
Kryzys w stolicy wina
Udostępnij artykuł
Kto choć raz przebywał w okolicach Bordeaux – w Médoc (krainie wielkich i małych win, rozciągającej się od miasta niemal po Ocean Atlantycki) lub w Entre-Deux-Mers (rozległej apelacji położonej na południowy wschód od metropolii), ten poznał sielankowe pejzaże winnic przypominających ciągnące się po horyzont zielone morze. Mogłoby się wydawać, że ów piękny, niewzruszony obraz, podparty oszałamiającą historią francuskiego winiarstwa, będzie trwał wiecznie. Tak się jednak nie stanie – a proces jego przemiany trwa już od kilku lat.
Problemy Bordeaux zaczęły się od drastycznego spadku zamówień na francuskie wino ze strony Chin, jednego z najważniejszych światowych importerów. Na tę sytuację złożyło się wiele czynników: spowolnienie gospodarcze, napięcia polityczne, cła, a także to, że ludzie generalnie piją coraz mniej alkoholu. Istotną rolę odegrał również rozwój lokalnego rynku winiarskiego – Chiny coraz więcej win produkują samodzielnie, oferując konsumentom wina tańsze i lepiej dopasowane do miejscowych gustów oraz możliwości finansowych.
Francuzi stracili też część rynku amerykańskiego. Polityka celna prowadzona przez administrację Donalda Trumpa skłoniła importerów do masowych zakupów wina w 2024 roku. Zapasy miały uchronić ich przed planowanymi bardzo wysokimi taryfami: tych w końcu nie podniesiono, ale nadwyżki towaru zostały. Obecnie cło na europejskie alkohole wynosi 15%, jednak groźby jego podwyższenia do 100% regularnie powracają. Niepewność gospodarcza oraz trwające konflikty zbrojne wpływają także na decyzje amerykańskich konsumentów, którzy coraz ostrożniej podchodzą do wydatków, szczególnie tych związanych z zakupem drogich win.
Kolejną przyczyną kryzysu Bordeaux są zmieniające się trendy w konsumpcji alkoholu. W obliczu ocieplającego się klimatu coraz większą popularnością cieszą się wina lekkie, białe, różowe, musujące, a także produkty niskoalkoholowe i bezalkoholowe. Ciężkie, skoncentrowane i taniczne czerwone z Bordeaux coraz częściej ustępują miejsca winom bardziej orzeźwiającym, owocowym i łatwiejszym w odbiorze, lepiej pasującym do współczesnej, lżejszej kuchni.
Pijemy także zdecydowanie mniej niż dawniej, a młodsze pokolenia coraz częściej ograniczają alkohol, wybierając napoje bezalkoholowe, piwa czy cydry. Zjawisko to dotyczy również rodzimego rynku francuskiego, na którym sprzedawana jest niemal połowa bordoskiej produkcji. Młodzi Francuzi spożywają obecnie około 7 litrów wina na głowę rocznie, podczas gdy ich dziadkowie pili go nawet dwadzieścia razy więcej.
Nie można również zapominać, że Bordeaux musi mierzyć się z rosnącą konkurencją innych regionów winiarskich. Są to między innymi bardziej owocowa Burgundia, tańsza Dolina Rodanu czy coraz modniejsza Langwedocja. Jakby tego było mało, Francuzi importują coraz więcej tańszych win z Hiszpanii.
Na światowych rynkach wina z Bordeaux od lat konkurują z łatwiejszymi w odbiorze trunkami z Kalifornii, Australii, Chile, Republiki Południowej Afryki czy Argentyny. Nie jest również nowością, że dzięki zmianom klimatycznym dynamicznie rozwijają się nowe regiony winiarskie. Przykładem może być Polska, gdzie liczba winnic przekroczyła 700 czy Anglia – kraj, w którym działa ponad 1100 winnic, z powodzeniem produkujących między innymi wina musujące, porównywalne do szampanów. Dynamicznie rozwija się również uprawa winorośli w Belgii, Holandii oraz krajach skandynawskich, w tym w Norwegii.
Bordeaux musi więc zabiegać nie tylko o uwagę konsumentów, ale także o swoje miejsce w świecie, który coraz szybciej zmienia przyzwyczajenia i oczekiwania wobec alkoholu.
