
Vininova Wine and Spirits Festival 2026
Udostępnij artykuł
Po raz kolejny miłośnicy dobrych win oraz przedstawiciele branży winiarskiej mieli okazję spotkać się na dorocznej imprezie, kompleksowo prezentującej aktualną, coraz bogatszą, coraz bardziej urozmaiconą i coraz lepszą jakościowo ofertę poznańskiego importera. Na dwóch odsłonach festiwalu, poznańskiej i warszawskiej, oprócz znakomitych win, polskich i zagranicznych, nie zabrakło też alkoholi mocnych oraz oliwy. W przypadku edycji poznańskiej główną areną była tym razem – i po raz pierwszy – przestrzeń siedziby MJG, właściciela marki Vininova, zlokalizowana w nowym obiekcie przy ul. Jakuba Wujka, w którym między innymi mieści się działająca zaledwie od kilku miesięcy (ale już wyróżniona w najnowszej edycji przewodnika Michelina), firmowa restauracja „Maremma”, specjalizująca się oczywiście w daniach kuchni włoskiej.
I przechodząc już do samej imprezy, w pierwszym rzędzie należy podkreślić jej (chyba) rekordową obsadę. Do udziału zaproszono bowiem aż 67 partnerów Vininovej, nic więc dziwnego, że sala degustacyjna od samego początku do samego końca (czyli od godziny 12 do 20) była pełna gości.

Nie sposób wymienić tu wszystkich atrakcji, natomiast warto wspomnieć o znaczącej obecności firmy Riedel, najsłynniejszego producenta wysokiej jakości kieliszków do wina i szkła gastronomicznego. Riedel miał więc własne stoisko, na którym w promocyjnych cenach oferował swoje „skarby”, oprócz tego zorganizował też warsztaty, w ramach których można było porównać walory tych samych win serwowanych w różnych kieliszkach – dochodząc ostatecznie do „jedynie słusznej refleksji”, w jakim kieliszku wino najlepiej odsłania swoje walory. Co więcej, każdy uczestnik imprezy otrzymywał gratisowo kieliszek Riedla (nie wszystkim udało się z powodzeniem zabrać go do domu…).
Cóż więc można było tego gorącego, piątkowego popołudnia, 29 maja br., nalać sobie do riedlowskiego szkła? Jak zapewniał organizator obok klasyki regionów Starego Świata pojawiają się interpretacje Nowego Świata, uznane domy winiarskie, rodzinne winnice i mali, regionalni producenci, którzy na nowo odczytują tradycję. Każda obecność na festiwalu wynika z selekcji i odpowiedzialności za to, co trafia do kieliszka. Do mojego trafiły na początek świetne wina argentyńskiego potentata Catena Zapata – i tu warto było zwrócić uwagę na sprężyste, znakomicie łączące nasycony owoc z przenikliwą mineralnością Chardonnay „White Stones” i „White Bones” (nazwy zdradzają siedlisko – w pierwszym przypadku kamieniste, w drugim wapienne).

Nie zawiódł też sąsiedni Urugwaj, reprezentowany przez winnicę Pisano, ze świetnymi Tannatami, jak wskazuje nazwa tanicznymi, ale i pięknie nasyconymi ciemnym owocem. Odkryciem była doskonała selekcja win dużej spółdzielni winiarskiej La Chablisienne, z wybitnym (chyba najlepszym białym winem całej imprezy) Château Grenouilles Chablis Grand Cru AOC na czele. W pewnym momencie nieopatrznie zapytałem o powierzchnię upraw w całej spółdzielni. „1200 hektarów” – padła odpowiedź. Dla przypomnienia – suma nasadzeń w naszym kraju to obecnie około 1100 ha! Pokornie podziękowałem za wina i cenną informację, udając się… w kierunku wystawców polskich. Obok „pewniaków” w rodzaju Kamila Barczentewicza czy Winnicy Jakubów znalazłem też naprawdę niezłe wina z Majątku Drzewce (więcej w najbliższym, letnim numerze Trybuszona! Znakomite Pinot Noir!). Będziemy pisać też o węgierskich furmintach, nie sposób było więc pominąć utytułowanego producenta z Tokaju, Hétszőlő, którego wspaniały, 6-puttonowy Tokaj Aszú okazał się świetnym finałem dla całej imprezy. Ale nie zapomniałem też o wybornych, wciąż mało znanych, ale zdecydowanie wartych polecenia „musiakach” Cantina Bulgarini (to nie Bułgaria, a region Lugana, położony nieopodal słynnego jeziora Garda),

czy o niedocenianych Vino Nobile di Montepulciano od Boscarellego. A czemu niedocenianych? Bo za często mylonych, przynajmniej przez naszych rodaków, z Montepulciano d’Abruzzo – którą to apelację z kolei godnie reprezentował inny lokalny gigant, Masciarelli, z klasycznymi etykietami Marina Cvetić i Villa Gemma.
Na sam koniec, dziękując gospodarzom za zaproszenie, koniecznie muszę wspomnieć o toskańskich, niskointerwencyjnych winach oznaczonych marką „Marmenna” – stworzonych od początku do końca, z tradycyjnych odmian trebbiano (biel) i sangiovese (czerwień) przez… właścicieli i założycieli Vininovej!

Pani Jolanta i pan Mirosław Gruszkowie deklarują chęć odtwarzania i ratowania starych winnic w miejscach, gdzie winorośl uprawiana była od ponad tysiąca lat – już przez starożytny lud Etrusków, potem benedyktyńskich mnichów i wreszcie lokalnych winiarzy świadomych potencjału tych ziem. Co więcej, zapowiadają, że to dopiero początek ich drogi, mamy wspaniałe winiarsko parcele, tradycyjne lokalne odmiany sangiovese i trebbiano, wspiera nas natura i lokalna tradycja. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak życzyć Vininovej kolejnego sukcesu i pilnie przyglądać się postępom projektu, gdzie wina są świeże i pijalne od razu – zobaczymy, jak będą dojrzewały w butelce. Pozwolimy im fermentować i dojrzewać w cemencie, w amforach, szukając jak najlepszej ekspresji. Mocno trzymamy kciuki za nasze polskie „supertoskany” i życzymy powodzenia!

PS. Nie sposób pominąć tu jeszcze jednego wina i jeszcze jednego producenta: Domaine Rolet z francuskiej Jury i jego wręcz nieprawdopodobnego Vin Jaune AOP, migdałowo-kredowo-kamienno-brzoskwiniowego, długiego i megawytrawnego! Chciałbym wrócić do tej butelki za 100 lat, bo mam wrażenie, że i tak będzie dopiero na początku swej naturalnej ewolucji…

