
Kraków na kieliszki. Subiektywny przewodnik, gdzie pić i jeść
Udostępnij artykuł
Zwiedzanie muzeów, spacery na słynne krakowskie kopce i po uliczkach Kazimierza czy Podgórza wymagają sporo energii. Gdzie ją uzupełnić? Kraków oferuje wiele takich miejsc. Dziewczyny zapraszają na smakowitą podróż po mieście!

Proponujemy miejsca z klimatem, które do niczego nie zmuszają – poza pałaszowaniem tego, co na talerzu i regularnym opróżnianiem kieliszka, oczywiście. Częściej wybieramy potrawy roślinne, a jeśli mięso, to tylko przygotowane przez ludzi, którzy znają się na swojej robocie i na lokalnych produktach.
Miejsca, o których piszemy nadają się na: babskie pogaduchy, wieczorne snucie się po mieście, czwartą randkę, spotkanie po pracy (bo wiemy, że są tacy, którzy do Krakowa przyjeżdżają także w sprawach biznesowych).
Zaczynamy od tego, co o poranku najważniejsze, czyli śniadania, a później pójdziemy napić się wina. Będzie też mowa o zakupach.
Śniadanie to podstawa!
Kochamy jeść i jesteśmy z tego dumne. W dodatku uwielbiamy to robić w towarzystwie. Gwar ożywionych rozmów, śmiech i bąbelki w kieliszkach – tak lubimy zaczynać dzień! Wiadomo, że czasami trzeba postać trochę w kolejce, ale czego się nie robi dla dobrego jajka?

Zaczynamy od dekadenckiej, nawiązującej do okresu Młodej Polski kawiarni
15. Królowa Przedmieścia – miejsca ze sznytem berlińskim, w kamienicy przy Barskiej 39, w dzielnicy Stare Dębniki. To tu skupia się życie części krakowskiej kulinarnej bohemy. W Królowej jest doskonała kawa specialty. Prócz niej cava, są też małe słodkości od sąsiadów, m.in. z piekarni Zaczyn: drożdżówki z sezonowymi owocami i cytrynowym lukrem, czy milionerka – wielowarstwowe razowe kruche ciasteczko z karmelem i solą. Naszym zdaniem, jeśli chodzi o kawę, atmosferę i wystrój (oraz widok na piękną, aczkolwiek wołającą remontu kamienicę vis à vis) Królowa nie bierze jeńców.
Podobnie jak innym śniadaniomaniakom i nam bliski jest Kazimierz. Śniadania jadamy w
22. Rannym Ptaszku, którego powstanie to historia jak z bajki. Jego właścicielkami są mama i córka: Kasia i Zosia Pilitowskie. To one rozpoczęły modę na śniadaniownie w Krakowie. W pełnym pięknych przedmiotów typu vintage, różowym Rannym Ptaszku, śniadanie można jeść przez cały dzień i my to cenimy, bo w Krakowie, jak to w Krakowie – nigdy nie wiesz, o której wstaniesz. Menu jest wegetariańskie: fenomenalna szakszuka (doprawdy nie wiemy, dlaczego tak dobra, bo ma w sobie wszystko, co inne dobre szakszuki i niby nic więcej – a jednak jest w niej coś szczególnego), są też roślinne kiełbaski oraz jabłuszka w szlafroczkach – zmysłowe połączenie ciasta naleśnikowego z pokrojonym w talarki jabłkiem, usmażone na patelni; szlafroczek, jak to szlafroczek, może się rozchylić, by wypuścić nieco soku z rozgrzanego owocu, sok miesza się z dodawaną do placuszków konfiturą – i życie staje się piękniejsze!
A zostając na Kazimierzu, ale wracając do jajek… Dobre jajko zjecie na przykład w nowym miejscu, które nazywa się pięknie –
21. Poranki. Jest na Kazimierzu, ale za winklem – nie w środku gwarnego placu. Zjecie tu jajko na gofrze z bekonem lub sosem chimichurri (oliwa, ocet winny, czosnek, chili, natka pietruszki, oregano) i burakami, albo sadzone, jako składnik śniadaniowego burgera – a do tego austriackie wino naturalne z biodynamicznej winnicy Meinklang.
