
Przypadkowe spotkanie z Bottlery
Udostępnij artykuł
nowy adres dla miłośników wina
To miał być zwyczajny warszawski dzień – szybka wizyta w Promenadzie, lista najważniejszych spraw do załatwienia, kawa na wynos i w drogę. Między znajomymi witrynami coś jednak przykuło moją uwagę. Jasne, nowoczesne wnętrze, prosty i elegancki szyld – Bottlery. Nazwa brzmiała intrygująco, a moja ciekawość wygrała z pośpiechem.
Przekroczyłam próg i… przepadłam. Zamiast ciężkich półek obwieszonych zakurzonymi butelkami, zobaczyłam przestrzeń, w której światło krąży jak winiarska opowieść, a każda etykieta na półce zachęca do bliższego poznania. Nowoczesność była tu na wyciągnięcie ręki, ale bez cienia chłodu – wnętrze eleganckie, acz przytulne i zachęcające do spaceru wśród winnej mozaiki.
Półki kusiły. Proza codziennej butelki na wieczór przeplatała się tu z legendami winiarstwa – od „Lady Amarone”, czyli Marilisy Allegrini – Villa della Torre Lugana oraz Amarone della Valpolicella Classico po San Polo z Toskanii – Brunello di Montalcino. Prawdziwe perełki, które dają nadzieję, że nawet szybki zakup może przerodzić się w zaproszenie do podróży po świecie smaków. Ale reprezentowane są tu nie tylko Włochy – na półkach butelki z Francji, Hiszpanii, Stanów, Chile i z Polski.
No i jeszcze Sandeman – postać legendarna wśród koneserów porto, z czarnym płaszczem i kapeluszem jak z filmu noir. Klasyczne Ruby i Tawny, ale też limitowane, dojrzewające przez dziesięciolecia edycje, których próżno szukać w zwykłych sklepach.
Nie samym winem żyje Bottlery – mocne alkohole z całego świata skomponowano tu z rozmachem i charakterem. Szkockie i irlandzkie whisky, bourbony, rumy, giny, koniaki i polskie okowity, nietuzinkowe trunki, które mogą zaskoczyć nawet wybrednego pasjonata. A do tego coś, co sprawia, że całość smakuje jeszcze lepiej: przekąski, oliwki, oliwy – wszystko zestawione tak, aby przygotować idealny wieczór ze znajomymi.
Obsługa? Nie mogę narzekać. Życzliwa, daleka od „mundurków” i zadęcia. Z entuzjazmem opowiada o ulubionych trunkach, dzieli się rekomendacjami, traktuje każdego jak partnera do rozmowy, a nie tylko potencjalnego klienta. Wychodzisz z butelką, ale też z głową pełną nowych planów, gdzie i z kim spróbujesz tego, co polecili.
Dopiero przy wyjściu słyszę, że ten koncept działa już we Wrocławiu i Poznaniu, a kolejne lokalizacje są w planach. To nie jest zwykły sklep. To miejsce, które redefiniuje zakup alkoholu – wybór zamienia się tu w przyjemność, a zwykła wizyta w galerii handlowej może trafić do prywatnego albumu wspomnień.
Nie wiem jeszcze, kiedy tam wrócę. Wiem natomiast, że od dziś omijanie Bottlery byłoby osobistą stratą. Przez przypadek znalazłam miejsce, do którego chce się wracać – z ciekawości, dla przyjemności… albo całkiem bez powodu. 
