branży rzemieślniczych alkoholi nastała bowiem moda na lokalność i modlenie się do każdej trawki na miejscowej łące, z której udziałem można cokolwiek wydestylować. To chwalebna tendencja, przynosząca często wspaniałe rezultaty (vide wiele rzeczy z Mikrogorzelni czy niżej recenzowanej fińskiej Kyrö), ale czasem dla przeciwwagi chciałoby się spróbować czegoś innego.
Jonston to oferuje: jest elegancki, internacjonalny, bez wahania sięga po składniki z całego globu – w tym z Polski, jeśli pasuje to do jego wizji. Najlepszym przykładem posłodzenie Old Toma naszym miodem pitnym i jego leżakowanie w beczkach po tymże albo wykorzystanie w Golden Autumn do bólu swojskich rumianku i jarzębiny. Równie swobodnie lesznieńscy kraftowcy czują się jednak, mając w rękach yuzu, liście limonki kaffir, papryczkę habanero czy hibiskusa, z którego udziałem powstał międzynarodowy hit.
U Jonstona ma być nie tylko światowo, lecz także miło, lekko, kolorowo i fajnie. Jałowiec się tu zatem szanuje, ale to nie na niego skierowane są główne światła. Podstawowa baza botaników – znów – stanowiąca internacjonalny kanon (jałowiec, kolendra, cynamon, kardamon, anyż, gałka muszkatołowa, lukrecja, irys) jest często uzupełniana przez składniki odświeżające, młodzieńcze, radosne, jak cytryna, tymianek, bergamotka, geranium, lawenda, zielona kolendra, liście mięty czy świeży ogórek.
Firma nie waha się też podążać za trendami, tylko że robi to mądrze, z klasą i na swój sposób. Bardzo spodobała mi się interpretacja mody na drinki RTD. Seria Signature Cocktails to gotowe koktajle zamknięte w dizajnerskich butelkach (ponad 6 porcji po 80 ml w każdej). Przy ich tworzeniu współpracował Piotr Sajdak, który zdobywał doświadczenie w najlepszych barach Londynu, Paryża, Berlina oraz Krakowa, a lista składników (oprócz oczywiście firmowych) mówi sama za siebie – np. w Old Fashioned wykorzystano Luxardo Bitter Rosso. Klasa.
Jonston chce się podobać i nie wstydzi się tego. Zgarnia nagrody na konkursach nie tylko w Warszawie, lecz także Londynie, Nowym Jorku i San Francisco. Nie musi aspirować do wielkiego świata, bo sam już jest jego częścią.
Metodologię degustacji oraz interpretację ocen znajdziesz TUTAJ.

Old Tom Gin – Cask Finished
Jonston Distillery
cena: 189 zł (0,7 l)
Interpretacja starego angielskiego stylu – ginu destylowanego z dodatkiem cukru, którego rolę gra w tym przypadku polski miód pitny. W bukiecie eksplozja kwiatów (ogród polski po deszczu, miodunki, piwonie, frezje). Usta słodkie i kwiatowe, ale ani na chwilę nie tracące elegancji. Nuta starego drewna w finiszu. (alk. 40%) 8,5 pkt

Hibiscus Infused Gin
Jonston Distillery
cena: 149 zł (0,7 l)
Bardzo przyjemny, czysty, głęboki i delikatny aromat dobrej herbaty hibiskusowej z kroplą cytrusowej kwasowości i akcentem czarnej czekolady z pomarańczami. Subtelnie słodkie, lekkie, lecz pełne usta są powtórzeniem nosa. Smakowitość i elegancja prima sort! (alk. 40%) 8,0 pkt

Polish Dry Gin
Jonston Distillery
cena: 139 zł (0,7 l)
Dominują korzenie (zwłaszcza dzięgiel i pieprz kubeba) oraz cytrusy, zwłaszcza słodkie i gorzkie pomarańcze (których nb. w kompozycji nie ma – być może taki efekt daje połączenie cytryny, tymianku i dzięgla). Usta delikatne, ze szlachetną dzięglową goryczką. Całość ma ciepło, głębię, spokój i czar. Ten gin, choć nie jest to „edycja świąteczna” mocno kojarzy się Bożym Narodzeniem. Dodatkowe punkty za klimat. (alk. 40%) 7,5 pkt

Golden Autumn Gin – Four Seasons Collection 2025
Jonston Distillery
cena: 179 zł (0,7 l)
Bukiet kojarzący się z powrotem z jesiennego spaceru: najpierw rumianek i kwaskowato-goryczkowa jarzębina, a potem ciepło lukrecji i innych korzennych przypraw oraz egzotycznego drewna. Rozgrzewające, przymilne usta, z pikantnym lukrecjowo-rumiankowym wykończeniem. Rzecz ciekawa i niebanalnie skomponowana. (alk. 40%) 7,4 pkt

Wasabi Farm Vodka
Jonston Distillery
cena: 249 zł (0,7 l)
Wódka stworzona dla gastronomii przez szefa kuchni Marka Flisińskiego i Agnieszkę Firlej, właścicielkę pierwszej w Polsce farmy wasabi. Wrażenie przeniesienia się do sushi baru: nader naturalny aromat wasabi, ale też świeżo wykopanego, przybrudzonego jeszcze ziemią polskiego chrzanu. Plus pozytywne konotacje „chemiczne”: warsztat samochodowy, skład opon, sztuczne ognie, domowe laboratorium i eksperymenty z siarką. Usta są totalnym zaskoczeniem – słodka nuta perfum wprowadza dysonans i z sushi baru przenosimy się do drogerii. Rzecz ciekawa, ale mocno niespójna i kontrowersyjna. (alk. 40%) 6,8 pkt

Harmony – Ø–In
Jonston Distillery
cena: 105 zł (0,7 l)
Świetny nos: cytrusy, trawa cytrynowa, prażony jałowiec, kadzidło, gałka muszkatołowa, kardamon – całość harmonijna i ożywcza. Usta dość słodkie, nieco płaskie i wodniste – ale taki to już urok „bezalko”. Tak czy owak dobrze, że jest na naszym rynku kolejna propozycja z tego segmentu. (alk. 0%) 6,3 pkt
