
Almansa – kieszonkowy pancernik
Udostępnij artykuł
Niewielka denominacja na granicy La Manchy liczy zaledwie 11 winiarni. Zarówno jednak ilość, jak i jakość produkowanego tu wina zaskakuje. A kierunek nieoczywisty, nieco na uboczu głównych enoturystycznych szlaków.
Na południowo-wschodnim krańcu Kastylii-La Manchy, na granicy między płaskowyżem, jakim jest Kastylia a nieodległym Morzem Śródziemnym (do Alicante jest stąd 100 kilometrów), podgryzana od południa przez wbijające się weń regiony Yecla i Jumilla, leży jedna z mniej znanych spośród hiszpańskich nazw pochodzenia – D.O. Almansa. Dzisiaj to osiem miejscowości, 11 winnic i niemal 10.000 hektarów winorośli obsadzonych głównie miejscową tajną bronią – garnacha tintorera. Powierzchnia winnic, mniej więcej dziesięciokrotnie większa od obszaru obsadzonego winoroślą w Polsce, wystarcza, by rocznie produkować blisko sześć milionów butelek.
Szewcy i Maurowie
Nazwę denominacja wzięła od największego miasta regionu. Pośrodku Almansy wciąż wznosi się majestatyczna biała twierdza Almohadów. Miasto przechodziło różne koleje losu – częścią muzułmańskiej taify pozostawało do roku 1243, kiedy to emir Murcji ogłosił się wasalem Królestwa Kastylii. Do miasta, jak do wszystkich arabskich ośrodków po rekonkwiście, zaczęli napływać chrześcijanie. Niedługo po oddaniu przez Arabów władzy w taifie, powstało tu Królestwo Murcji, które po podboju aragońskim, wróciło do Kastylii jeszcze w tym samym, XIII wieku. W Almansie, jak w wielu miastach Hiszpanii, odbywa się dziś festiwal „Moros y cristianos” (Maurowie i chrześcijanie), opowiadający o tamtych czasach. Najsłynniejsza miejska fiesta trwa tu między 1. a 6. maja.

W wieku XIX do Almansy dotarła rewolucja przemysłowa. Niewielkie miasteczko słynęło z wyrobu niezwykle eleganckich męskich butów. Kiedy przez Almansę w połowie stulecia ruszyła kolej żelazna, sprawy nabrały przyśpieszenia – legendarna fabryka Calzados Coloma zaopatrywała w obuwie całą Hiszpanię i pół Europy. Jej założyciel dokonał tu rewolucji na miarę Tomasza Baty w Czechach – wprowadził zautomatyzowane linie produkcyjne i „Fordowski” system pracy, zatrudniał ponad 1200 mieszkańców. Almansa stała się drugim, po Barcelonie, ośrodkiem produkcji obuwia w kraju. Fabryka istniała blisko sto lat. W latach 50. XX wieku wielu jej byłych pracowników założyło w mieście własne fabryczki obuwia, część wyemigrowała do Alicante – ślady tej zawodowej tożsamości przyniesionej z Almansy, były tam zresztą widoczne jeszcze 10-15 lat temu. Dziś w Almansie po szewcach nie ma śladu – wszyscy zajęli się produkcją wina. Nietrudno zgadnąć, dlaczego.
Nazywam się czerwień
Wino powstaje tu co najmniej od wieku XVI. Początkowo wyrabiano je dla zaspokojenia własnych potrzeb, jednak korzystne położenie na szlaku handlowym wiodącym z wybrzeża do środka kraju, sprawiło, że zaczęto je sprzedawać poza regionem. Tutejszą D.O. założono i zarejestrowano w roku 1966, kiedy siedem miejscowych winnic przyjęło jednolite regulacje, jednak denominacja w swoim ostatecznym kształcie, krzepła bardzo długo.
Krajobraz – jak to w regionie – wypalona równina i skały, bardzo rzadkie opady, o połowę mniejsze, niż hiszpańska średnia (to jedna z najbardziej suchych apelacji w kraju). Do tego spękana, wapienna, kamienista ziemia, głęboko pod spodem piach. W tak niesprzyjających warunkach i na tak niegościnnej glebie nie da się wyhodować zbyt wiele. Chyba, że to winorośl. W dodatku taka, która czuje się tu jak w domu. Pada tu wiosną i jesienią, wapienne podłoże zatrzymuje wodę. Dzienne upały i pełne nasłonecznienie równoważą tu nocne chłody – Almansa rozciąga się na wysokości 700-1100 m n.p.m., bywa, że letnie 40 stopni przełamują zimowe mrozy dochodzące czasem nawet do minus 10.