Miłośnikom śniadań niepolskich polecamy (kolejność przypadkowa):
5. Cheder na Józefa, ze wspaniałym hummusem i kiszonkami, które idealnie się komponują z koszernymi winami z Izraela; czerpiący z kultury tureckiej
18. Muhabbet Bar Cafe na Brzozowej – jajka w koszulce! A do tego drinki! I wina z Hiszpanii, Włoch, Austrii. Następny nasz krok to
1. Astrid na Batorego – jak się Polacy zakochani w Szwecji za coś wezmą, to nic tylko jeść i pić! Śniadania godne królowych, a do nich na przykład kataloński musiak. Jak to brzmi? Bo smakuje… ach, dzień dobry Szwecjo! Astrid to śniadania dla sybarytów, a apetyt zaostrza się podczas stania w kolejce, bo nie ma rezerwacji. Miejsce jest malusieńkie, a chętnych wielu, ale warto przeżyć tę przygodę. Zjemy tam maślanego tosta z krewetkami i kawiorem z siei (do tego kieliszek vouvray), są kalmary z ostrą ’ndują, pomidorkami, ricottą i bottargą (soloną, suszoną i prasowaną rybią ikrą) – do tego brioszka, ale jak ktoś ma ochotę na ricottę z miodem, truskawkami i bazylią, to też jest taka możliwość. Karta win krótka i dosadnie przyjemna (obowiązkowe bąble!). Astrid to nordycki koncept właścicieli cukierni
12. Kaffe Bageri Stockholm, która zawojowała Kraków podczas pandemii (witajcie słodkie, dodatkowe kilogramy!).
A śniadanie po japońsku? Nie, nie – nie jak jest po japońsku „śniadanie”, tylko, co się je? Wolicie na lekko, w stylu teishoku, który – mimo że lekki – zaskoczy obfitością marynat, pełnej umami zupy i ślicznych dodatków w małych miseczkach czy z japońskim chlebem mlecznym? Takie pyszności na Konopnickiej, w bistro w
19. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. A herbaty tam parzy najwspanialszy herbaciany bajarz Murat Kornaev; idźcie się napić herbat od Murata i posłuchać jego opowieści – koniecznie! Do tego niczym nieprzysłonięty widok na Wawel z zakolem Wisły, podany jak na talerzu.
Krakowskim targiem, czyli jak profesjonalnie trawić czas
W słoneczną sobotę najlepiej wstać skoro świt (nie wcześniej jednak niż o 9.00), założyć tenisówki i jakieś wygodne ubranie, i ruszyć na
23. Stary Kleparz. Stary Kleparz to mekka krakowskich foodies. Tu należy bywać! A że poza stoiskami z warzywami, owocami, lokalnymi produktami, jest tam kilka miejsc z naprawdę dobrym winem, to i my tam bywamy!
Gdy pojawia się pytanie, jak ten cały Kleparz ugryźć, tłumaczymy to tak. Kleparz to miejsce wielofunkcyjne, ale bez obaw – każdy rasowy freak kulinarny zorientuje się, o co tu chodzi, a chodzi o leniwe sobotnie przedpołudnie spędzane na niespiesznym kupowaniu frykasów do domu albo kupowanie ich do konsumpcji na miejscu, w tzw. przelocie. Można też przysiąść z filiżanką kawy specialty albo z kieliszkiem świetnego wina. Bo na Kleparzu także się przekąsza i odzyskuje wigor, albowiem zakupy męczą. Można to zrobić w stylu włoskim – w
2. Baqaro, gdzie zawsze uśmiechnięta ekipa (to kawa czy kapary tak działają?) serwuje tramezzini, włoską odpowiedź na angielskie sandwicze. Te trójkątne kanapeczki z białego pieczywa przełożone tuńczykiem, szynką prosciutto czy oliwkami szalenie szybko się wcina; zrezygnować z nich możecie wyłącznie pod warunkiem, że macie apetyt na ostrygi (do których leje się tutaj zimne szprycery). Można też odpocząć po polsku – w Dzikim Winie na Kleparzu, młodszym krewnym Dzikiego Wina z Pałacu pod Baranami – o obu za chwilę opowiemy.

