
Poświąteczne remanenty – Riesling, pinot & co. 2025
Udostępnij artykuł
Nadejście wiosny w winiarskim światku sygnalizują różne wydarzenia – ale jednym z najważniejszych jest, organizowana już od dobrych kilku lat impreza „Riesling, pinot & co.”, promująca wina niemieckie. Za jej sukcesem stoi oczywiście postać niestrudzonej Ani Gmurczyk reprezentującej Niemiecki Instytut Wina, działający przy Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. Tegoroczna edycja odbyła się 3 kwietnia, magazyn „Trybuszon” był jej medialnym partnerem, a całość odbyła się – jak w roku ubiegłym – w malowniczym otoczeniu warszawskiej Reduty Banku Polskiego.
A czy tegoroczna impreza mocno różniła się od poprzedniej? Początek na to nie wskazywał. Komentowana degustacja i przegląd aktualnej sytuacji na niemieckim rynku winiarskim były oczywiście interesującym wprowadzeniem w całość. Pochodząca z Palatynatu Charlotte Weihl, obwołana we wrześniu 2024 „Niemiecką Królową Wina” (jej głównym zadaniem jest promocja niemieckiego winiarstwa przez kolejne 12 miesięcy) oraz red. Tomasz Prange-Barczyński przedstawili garść danych, z których chyba najbardziej interesujące okazały się te, dotyczące wzrostu powierzchni upraw niektórych odmian w okresie 1995-2023. Godny uwagi wynik osiągnęły weissburgunder (czyli pinot blanc, 246%) i grauburgunder (pinot gris, 230%), jednak nic nie było w stanie przysłonić 974% wzrostu upraw chardonnay czy 890% czerwonego st. laurent. Jeśli powodem tego są zmiany klimatyczne – a zapewne są – zrozumiały w tym kontekście staje się zaledwie 60% wzrost powierzchni nasadzeń spätburgundera (pinot noir), a więc odmiany kojarzonej z regionami raczej chłodniejszymi. Degustacja pokazała jednak, że niemieckie pinoty – i te jasne, i te ciemniejsze – trzymają się znakomicie, niejednokrotnie ocierając się o wybitność. Interesująca była też informacja o tym, że Polska jest trzecim pod względem ilościowym, a czwartym pod względem wartości największym (globalnie!) importerem win niemieckich – i niewątpliwa w tym zasługa takich wydarzeń jak warszawska impreza!


Wśród win zaprezentowanych przez Charlotte Weihl warto było zwrócić uwagę na dwa: niefiltrowany Spätburgunder Kalmit GG 2022 (Weingut Kranz, Palatynat), cechujący się doskonałą proporcją owocu i kwasowości, skoncentrowany, jeszcze młody, nieco cierpki, ale już elegancki i obiecujący znacznie więcej na przyszłość. Wielce pozytywnym zaskoczeniem okazał się natomiast Solaris So Mookt Wi Dat 2023 (Weingut In den Zehn Morgen, Schleswig-Holstein) – pochodzący z jednej z najbardziej wysuniętych na północ niemieckich winnic zaprezentował styl sauvignon blanc (jabłka, agrest), z dobrą kwasowością, uzupełnioną przez 8,7 g cukru resztkowego, świetnie wkomponowanego, bo jego obecność nie zakłócała dobrej struktury wina, w której wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Dobra robota i duża niespodzianka, o której warto wspomnieć, bo winnica znajduje się mniej więcej na wysokości naszego półwyspu Helskiego!
Przechodząc do głównej części degustacji, bez większych zastrzeżeń można chyba stwierdzić, że jej ogólny poziom stał (jeszcze) wyżej niż w roku ubiegłym. Trend – jeśli można użyć takiej generalizacji – przesuwa się chyba powoli w stronę win eleganckich, przemyślanych, reprezentujących zarówno swój odmianowy charakter, jak i klasę winiarza. Mniej było win „eksperymentalnych”, naturalistycznych, rozmaitych i rozmaicie zrównoważonych pet-natów. Choć – aby nie być niesprawiedliwym – nie możemy tu pominąć eleganckiego, niefiltrowanego i pomarańczowego Pinot Blanc & Pinot Gris Orange 2022 (Weingut Brüder Dr. Becker, Hesja Nadreńska), opartego na melanżu nut czerwonej porzeczki i pomarańczy, surowego ale wyważonego i stonowanego.
