
„Raj ziemski, zalany słońcem” [recenzja książki „Kresowe tradycje zielonogórskiego winiarstwa”]
Udostępnij artykuł
Tak pisała o Zaleszczykach Maria Dąbrowska, autorka m.in. słynnych Nocy i dni. Nazwa miejscowości mocno utkwiła w świadomości naszego społeczeństwa, (zwłaszcza jego starszej części) zaraz po II wojnie światowej. Przez Zaleszczyki, przedwojenne przejście graniczne między Polską a Rumunią przetaczały się pociągi wypełnione wrześniową emigracją (drugi sławny punkt to odległe o około 100 km od nich Kuty, z równie legendarnym przejściem drogowym).
W efekcie tak silnych skojarzeń mało kto dziś pamięta, że przed wojną miejscowość Zaleszczyki określana była „polską Riwierą”, do czego przyczynił się unikatowy, śródziemnomorski klimat tego położonego w zakolu Dniestru, zakątka. Oprócz brzoskwiń, moreli, arbuzów, bakłażanów i… pomarańczy uprawiano tu również winogrona – i to z całkiem dużym powodzeniem. Okolica ta, niezwykle atrakcyjna dla turystów, stała się też jednym z mateczników polskiego przedwojennego winiarstwa, z winnicami o dźwięcznie i sentymentalnie brzmiących nazwach: Beremiany, Szutromińce, Żeżawa, Wysuczka, Okopy św. Trójcy czy – zwłaszcza – Zazulińce (chyba najważniejszy punkt na winiarskiej mapie ówczesnego województwa tarnopolskiego).
O tym, co działo się z kresowym winiarstwem w II Rzeczypospolitej, jakie były jego powojenne koleje i jak wyglądały losy jego animatorów opowiada wydany przez zielonogórską Fundację Gloria Monte Verde album Kresowe tradycje zielonogórskiego winiarstwa autorstwa Arkadiusza Cincio, Tomasza Kowalskiego oraz Przemysława Karwowskiego. Dwaj pierwsi są pracownikami Działu Winiarskiego Muzeum Ziemi Lubuskiej, trzeci to badacz, znawca i popularyzator tradycji winiarskich, głównie zielonogórskich i kresowych.
Musimy pamiętać, że Zielona Góra, jakkolwiek będąca już od paru wieków prężnym ośrodkiem winiarstwa, po 1945 roku przeszła potężną zmianę pod każdym względem (miała może nieco więcej szczęścia, ponieważ jakimś cudem oszczędziła ją wojenna zawierucha) – również jeśli chodzi o środowisko winiarskie. Po wojnie trafiła tu spora i mocna jakościowo obsada winiarzy kresowych, którzy próbowali z jednej strony podtrzymać tradycję lokalnego winiarstwa, z drugiej kultywować dziedzictwo Zaleszczyk i okolic.
Starannie wydany album – obfitujący w bogactwo starannie dobranego materiału źródłowego – jest tego znakomitym świadectwem. Ilustracje, mniejsze i większe wycinki prasowe, ówczesne reklamy, przedruki (zwracamy uwagę na przepiękną polszczyznę!), a w końcu biografie dokumentujące przed- i powojenne losy luminarzy zaleszczyckiego winiarstwa czynią z całości pasjonującą lekturę, uświadamiającą czytelnikowi, że Zaleszczyki to coś znacznie więcej niż jeden z symboli wrześniowej klęski, to również jeden z rozsadników polskiego winiarstwa, które zaledwie od dwóch dekad znów może normalnie funkcjonować. Być może również za sprawą tych nieznanych szerzej tradycji, podziemny dotąd nurt znów wypłynął na powierzchnię. Polskie winiarstwo nie wzięło się bowiem znikąd, nieprzypadkowo odradzając się na Ziemi Lubuskiej – i o tym opowiada ten fascynujący album.
Arkadiusz Cincio, Przemysław Karwowski, Tomasz Kowalski, Kresowe tradycje zielonogórskiego winiarstwa, Fundacja Gloria Monte Verde, Zielona Góra 2025.
