Udostępnij artykuł
Czy czerwone wino może zachować świeżość po sześćdziesięciu latach? Czy wiek rzeczywiście czyni je lepszym? I dlaczego niektóre Amarone smakują niemal jak dojrzałe burgundy, podczas gdy inne przypominają potężne, alkoholowe koncentraty? Pionowa degustacja Amarone della Valpolicella Classico Bertani, zorganizowana przez importera, firmę Vininova, obejmująca roczniki od 1964 do 2015, okazała się przede wszystkim lekcją o czasie, a także o tym, jak mylące potrafią być nasze wyobrażenia o starym winie.
Sześć kieliszków, ponad pół wieku historii
Na stole sześć kieliszków, w każdym to samo wino, przynajmniej z nazwy: Amarone della Valpolicella Classico Bertani. Różnią je roczniki: 2015, 2004, 1998, 1986, 1976 i 1964. Najmłodsze i najstarsze dzieli 51 lat. To niemal całe życie człowieka, a dla większości czerwonych win czas zdecydowanie dłuższy niż możliwości ich dojrzewania.
Wojciech Bońkowski, Master of Wine prowadzący degustację wspólnie z head winemakerem w Angelini Wines & Estates, Pietrem Riccobono, już na początku zapowiada, że nie będzie to zwykłe porównanie roczników. Przypomina, że sam odwiedził Bertani po raz pierwszy w 2001 roku, a rocznik 1986 ma okazję degustować dopiero po raz drugi. Najstarsze wino zna od ponad dwudziestu lat i twierdzi, że przez ten czas zmieniło się zaskakująco niewiele.
Brzmi to niemal niewiarygodnie. W końcu nawet najbardziej szlachetne wina nie pozostają niezmienne. Z czasem tracą owoc, rozwijają aromaty trzeciorzędowe, zmieniają strukturę, a niekiedy po prostu przekraczają tę ulotną granicę, poza którą pozostaje już tylko wspomnienie dawnej świetności.
Tymczasem tutaj w kieliszku czeka wino z 1964 roku. Pytanie nie brzmi więc wyłącznie, czy przetrwało. Znacznie ciekawsze jest to, dlaczego wciąż potrafi sprawiać przyjemność.
Amarone, które nie chce być ciężkie
Amarone ma swoją reputację. Jest winem z podsuszanych owoców, często mocnym, intensywnym, pełnym dojrzałych owoców, czekolady i przypraw. Dla jednych stanowi kwintesencję włoskieej czerwieni. Dla innych bywa zbyt potężne, o zbyt wysokim alkoholu, niekiedy też o zbyt wysokiej słodyczy. Bertani pokazuje jego odmienne oblicze.
W czasie degustacji prowadzący wielokrotnie podkreślają trzy cechy definiujące styl Bertani: wyrazistą kwasowość, zdecydowanie wytrawny charakter i wyjątkowy potencjał dojrzewania. Istotną rolę odgrywa również sposób starzenia wina. Amarone Bertani nie zawdzięcza swojej złożoności aromatom nowego dębu. Dojrzewa w dużych, wielokrotnie wykorzystywanych beczkach, które sprzyjają jego powolnej oksydacji i ewolucji, nie narzucając intensywnych nut wanilii czy tostów.
Nie oznacza to, że wino jest lekkie. Przeciwnie: młode roczniki potrafią być bardzo skoncentrowane i taniczne. Jednak siła nie jest tutaj celem samym w sobie, chodzi raczej o stworzenie struktury zdolnej przetrwać dekady.
Czas zaczyna się jeszcze przed fermentacją
Żeby zrozumieć długowieczność Amarone, trzeba cofnąć się do momentu, kiedy winogrona nie trafiły jeszcze do prasy. Kluczem jest appassimento, czyli podsuszanie owoców po zbiorach. W Bertani starannie wyselekcjonowane grona układa się na tradycyjnych matach, a następnie pozostawia na wiele tygodni w pomieszczeniach przeznaczonych do suszenia (fruttai).
Usłyszeliśmy, że proces trwa zwykle około 100-120 dni, choć jego długość zależy od pogody i charakteru rocznika. Owoce tracą znaczną część wody, a zawarte w nich składniki ulegają koncentracji. Zmienia się nie tylko potencjalna zawartość alkoholu. Przekształca się również profil aromatyczny owoców, ich charakterystyka fenoliczna i sposób, w jaki później odbieramy gotowe wino. Świeża wiśnia może ustąpić miejsca wiśni suszonej, konfiturze czy owocom w zalewie. Pojawiają się aromaty, które w innych winach kojarzylibyśmy przede wszystkim z długim dojrzewaniem.To jest chyba jedna z najciekawszych lekcji tej degustacji.
Nie każda nuta przypominająca dojrzałe wino jest skutkiem starzenia w butelce. W Amarone część podobnych aromatów może wynikać już z podsuszania winogron, inne rozwijają się podczas dojrzewania w beczkach, a kolejne — dopiero po zabutelkowaniu. Te trzy etapy nakładają się na siebie, tworząc złożoność, której nie sposób sprowadzić do prostego zestawienia owocu, beczki i wieku.




Rocznik 2015. Wielkie możliwości, jeszcze zamknięte
Degustację otwiera 2015 rok — najmłodszy z prezentowanych roczników. To wino z gorącego i suchego sezonu. Jak wyjaśniał Pietro, warunki pogodowe wpłynęły nie tylko na dojrzewanie winogron, lecz także na późniejszy przebieg appassimento. Podsuszanie było w tym przypadku wyjątkowo krótkie.
W kieliszku mamy wino skoncentrowane, mocno zbudowane, o wyraźnych ale wypolerowanych taninach i intensywnej dominancie wiśniowej. Z czasem pojawiają się kolejne elementy: kakao, gorzka czekolada, kawa, suszone zioła i ciekawa migdałowa goryczka.
