
Enologia i zarządzanie winnicą: studia, które otworzyły mój świat
Udostępnij artykuł
Jestem jedną z nielicznych osób w Polsce, które ukończyły studia enologiczne za granicą, w samym sercu francuskiego Bordeaux. Decyzja o wyjeździe wymagała odwagi, determinacji i ogromnego zaangażowania, ale okazała się punktem zwrotnym w mojej karierze, a także w osobistym rozwoju.
Studiowanie w kraju z wielowiekową tradycją winiarską to nie tylko dostęp do unikatowej wiedzy i kontakt z najlepszymi specjalistami na świecie, lecz także niepowtarzalna szansa na praktykę w renomowanych châteaux, które są wizytówką światowego winiarstwa. Każdy dzień spędzony na zajęciach, w laboratoriach, a także w winnicach i winiarniach utwierdzał mnie w przekonaniu, że ta droga jest słuszna. Jak wygląda taka edukacja od środka? Czy warto podjąć to wyzwanie i zainwestować w nie swój czas, energię i środki? Dziś mogę powiedzieć, że to doświadczenie całkowicie zmieniło mój świat, zarówno zawodowy, jak i osobisty, otwierając przede mną zupełnie nowe perspektywy i dając inspiracje, których nie da się znaleźć nigdzie indziej.
Dlaczego Bordeaux?

Francja to kolebka światowego winiarstwa, a Bordeaux to dla wielu miejsce niemal mityczne. Dla mnie wybór był jasny, tu chciałam zdobywać wiedzę o winie, choć od razu wiedziałam, że łatwo nie będzie. Studia odbywały się po angielsku, ale codzienność, od prostych zakupów, po praktyki w winnicach, wymagała już komunikatywnej znajomości francuskiego. Do tego dochodziła typowa dla Francji biurokracja, która potrafiła zaskoczyć: wynajem mieszkania, zakładanie konta w banku. Wszystko to wymagało cierpliwości i uporu. Wybrałam dwa uzupełniające się kierunki: enologię na Université de Bordeaux oraz zarządzanie winnicą na Bordeaux Sciences Agro. Oba programy to solidne dawki wiedzy, od fermentacji i mikrobiologii, przez analizę sensoryczną, aż po biznes, strategie sprzedaży, planowanie inwestycji i logistykę. Intensywne, wymagające, ale też bezcenne w praktyce.
Wino łączy kultury
Środowisko studenckie było mocno międzynarodowe. Wraz ze mną uczyli się ludzie z Brazylii, Korei Południowej, USA, Kanady czy Włoch i oczywiście Francji. Wielu z nich pochodziło z rodzin winiarskich – na przykład z Franciacorty czy z Bordeaux, jak choćby von Neippergowie, właściciele Château Canon La Gaffelière. Ta różnorodność dodawała energii i pozwalała na wymianę doświadczeń, od praktyk w Chile, po Kalifornię czy Australię. Wspólne projekty i degustacje komentowane przez kolegów z różnych kontynentów były dla mnie nieocenionym doświadczeniem.
Teoria i praktyka w jednym
Dwuipółletnie studia magisterskie (programy obu kierunków, mimo że formalnie realizowane przez dwie różne uczelnie, były ze sobą zintegrowane) okazały się intensywne, ale perfekcyjnie zorganizowane. Zajęcia łączyły wykłady z praktycznymi ćwiczeniami w laboratorium, testami sensorycznymi oraz analizą rzeczywistych przypadków rynkowych. Uczelnia stawiała na równowagę między wiedzą techniczną
a umiejętnościami zarządzania, od prowadzenia własnej firmy, przez doradztwo, aż po kierowanie projektami. Wykładowcami byli zarówno profesorowie, jak i praktycy: właściciele winnic, doradcy enologiczni oraz technologowie z dużych grup produkcyjnych. Dzięki temu każdy temat zyskiwał realny i praktyczny wymiar. Integralnym elementem programu były także wyjazdy zagraniczne, na przykład na Sycylię, gdzie poznawaliśmy tamtejsze wina oraz przeprowadziliśmy audyt w słynnej winiarni Donnafugata. Praca magisterska pozwoliła mi pogłębić wiedzę na temat polifenoli w polskich winach. Ten projekt dał mi możliwość zbadania potencjału rodzimego winiarstwa i spojrzenia na nie w szerszym, międzynarodowym kontekście.
Uczelniana winnica i winiarnia
Studia nie ograniczały się do teorii. Uczelnia w Bordeaux dysponuje własną winnicą i winiarnią, gdzie mogliśmy uczyć się zawodu w naturalnych warunkach produkcji. Uczestniczyłam w zimowym cięciu winorośli, czynności, która uczy pokory i precyzji. W programie obecny był każdy etap wytwarzania wina, od pracy w laboratorium, przez obserwację winorośli, aż po procesy w winiarni.