Médoc, Entre-Deux-Mers, a nawet Saint-Émilion i inne bordoskie apelacje mają coraz większy problem ze sprzedażą swoich win, a przede wszystkim dominujących w regionie czerwonych. Ceny spadają, magazyny pozostają pełne, a wielu producentów notuje ogromne straty.
Izba Rolna Żyrondy już w 2023 roku uznała sytuację około 30% bordoskich winnic za poważną. Produkcja przewyższa popyt, dlatego francuski rząd wprowadził plan likwidacji części upraw, połączony z odszkodowaniami dla rolników w wysokości 4–6 tys. euro za hektar. W efekcie między 2023 a 2025 rokiem wykarczowano 17 515 ha winnic, a do końca 2026 roku powierzchnia ta ma wzrosnąć do około 30 tys. ha. To ogromna zmiana dla departamentu Żyrondy, gdzie znajduje się niemal 91 450 ha upraw winorośli. Takiej sytuacji Bordeaux nie doświadczyło w swojej współczesnej historii.
Za statystykami kryją się dramaty konkretnych ludzi. Wiele rodzinnych gospodarstw, często przekazywanych z pokolenia na pokolenie, znalazło się w sytuacji bez wyjścia – z długami, problemami ze sprzedażą i brakiem perspektyw na przyszłość. Kryzys odbił się również na zdrowiu psychicznym winiarzy. We wrześniu 2025 roku Jonathan Mayer, 37-letni właściciel Château Servan z Entre-Deux-Mers odebrał sobie życie. Wcześniej sygnalizował ogromne zmęczenie oraz presję administracyjną i finansową związaną z trudną sytuacją branży. Był jednocześnie zaangażowany w projekty mające pomóc w dynamizacji bordoskiego winiarstwa. Inna tragedia dotknęła pewnego producenta z Médoc, który przez rok nie spieniężył ani jednej butelki wina, podczas gdy jego skrzynka pocztowa zapełniała się kolejnymi nieopłaconymi rachunkami.
Jeszcze niedawno wino „sprzedawało się samo”. Przez lata winorośl sadzono więc niemal wszędzie – także na terenach, które nie zawsze oferowały najlepsze warunki i jakość terroir. Dziś wielu producentów przyznaje, że dawny model już nie powróci. Bordeaux musi się zmienić i być może nigdy nie odzyska dawnej wielkości. Maszyny usuwające krzewy winorośli oraz puste pola usiane stertami wyrwanych korzeni stają się nowym elementem pejzażu regionu, który przez dziesięciolecia kojarzył się wyłącznie z dostatkiem i prestiżem.
Bordoskie winnice tracą na wartości, a walka o nowego klienta często kończy się niepowodzeniem. Coraz więcej posiadłości trafia na sprzedaż, przyciągając inwestorów szukających okazji. Często są to osoby spoza branży winiarskiej, dysponujące kapitałem z innych źródeł i zainteresowane przede wszystkim prestiżowymi nieruchomościami. W takich przypadkach wino staje się tylko jednym z elementów większego projektu – winnica pełni funkcję reprezentacyjną, hotelarską lub enoturystyczną.
Dziś niemal każda znacząca posiadłość w Bordeaux dysponuje hotelem, restauracją albo przestrzenią przeznaczoną na organizację wydarzeń, takich jak wesela czy konferencje. Dla części właścicieli właśnie rozwój enoturystyki stał się sposobem na przetrwanie w czasach, gdy sama sprzedaż butelek przestaje wystarczać.
Ci, którzy nie mają kapitału na inwestycje i zmianę profilu działalności, często decydują się na likwidację upraw. Co powstaje w miejscu dawnych winnic? Francuski rząd zaleca przede wszystkim zalesianie lub pozostawienie ziemi odłogiem na co najmniej 20 lat, aby gleba mogła naturalnie się zregenerować.
Inni producenci szukają alternatywnych źródeł dochodu. Z winogron można przecież wytwarzać nie tylko wino, ale również ocet winny, olej z pestek czy galaretki na bazie wina. Niektórzy rozważają wejście na rynek win bezalkoholowych, którego znaczenie systematycznie rośnie. Część winiarzy decyduje się na zmianę profilu winnic. W miejsce usuniętych krzewów merlota czy caberneta sauvignon sadzą odmiany białe, takie jak sauvignon blanc, albo sięgają po nowe szczepy dopuszczone do testowej uprawy w apelacjach Bordeaux i Bordeaux Supérieur.
