
Błyskotliwy manifest czy grafomański bełkot? (recenzja)
Udostępnij artykuł
Filozofia wina Béli Hamvasa to jedna z tych książek, które od ponad osiemdziesięciu lat (esej został napisany w 1945 r.) dzielą czytelników – jedni uważają ją za błyskotliwy manifest sztuki życia, inni za ekscentryczny i grafomański zbiór aforyzmów, pełen prowokacyjnych i zaskakujących tez. Paradoksalnie właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że dzieło węgierskiego filozofa wciąż jest wznawiane i pozostaje żywe. Pretekstem do opowiedzenia wam o tej niewielkiej książce jest nowe polskie wydanie, które ukazało się w 2025 r. nakładem wydawnictwa Wysoki Zamek.
Kto spodziewa się książki o węgierskich szczepach, apelacjach czy degustacji, będzie zaskoczony. Wino jest tu przede wszystkim symbolem. Hamvas wykorzystuje je jako punkt wyjścia do rozważań o religii, sztuce, naturze, kobietach i kryzysie nowoczesnego człowieka. Filozofii w ujęciu akademickim raczej tu nie znajdziemy.
Książka przede wszystkim uwodzi czytelnika stylem. Hamvas pisze z humorem, ironią i sporą pewnością siebie. Jednym zdaniem potrafi rozbawić, by chwilę później wygłosić aforyzm, który część czytelników skłoni do refleksji, innych wprawi w zażenowanie. Zarzuca się mu wyraźnie patriarchalne spojrzenie na kobiety, co jednak wielu tłumaczy kontekstem historycznym. Mimo wad Filozofia wina skłania do uważności, mówi: „zatrzymaj się, nie warto się spieszyć; bądź, smakuj”. W przypadku tej lektury to wcale nie jest trudne – literacki talent autora i umiejętność budowania przez niego sugestywnych obrazów są imponujące.
Węgrzy często określają Filozofię wina mianem książki kultowej, a niektórzy nazywają ją wręcz „modlitewnikiem dla ateistów” – określeniem, którego zresztą używa sam autor. Hamvas przekonuje, że świat najlepiej poznaje się nie przez analizę, lecz przez doświadczenie – rozmowę, wspólny posiłek i kieliszek dobrze dobranego wina. I nawet jeśli nie wszystkie jego tezy wytrzymały próbę czasu, trudno odmówić tej książce jednego: wyjątkowej osobowości. To nie poradnik o winie, ale literacki toast za życie – prowokujący, momentami irytujący, lecz zdecydowanie do zapamiętania.
