
Globalne ocieplenie
Udostępnij artykuł
Gdyby mierzyć temperaturę świata liczbą wykrzykników w nagłówkach wyświetlanych na czerwono-czarno-białych planszach w portalach informacyjnych, ostatnie miesiące należałoby uznać za szczyt globalnego ocieplenia. Niestety, wygląda na to, że rozwój wypadków może potoczyć się według koncepcji Alfreda Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie.
Każdy dzień przynosi wydarzenia wielkie, przełomowe i bez dwóch zdań historyczne. Przejście obojętnie wobec tych bieżących wydarzeń nie jest możliwe. Dziejąca się na naszych oczach historia układa się w opowieść, która nieustannie domaga się naszej uwagi. Wystarczy bezrefleksyjnie sięgnąć po smartfona, żeby „tylko coś sprawdzić” – i już nie ma zmiłuj: świat właśnie skręcił w kolejnym dramatycznym kierunku.
Tak, dzieją się sprawy ważne. Tak, trzeba trzymać rękę na pulsie i dołączać co wieczór – o 19:00 – do dwuipółmilionowej albo o 19:30 do półtoramilionowej rzeszy miłośników programów informacyjnych. Problem polega jednak na tym, że dzieje się tego tyle naraz, że nawet najbardziej wytrwały obserwator rzeczywistości może poczuć się jak uczestnik degustacji, podczas której podano wszystkie wina świata. I to bez spluwaczek, bez wody i bez wyrozumiałego sommeliera dbającego o kolejność próbek.
I wtedy pojawia się ONA, w jasnozielonym kostiumie. Wiosna, która nie zwołuje konferencji prasowych, nie wygłasza manifestów i deklaracji programowych. Po prostu przychodzi i jest.
Dłuższy dzień, kojąca, coraz wyraźniejsza podczerwień, powietrze rozedrgane obietnicą, nadzieją i przypomnieniem, że oprócz spraw wielkich istnieją też te całkiem malutkie: rozmowa przy stole, leniwe popołudnie spędzone na tarasie i kieliszek lekkiego, wiosennego rosé.
Wino rzecz jasna potrafi opowiadać długie historie o glebie i krzewach winorośli, klimacie i znoju winiarzy czy tradycji, która zapuszcza korzenie w tkankę życia codziennego. Ma więc swój gatunkowy ciężar i powagę – i bardzo dobrze. Jednak może być tak, że o jego największym powabie decyduje coś dużo prostszego – zdolność zatrzymania czasu na kilka spokojnych minut.
Historia oczywiście nie zrobi sobie przerwy tylko dlatego, że ktoś otworzył butelkę różu. Nagłówki i plansze nadal będą krzyczeć, eksperci analizować i komentować, a wydarzenia następować jedno po drugim. Ale od czasu do czasu trzeba pozwolić im dziać się bez naszego udziału.
Nagle okazuje się, że chwila przy stole bywa ciekawsza niż najbardziej błyskotliwy komentarz, a wiosenne popołudnie pomaga skuteczniej uporządkować myśli niż kolejny raport o walącym się porządku świata, jaki znaliśmy.
Historia z pewnością poczeka kilka minut, aż spokojna rozmowa dobiegnie końca. Bądźcie pewni, że Wielkie Sprawy wrócą – one zawsze wracają. Tym bardziej warto przymknąć oczy i wystawić twarz na nieśmiałe, wiosenne słońce, chłonąć luksus chwili i dopić kieliszek rosé.