Zaskakiwała – ale i zastanawiała – duża liczba producentów win naprawdę znakomitych, wciąż jednak poszukujących swoich importerów w naszym kraju. Jak wspomniałem wyżej, Polska jest znaczącym odbiorcą niemieckich win, większość importerów posiada je w swym portfolio – być może więc ci, którzy chcą u nas zaistnieć, najzwyczajniej „spóźnili się” na pociąg oznaczony napisem POLSKA? Nie znaczy to jednak, że nie zasługują oni na uwagę i zainteresowanie, bo wiele z prezentowanych przez nich win reprezentowało poziomy bajecznie wysokie. Powrócę więc do obecnego już rok temu Karla Wegnera z Palatynatu, małego producenta wielkich pinotów: Dürkheimer Fuchsmantel 2017 (oparty na mieszance klonów niemieckich i francuskich), to wręcz podręcznikowy przykład pinot noir, łączący owocową ekspresję, świeżość i elegancję. Dürkheimer Fronhof Kleinod 2015 – to samo, tylko „jeszcze bardziej” (i to mimo 4 lat spędzonych w nowej beczce!).
Weingut Eifel-Pfeiffer (Mozela i Hesja Nadreńska) to z kolei fantastyczne rieslingi, i te wytrawne (Q4T Dry Riesling 2023 – cztery różne siedliska, wino świeże, wytrawne i megapozytywne!), i te słodkie (Riesling Spätlese Süß 2023, pochodzący z legendarnego siedliska Wehlener Sonnenuhr), to naprawdę poziom przewysoki i niewykluczone, że wkrótce na łamach Trybuszona napiszemy o nich coś więcej.


Równie znakomicie prezentowały się dwa „burgundery” badeńskiego producenta Ihringer: Weißer Burgunder Kabinett Trocken 2023 oparty był na jabłkowo-brzoskwiniowej strukturze z odrobiną pikantności w tle. Całość wytrawna i niezwykle elegancka. Grauer Burgunder Trocken 2023 odznaczał się doskonałą, napiętą wytrawnością, będąc jednocześnie na swój sposób subtelny i wyważony.
I jeszcze jeden riesling, tym razem z Hesji Nadreńskiej (Weingut Boxheimerhof) – Riesling Trocken Alte Reben Abenheim Klausenberg Lagen Wein 2022, o nie tylko najdłuższej nazwie, ale i o doskonałej, pozytywnie rozumianej typowości i odmianowości, uderzający po nosie i ustach pełnią owocu (i owoc wygrał tu zdecydowanie z „naftą”), ciała i długą końcówką. 43-letnie krzewy.
System jednak pozamiatał, a konkurencję „zdmuchnął” Arzheimer Kalmit Kapellenstück Riesling 2021 od obecnej, za sprawą poznańskiego importera Poniente, na naszym rynku Katrin Wind (pol. „wiatr” – stąd te a nie inne skojarzenia 😉). Odmianowy charakter ujęty chyba w sposób idealny – równowaga pomiędzy elementami naftowymi i wapiennymi, a ekspresyjną owocowością, opartą na cytrusach i świeżym jabłku. Terroir, charakterność, wibrująca wytrawność i elegancja. Czego chcieć więcej? Chyba tylko takich właśnie win – opowiadających własną historię i zachęcających do głębszej eksploracji krainy rieslinga i pinota. Edycja AD 2025 za nami, pozostaje mieć tylko nadzieję, że za rok wzbijemy się na poziom równie wysoki co teraz. Nie jest to zadanie niewykonalne, ale łatwo nie będzie – pani Aniu, dziękujemy za to co już, prosimy o jeszcze więcej!