Wracając do kawy. Widzimy dwie możliwości – jeśli nie liczyć włoskiego espresso w Baqaro (włoskie espresso = najlepsze). Są to:
14. kawiarnia Aura, z ogromnym wyborem kaw parzonych na tysiąc sposobów i superprofesjonalną obsługą, która zawsze chętnie opowiada o tym, co akurat w przelewie czy kolbie oraz
13. Kawa i Wino – miejsce (tuż przy Aurze zresztą), w którym wiosną, pod parasolami z kwitnących na różowo japońskich wiśni można pić kawę lub sączyć wino. Kartę win opanowali tu butikowi winiarze naturaliści i „niskointerwencyjni”, m.in. z Moraw (butelki od Petra Nejedlíka z Dobrá Vinice czy od Martina Vajčnera), ze Słowacji (znane i już legendarne wina z winnicy Strekov 1075), z Austrii (Neumayer – rasowe grüner veltlinery i rieslingi), Włoch (Grawü – czyli Leila Grasselli i Dominic Würth). Jest też reprezentacja Węgier (np. świetne rzeczy od Hummela czy z Orsolya Pince), są i akcenty polskie w postaci (na przykład) Winnicy Jakubów i Domu Bliskowice.
A tuż za rogiem, pod adresem św. Filipa 18, można usiąść w wygodnych fotelach lub na kanapach – to butikowy, bardzo przytulny hotel
11. Indigo z doskonałą kuchnią, firmowaną od lat przez szefa Marcina Sołtysa. Marcin produkty do swoich wykwintnych dań kupuje na Starym Kleparzu, więc jest szansa, że zdradzi, które stoiska są jego ulubionymi.
Na Kleparzu jednak przede wszystkim robi się zakupy. I przede wszystkim w
24. Węgierskich Specjałach u Pawła Tabora, mieszkańca Podgórza, który od lat ma serce i rękę do najlepszych produktów lokalnych z Węgier. Nie będziemy opisywać konkretnie, bo to trzeba jeść, a nie gadać (ach, ta jego pasztetowa wędzona z mangalicy!). Kupuje się też hummusy, pasty, sałatki i oliwki w miejscu, które nazywa się – żeby było łatwo –
20. Oliwki etc. (mają stoiska również na placu Na Stawach i placu Nowowiejskim oraz w Warszawie – w Hali Mirowskiej i na Targu Wilanowskim). Kupuje się też w
25. Winniczku. To sklep z jakościowymi produktami spożywczymi, który powołał do życia założyciel Slow Foodu Polska – Jacek Szklarek. No i są stoiska, na których w wybrane dni (zazwyczaj soboty) można kupić: sery od górali, wędliny, mięsa, jajka. Kleparz ma swój klimat także w ciągu tygodnia – nawet w najbardziej ponury dzień trwa tam szaleństwo kolorów warzyw i owoców, pachną zioła i kwiaty, a w sezonie grzyby. Musimy powiedzieć jedno: Kleparz oferuje wszystko to, co sezonowe i delikatesowe. W dodatku pachnie też sezonowo. Uwielbiamy to miejsce!
Kleparz to zawsze dobry pomysł, gdy nie możemy się zdecydować, dokąd pójść i na co mamy ochotę. Kleparz to matka (lub ojciec) apetytu, także na życie. Niektórym starcza wizyta tylko tam i my ich rozumiemy, ale chcąc porwać czytelników do kulinarno-winiarskiego tańca i różańca, podążamy dalej, ponieważ Kraków ma nieskończenie wiele miejsc, o których niekoniecznie dowiecie się z internetowych przewodników.