W ramach dziesięcioletniego programu eksperymentalnego dopuszczono sześć nowych odmian. Cztery czerwone to: castets, arinarnoa (tannat × cabernet sauvignon), marselan (cabernet sauvignon × grenache) i touriga nacional, a dwa białe – alvarinho i liliorila (chardonnay × baroque). Ich wybór jest nieprzypadkowy – są to szczepy później dojrzewające, bardziej odporne na choroby i lepiej znoszące suszę oraz wysokie temperatury. Producenci chcą tworzyć z nich wina lepiej odpowiadające współczesnym oczekiwaniom rynku: lżejsze, mniej taniczne i z niższą zawartością alkoholu.
Po zakończeniu okresu testowego zostanie podjęta decyzja, czy odmiany te na stałe wpiszą się w DNA win Bordeaux, czy też konieczne będą dalsze zmiany w przepisach apelacyjnych. To ważny moment dla regionu, który przez stulecia budował swoją tożsamość wokół kilku klasycznych odmian i dziś musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zachować tradycję w świecie zmieniającego się klimatu i gustów konsumentów.
Część rolników likwidujących winnice rozważa jednak zupełne przebranżowienie. Na dawnych parcelach pojawiają się drzewa oliwne, kiwi, orzechy laskowe, jabłonie czy śliwy. Niektórzy producenci przechodzą na uprawę roślin rolniczych – słonecznika, rzepaku lub soi. Inni całkowicie odchodzą od produkcji roślinnej i zaczynają hodować kury nioski albo owce.
Dla wielu rodzinnych gospodarstw nie jest to wyłącznie decyzja ekonomiczna, lecz bolesna utrata części własnej historii. Winiarze walczą o przetrwanie tradycji przekazywanej często przez kilka pokoleń albo o majątek, w który zainwestowali dorobek całego życia. Obecna sytuacja zmusza jednak wielu z nich do przewartościowania dawnych planów i spojrzenia na wszystko bardziej pragmatycznie.
Dla części z nich najlepszym rozwiązaniem jest przeczekanie trudnego okresu. Dla wielu to czekanie nie będzie długie – szacuje się, że do 2030 roku około połowa obecnych właścicieli posiadłości winiarskich osiągnie wiek emerytalny. Czy młode pokolenie będzie chciało przejąć winnice, widząc problemy, z którymi dziś mierzą się ich rodzice i dziadkowie? Z pewnością łatwiej o taką decyzję tam, gdzie producent nadal ma stabilnych odbiorców i silną markę.
Kryzys sprzedaży nie jest jednak jedynym problemem Bordeaux – region zmaga się również z brakiem rąk do pracy. Robota w winnicy jest ciężka, sezonowa i stosunkowo nisko opłacana. Długie godziny spędzone w polu, wysokie temperatury latem czy okresy intensywnych opadów sprawiają, że coraz mniej Europejczyków chce podejmować się takich zajęć. Podczas zbiorów coraz częściej zatrudnia się więc pracowników przyjeżdżających z odległych krajów.
Izba Rolna Żyrondy planuje działania mające zmienić negatywny wizerunek zawodu winiarza – osoby pracującej ponad siły za niewielkie wynagrodzenie. Celem jest zwiększenie atrakcyjności branży, poprawa jakości kształcenia oraz rozwój specjalistycznych szkoleń, które pozwolą młodym ludziom dostrzec w winiarstwie nie tylko trud fizycznej pracy, ale również możliwość stabilnej kariery.
Wina Bordeaux przeszły już niejeden kryzys. Najpoważniejszym z nich było zniszczenie około 90% upraw przez filokserę w drugiej połowie XIX wieku. Odbudowa winnic trwała blisko 30 lat, ale region podniósł się z katastrofy. Podobnie było po wielkim kryzysie gospodarczym lat 30. XX wieku, który doprowadził wiele gospodarstw do finansowej ruiny i wymusił masową wyprzedaż posiadłości.
Obecny kryzys jest jednak inny. Nie wynika z jednego wydarzenia, lecz z nałożenia się wielu globalnych procesów: zmian klimatycznych, przemian społecznych, nowych trendów konsumenckich, presji ekonomicznej oraz rosnącej konkurencji na światowych rynkach. To nie chwilowe załamanie koniunktury, po którym wszystko wróci do dawnego porządku, ale długotrwały proces wymuszający dostosowanie się francuskiego winiarstwa do nowej rzeczywistości.