Staże w renomowanych posiadłościach
W trakcie studiów odbyłam kilkumiesięczne praktyki w różnych winiarniach, ale szczególnie cenię sobie te w Château Sainte-Marie w Entre-Deux-Mers. To rodzinna posiadłość Dupuchów, dobrych znajomych mojej rodziny, którzy przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Mieszkałam z nimi pod jednym dachem, w pokoju najstarszej córki, która właśnie wyjechała na studia. Pracowałam przy całym procesie, od przyjęcia gron aż po butelkowanie.
Drugi staż odbyłam w Château Peyredon w Haut-Médoc, renomowanym regionie, który według wielu specjalistów produkuje najlepsze wina w całym Bordeaux. To miejsce słynie z dbałości o detale i jakość. Tam zobaczyłam, jak tradycja łączy się z innowacyjnymi rozwiązaniami, a nowoczesne technologie idą ramię w ramię z szacunkiem dla historii. Obserwowałam na przykład, jak ręczne winobranie, które jest tutaj normą zachowywaną od pokoleń, spotyka się z niezwykle precyzyjną selekcją jagód dokonywaną już za pomocą optycznego sortera. Dzięki temu każde grono najpierw przechodzi przez ręce zbieraczy, a później przez zaawansowane technologicznie urządzenie, które wyłapuje najmniejsze niedoskonałości, co gwarantuje idealny surowiec.
Międzynarodowa kadra i praktycy branży
Uczelnia stawia na kontakt z rzeczywistym biznesem. Kadra to naukowcy z różnych krajów, m.in. z Holandii, Nowej Zelandii i Kanady, co wnosiło różnorodne spojrzenie na branżę. Regularnie gościliśmy też praktyków, enologów i doradców technologicznych pracujących dla marek takich jak Moët & Chandon. To były wykłady, które otwierały oczy i pozwalały zrozumieć, jak wygląda produkcja wina na najwyższym, korporacyjnym poziomie. Pamiętam, jak podczas przerwy w wykładzie doradca tej właśnie firmy wziął do ręki kieliszek z próbką i powiedział pół żartem, pół serio: – Tutaj nie oceniamy tylko smaku – tu oceniamy też, czy ten smak da się powtórzyć w milionach butelek. To unaoczniło mi skalę odpowiedzialności i zupełnie inny wymiar pracy niż w małych, rodzinnych winnicach.
Życie poza uczelnią – w Bordeaux, które kipi kulturą
Bordeaux to nie tylko nauka i wino – miasto żyje pełnią życia. Studia to jedno, ale to, co dzieje się po zajęciach, często zostaje na długo w pamięci. Wine bary w centrum miasta są prawdziwymi laboratoriami smaków: serwuje się w nich wszystko – od klasycznych bordoskich etykiet po małe, organiczne winnice, które dopiero zdobywają świat. To tam, przy kieliszku, rodzą się dyskusje o winie, planowane są wspólne wyjazdy i powstają trwałe przyjaźnie. Wspaniałe są targi lokalnych produktów. Ser, świeże owoce morza, pieczywo, sezonowe warzywa – wszystko to pachnie tradycją regionu. Każdy weekend to okazja, by spotkać się z mieszkańcami i poczuć puls Bordeaux.
Wreszcie La Cité du Vin – miejsce, które dla pasjonata wina jest jak świątynia. Interaktywne, nowoczesne, a jednocześnie pełne szacunku dla tradycji muzeum i centrum winiarskie. Degustacja z widokiem na Garonnę to doświadczenie, które zmienia spojrzenie na wino na zawsze.

No i ocean. O zaledwie godzinę drogi od miasta czekają piaszczyste plaże i chłodne fale Atlantyku – idealne na weekendowy reset, surfing czy po prostu długie spacery. To właśnie ta bliskość natury, miasta i wina tworzy unikalny miks, który sprawia, że Bordeaux to coś więcej niż miejsce na studia – to styl życia.
Koszty i wyzwania
Studia za granicą w Bordeaux to spory wydatek, poza niemałym rocznym czesnym dochodziły koszty życia, takie jak wynajem mieszkania, wyżywienie, transport, ubezpieczenie i materiały. Wszystkie te rzeczy oprócz pieniędzy wymagały też dobrego planowania i zaangażowania, ale dla mnie była to inwestycja w przyszłość, w wiedzę, kontakty i doświadczenie, które procentują do dziś.
Czy warto?
Studia w Bordeaux to wyzwanie i szansa zarazem. Połączenie wiedzy teoretycznej z praktyką, pracą w międzynarodowym środowisku i dostępnością kontaktów z rynkiem daje solidne fundamenty rozwoju zawodowego, niezależnie od tego, czy planuje się własną winnicę, pracę jako technolog czy doradztwo. To ścieżka dla osób zdeterminowanych, otwartych na nowe doświadczenia i gotowych do ciężkiej pracy. Dla mnie był to jeden z najważniejszych etapów życia i podstawa do budowania dalszych projektów. Zawsze uważałam, że wino to dla mnie coś więcej niż produkt, to nośnik emocji, wspomnień i historii ludzi, którzy je tworzą. Jako enolog w swojej własnej winnicy tworzę przede wszystkim doświadczenie, które łączy ludzi i budzi pasję. Przekonanie, że tak właśnie trzeba daje mi siłę i sprawia, że moja praca ma sens. 