Napój bogów – najlepsze rajskie adresy
Żyjemy w epoce wine barów i my, dziewczyny z mikrofonem i książką pod pachą, uwielbiamy w nich bywać. Wine bar to dla nas źródło niewyczerpanych inspiracji, poznawania wciąż nowych smaków lub celebrowania tych ulubionych. To także atmosfera, w każdym miejscu inna, podobnie jak etykiety butelek, które stoją na półkach. Każdy szanujący się krakowski wine bar, co zrozumiałe, chce się wyróżniać, być „jedynym takim”, „tym najlepszym i najważniejszym”. Dzięki temu w każdym z tych miejsc czujemy się wyjątkowo. W wielu wine barach obowiązkową pozycją są wina naturalne, organiczne, biodynamiczne – i polskie (do których żywimy nieustannie gorące uczucia, i które wspieramy jak tylko możemy), i te z Europy bliższej i dalszej (którą też lubimy).
Wine bary, które polecamy z rozkoszą (wielokrotnie udowodnioną podczas naszych miejskich wypraw)
8. Dzikie Wino i
7. Dzikie Wino Na Kleparzu – co go dwóch, to go nie jeden! Dzikie Wino powstało pierwsze, mieści się w Pałacu pod Baranami w Rynku Głównym. Jedno z niewielu miejsc w centrum turystycznego wszechświata, w którym bywają krakusy i to bywają z wielką przyjemnością. Miejsce przepiękne, podobnie jak biblioteka win. Wchodzisz, patrzysz, podziwiasz, wybierasz (albo ci pomagają), siadasz, smakujesz i jesteś w siódmym niebie. Można też zjeść coś dobrego, drobnego i wielce zadowalającego. Karta win obejmuje etykiety z Włoch, Francji, Rumunii, i oczywiście z Polski również. Chociaż jeśli chodzi o polskie wina, to równych nie ma sobie…


Dzikie Wino Na Kleparzu, gdzie są wyłącznie polskie flaszki! Polskie! Jest ich już 150, a będzie więcej. Prawdziwy szał, nigdzie w całym kraju tylu rodzimych win w jednym miejscu nie znajdziecie. Są wina od znanych polskich winiarzy ze wszystkich regionów winiarskich w Polsce, a na półki wciąż trafiają coraz to nowe butelki, m.in. z Winnicy Gostchorze i z tworzącego się wokół Krosna Odrzańskiego zagłębia win musujących (winnice: Aris, odNowa, Marcinowice, Margaret), Winnicy Kojder, Winnicy Saganum, Winnicy Miłosz, Winnicy Jakubów, Winnicy Nizio naturals, Barczentewicz – możemy tak długo wymieniać. W Dzikim na Kleparzu dostaniecie też mocne polskie alkohole rzemieślnicze, m.in. Destyla, Tenczyńską Okovitę. Dają tam też kawę i drobne przegryzki.

A gdybyście chcieli poczuć się jak Alicja w Krainie Czarów i Szalony Kapelusznik, idźcie na Bocheńską 5. Tam są
16. Lustra – kameralny wine bar na Kazimierzu. Selekcja win z terenu byłych Austro-Węgier, z naciskiem na naturalne – jest Hummel, jest Osicka, są wina biodynamiczne Judith Beck oraz wina i cydry z Winnicy Lorek położonej niedaleko Krakowa, w Pogorzanach koło Szczyrzyca. Za barem często spotkacie jednego z właścicieli Luster – Szymon Rzeźniczak, który nigdy nie milknie, pomoże wybrać wino oraz skomponuje deskę serów i wędlin. Wnętrze jest niezwykłe wizualnie – lustereczko powie przecie, żeś jest najpiękniejsza w świecie. Pomieszczenie typu tramwaj, z czerwonymi ścianami i mnóstwem lusterek na tych ścianach. Można się przeglądać do woli. Współtwórca Luster, Tomasz Wagner, ma również swoje małe królestwo na obrzeżach Krakowa, w uzdrowiskowych Swoszowicach. Miejsce nazywa się Wino Kawa Oliwa – to „wine bar & sklep” z produktami najlepszej jakości – Tomasz pija i jada z pasją, której smak znajdziecie w butelkach i słoikach na półkach tego Wine Conceptu.