Takie warunki bardzo lubi najpopularniejszy tutejszy szczep – garnacha tintorera. Letnie upały muszą mu odpowiadać, dojrzewa bowiem stosunkowo późno, długo pozostając na krzaku. Garnacha tintorera to miejscowa nazwa alicante bouschet – tanicznego szczepu o niezwykle intensywnym kolorze, wyhodowanego w roku 1855 przez Henri’ego Bouscheta. Uprawia się go na całym Półwyspie – od Portugalii po inne regiony Hiszpanii – nie tylko w sąsiadującej z Kastylią prowincji Albacete, ale np. także w odległym, leżącym daleko na północy Ourense. Tutaj jednak miejscowy terroir nadał garnachy unikatowego wyrazu. Jego charakter musi się podobać – Almansa odpowiada za czwartą część hiszpańskiej produkcji tego szczepu.

Trudno go z czymś pomylić – ciemna skórka okrywa czerwone wnętrze, w Hiszpanii to jedyne takie winogrono. Tintorery nie można więc mylić ze „zwykłą” garnachą. Moszcz wytłoczony z tych winogron ma kolor głębokiej, ciemnej czerwieni wpadającej w czerń. Zapowiada wypaloną, wygotowaną na słońcu, słodką, niemal lepką koncentrację. Ze względu na właściwości kolorystyczne, sok tego szczepu w przeszłości dodawano do innych win, by nadać im głębszej barwy. To już przeszłość – nowe pokolenia winiarzy pokazują, jak można lepiej wykorzystać potencjał tego owocu.
Na winnym szlaku
Garnacha tintorera zajmuje mniej więcej 75% tutejszych upraw, następny w kolejności monastrell (wyjątkowo popularny w sąsiednich D.O. Jumilla i Alicante) rośnie na 1100 ha, co stanowi mniej więcej 13% winnic Almansy. Poza dwoma głównymi odmianami uprawia się tu cabernet sauvignon, merlot, syrah i petit verdot i białe – sauvignon blanc, verdejo i chardonnay.
W miejscu takim jak to, należy się spodziewać skoncentrowanych, wygrzanych, dżemowych niemal win, z jakich słynie na przykład sąsiednia Jumilla. W znacznej części to prawda, w większości takie są, jednak dzięki wysoko położonym winnicom i różnym metodom winifikacji, miejscowe wina potrafią jednak solidnie zdziwić świeżością a czasem nawet – lekkością. W regionie dziś nie nadużywa się też dębu – garnacha tintorera nie potrzebuje długiego kontaktu z beczką, by nabrać potrzebnych zaokrągleń – współcześni miejscowi winiarze stawiają na możliwie najświeższy owoc wyczuwalny w kieliszku.



Zaskoczeń Almansa oferuje więcej (czy wiecie, że tutaj urodziła się ultrapopularna w Polsce autorka kryminałów Alicia Giménez Bartlett?) – na trasie miejscowej „Ruta del vino” można ich szukać podczas samodzielnych wizyt w winiarniach i restauracjach. Miejscowe gazpacho, przygotowywane na kilka sposobów, również nie będzie tym, czego byśmy się spodziewali mając w pamięci andaluzyjską zimną zupę z warzyw. Tutejsze gazpacho jest zawiesiste, gęste, a przede wszystkim – mięsne (jagnięcina, królik, kurczak lub podroby) mieszane z pokruszonym pieczywem przypominającym tortille. Taką potrawę doskonale uniesie masywne wino z garnacha tintorera. A ten mały region pewnie jeszcze nieraz nas zaskoczy.
