
Le Barbatelle – mocne uderzenie
Udostępnij artykuł
Le Barbatelle to działający na naszym rynku od kilku dobrych lat, zasłużony i skupiony na winach włoskich importer. Dodajmy, w sposób dosyć oczywisty, ponieważ na czele firmy stoi Włoch, Miro Pianca (ale bezpośrednio za sprzedaż odpowiada już zgrany team Polaków). W dniach 23 i 25 lutego – odpowiednio, w Warszawie i w Krakowie – Le Barbatelle zorganizowało prezentację swoich win, w której udział, jako patron medialny, brał również nasz magazyn.
Część warszawska odbyła się we wnętrzach stylowej Villi Foksal, z główną „areną wydarzeń” w postaci półkolistego zimowego ogrodu – a zima nie zamierzała ustępować jeszcze przez kilka następnych dni! Atmosfera wewnątrz była jednak miejscami bardzo gorąca, a podgrzewał ją doskonały wybór win, prezentowanych przez ich włoskich producentów, co tylko wzbogaciło rangę imprezy – podobnie jak otwierające ją wystąpienie ambasadora Włoch (Luca Franchetti Pardo, piastujący swoje stanowisko już trzy lata).

fot. T. Szmajter
Wina pochodziły z każdego regionu Italii – a jest ich łącznie dwadzieścia. Obok obowiązkowych w takich przypadkach Toskanii, Piemontu czy Apulii, można było zakosztować też produktów z mniej znanych winiarsko obszarów, w rodzaju Bazylikaty, Doliny Aosty czy Molise. I właśnie te dwa ostatnie regiony przyniosły największą niespodziankę. Tenimenti Grieco (Molise) przedstawiło świetne Sauvignon Blanc Passe alle Tremiti IGT Terre degli Osci, stylistycznie zupełnie niepodobne do swych bardziej rozpowszechnionych odpowiedników. Nie było tu nut trawiastych czy agrestowych, wino stawiało bardziej na mineralność, biały owoc, ale już mocniej przetworzony, ozdobiony słonawym powiewem morskiej bryzy, otulającej położone tuż nad brzegiem morza, na wysokości 150 metrów krzewy. Równie interesujące, terroirystyczne, podejście wykazało czerwone Ottin Syrah DOC Valle d’Aosta – pełne świeżego, czarno-czerwonego owocu, o znakomitej kwasowości z lekka podkreślone rustykalną nutą (tu już mamy wysokość dochodzącą do 700 metrów n.p.m.). Jeśli komuś hasło „syrah”/„shiraz” zanadto kojarzy się z gęstymi, esencjonalnymi winami rodańskimi czy też australijskimi – zachęcam do odświeżenia tej perspektywy za pomocą choćby i tego wina. Oczywiście toskańskie czy piemonckie „pewniaki” nie miały się czego na tej degustacji wstydzić ani obawiać, co potwierdziły m.in. doskonałe pod każdym względem, archetypowe i prawdziwie klasyczne Chianti Classico z Villa Trasqua czy też dopiero co oceniane przez nas Langhe Nebbiolo Ciabot della Luna (Voerzio Martini – więcej szczegółów w wiosennym numerze „Trybuszona”, zachęcamy do lektury!).

Znakomicie prezentowały się też Montefalco Rosso i Montefalco Sagrantino od producenta Bocale (Umbria) – intensywne, napięte i „przepisowo” szorujące taninami po podniebieniu, natomiast legendarne, słodkie, eliksirowe Ben Rye (oczywiście sycylijska Donnafugata) wręcz perfekcyjnie domykało moc wrażeń, jakie wypełniały całą imprezę. Gdybym chciał opisywać i wyróżniać każde wino (a na dobre słowo zasłużyło praktycznie każde!), wyszłoby z tego coś w rodzaju małej książki telefonicznej… Na koniec oddam więc jeszcze pokłon wyśmienitemu, opartemu na sprężystym, żółtym owocu i fantastycznej mineralności Chardonnay Glarea z dużej, zrzeszającej 160 producentów spółdzielni Tramin z Górnej Adygi. Kojarzone z tą odmianą wanilię, masło i beczkę pozostawmy hen, w Kalifornii – tu dominowały świeżość, kwasowość i świetna równowaga. Takie wina chcemy pić i takie wina rekomendujemy – a jeśli ktoś ma ochotę na więcej, odsyłamy do bogatego portfolio Le Barbatelle (jest tam czego szukać i co odkrywać!), a importerowi gratulujemy udanej degustacji.