I co dalej – zapytacie – z tak pięknie rozpoczętą wędrówką? Z Luster można pójść w lewo i wtedy trafimy do uroczej narożnej kamienicy przy placu Wolnica, do
3. BaraWino, czyli do Marka Kondrata. Znanej od lat miejscówki, gdzie są wyselekcjonowane wina z całego świata, a ostatnio przybyła świetna, soczysta Słowenia (koniecznie spróbujcie na przykład Laškiego Rizlinga z winnicy Ducal). Ponad 350 etykiet, ponad 40 dostępnych na kieliszki. Pięknie się tam siedzi, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

A co, jeśli po wyjściu z Luster skręcimy w prawo? Dojdziemy do wine baru
4. Chabry z Poligonu. Tu walczy się bezkompromisowo o najlepsze w swojej kategorii wina naturalne, organiczne, biodynamiczne. Czy to może być trudna miłość? A owszem, ale warto czasem zrzucić pancerz tradycji, by przejść na inną stronę mocy. Chabrowa ekipa z wielkim wdziękiem wam to ułatwi; zapewniamy – nie poczujecie bólu! Naturalsy francuskie, włoskie, hiszpańskie… Polskie też się zdarzają.

A propos ciekawostek i nietypowych miejsc:
9. Enoteka Kazimierz przy Miodowej na Kazimierzu jest jedynym w Polsce wine barem z winem polskim tylko od jednego winiarza – Roberta Zięby z podkrakowskiej Winnicy Kresy. W Enotece dostaniecie wszystkie produkowane przez niego wina (w tym słynne pomarańcze Kimeryd, Tyton i Oxford), także na kieliszki, wraz z zakąskami: serami i wędlinami od małych producentów. Można zamówić cały set – degustację wszystkich win z Kresów.
17. Miro Winiarnia. – Ach, jak przyjemnie! – powiedziała kiedyś Maja, zanim jeszcze dostała kieliszek do ręki, bo Miro ma widoki. Konkretnie widok na wizytówkę Podgórza, czyli kościół św. Józefa zwany krakowskim Disneylandem. Siedząc, zgubić można czas i zatracić się w tym patrzeniu. Statystycznie na Rynku Podgórskim jest więcej niedzielnych popołudni ze słońcem niż w innych częściach miasta – naukowo dowiedzione! A co w kieliszkach? Selekcja win włoskich (spróbujcie naturalnych z liczącej sto lat La Stoppy z regionu Emilia-Romania, które wychodzą spod ręki Eleny Pantaleoni). W Miro możecie celebrować chwile, pijąc także inne wina z Nowego i Starego Świata. To etykiety w większości od małych rodzinnych producentów, często naturalistów.
I jeszcze skok w okolice Rynku Głównego, do wine baru i sklepu
10. GUL GUL na Mikołajskiej. Tam autorska selekcja win Wojtka Lutomskiego – co oznacza, że znajdziecie m.in. świetną Francję (Domaine Baud Génération 9, Boeckel), Morawy (Donatus, Vinařství Tři Čtvrtě i Krásná Hora), Niemcy (Rudolf May) i Słowenię (Korenika&Moškon).
I jeszcze informacja z ostatniej chwili. Będąc w Krakowie, przybieżajcie na ulicę Bożego Ciała i pijcie wina w najnowszym winnym przybytku, czyli w
6. Cwanym Winie. Koncept z wyraźnym sznytem gruzińskim, chociaż nie stuprocentowym, bo są też etykiety polskie, a właściciele deklarują otwartość na flaszki z całej Europy. Za barem stoi rodowity Gruzin, Tornike Minadze i polewa między innymi wino zrobione w tradycyjnej amforze (qvevri) autorstwa swojej siostry Mariam.
Podsumowując. Wine barów w Krakowie jest wielki dostatek. Te opisane powyżej stają na naszej drodze najczęściej. Niemniej jest jeszcze kilka miejsc, o których opowiemy wam przy innej okazji.
Do zobaczenia przy winie w Krakowie! 