Wojciech Bońkowski zwraca uwagę, że mimo obecności aromatów kojarzonych z dojrzałością jest to wciąż wino młode, znajdujące się dopiero na początku swojej drogi. Porównuje je do samochodu stojącego na parkingu z uruchomionym silnikiem. Można domyślać się jego możliwości, ale dopiero jazda pokaże, na co naprawdę go stać. Podoba mi się ta metafora. Ocena wielkiego wina wyłącznie w momencie pojawienia się na rynku to tylko ocena potencjału, a w przypadku Bertani 2015 potencjał jest ogromny.
Rocznik 2004. Elegancja chłodniejszego sezonu
Przeskok do 2004 roku pokazuje, że o charakterze Amarone nie decyduje wyłącznie czas spędzony w piwnicy. To rocznik z chłodniejszego sezonu, o dłuższym okresie dojrzewania owoców i znacznie dłuższym appassimento niż w przypadku 2015.
W winie objawiają się świeże czerwone owoce, kwaśna wiśnia, niemal cytrusowy akcent, a obok nich tytoń, kawa, ziemia i grzyby, wino jest już rozwinięte, ale nie straciło energii.
Mimo obfitości aromatów i smaków nie sprawia wrażenia słodkiego. Pierwsze wrażenie w ustach może sugerować słodycz, lecz po chwili ujawnia się zdecydowanie wytrawniejsza struktura. Mimo swoistej likierowości owocu wino wciąż oferuje świeżość i soczystość, a ziołową goryczkę uzupełniają lekko wędzone nuty w finiszu. To wino wymyka się prostym amarońskim stereotypom.
Rocznik 1998. Gdy wszystko zaczyna do siebie pasować
Amarone della Valpolicella Classico Bertani 1998 jest jednym z najciekawszych przykładów tego, że wielkie wino nie musi pochodzić z rocznika uznanego za wybitny. W czasie degustacji Wojciech Bońkowski przypomina, że w chwili premiery uwagę skupiał przede wszystkim głośny rocznik 1997. Chłodniejszy 1998 pozostawał w jego cieniu. Po niemal trzech dekadach sytuacja wygląda już trochę inaczej.
Wino ma wysoką kwasowość, wyraźną goryczkę, wciąż obecną taninę i znaczną koncentrację. Żaden z tych elementów nie dominuje jednak nad innymi, wszystko zaczyna układać się w całość, jego intensywne skłądowe przestają ze sobą rywalizować. Pojawiają się również aromaty ściólki leśnej, grzybów, nut mięsnych. Wiśniowy kręgosłup uzupełniony zostaje podsuszonym sianem, podwędzoną wiśnią a nawet cappuccino. Dużo tutaj wszystkiego i co najważniejsze wino żyje i ma się dobrze – nieźle jak na 28 latka.
Rocznik 1986. Stare wino nie musi być idealne
W relacjach z pionowych degustacji łatwo wpaść w pułapkę zachwytu. Im starsza i rzadsza butelka, tym trudniej przyznać, że nie wszystko jest w niej doskonałe. Wino ma czterdzieści lat. Jego aromaty są wyraźnie bardziej rozwinięte, mniej owocowe, bliżej wiśniowej konfitury z odrobiną skórki pomarańczowej, z nutami oliwek, lekką warzywnością, solanką i ziemistością. Jednocześnie zachowuje imponującą kwasowość i koncentrację nie tracąc lekkości i soczystości (nawet swoistej zwiewności).
Wśród uczestników pojawiają się jednak wątpliwości. Czy aromaty wynikają z wieku i charakteru rocznika, czy mogą sugerować wadę korkową? Prowadzący proponują porównanie z inną butelką. Dyskusja pokazuje, jak trudna bywa ocena bardzo starych win, zwłaszcza kiedy ich aromaty i smaki wykraczają poza znane schematy.
Roczniki 1976 i 1964. Kiedy metryka przestaje mieć znaczenie
Wraz z wkroczeniem na scenę najstarszych roczników degustacja przestaje być tylko ćwiczeniem z rozpoznawania aromatów i smaków. Na pierwszy plan wysuwają się pytania o samą naturę dojrzewania i upływu czasu.
Podczas spotkania Wojciech Bońkowski zwracał uwagę, że cieplejsze roczniki 1976 i 1964 zachowały zaskakująco dużo owocowego charakteru. W niektórych aspektach mogą sprawiać wrażenie młodszych niż chłodniejszy 1986. Ten twist oczekiwań jest dla mnie jednym z najważniejszych odkryć tej degustacji.
Rocznik 1964 staje się jego kulminacją dnia. Wino ma 62 lata, a mimo to pozostaje niezwykle żywe, z imponującą kwasowością i energią. Do tego wciąż soczyste, z podwędzonym owocem, skórą, ściółką leśną i tytoniem, z pestką wiśni, piernikowymi przyprawami i rozgrzewającym mega długim finiszem.
Wojciech Bońkowski, który degustował ten rocznik również wiele lat wcześniej, podkreśla jego zaskakującą stabilność. Sugeruje nawet, że skoro wino przetrwało w takiej kondycji sześć dekad, trudno sobie wyobrazić, co miałoby nagle odebrać mu żywotność w kolejnych latach. Rzecz jasna trudno o gwarancję, że wino przetrwa w dobrej kondycji kolejne kilkadziesiąt lat, ale sam fakt, że można snuć takie rozważania na temat wytrawnego czerwonego wina z 1964 roku, jest niezwykły.
Najważniejsza jest historia butelki
Przy starych winach pojawia się termin: provenance. Oznacza pochodzenie butelki i historię jej przechowywania. To nie jest detal interesujący wyłącznie freaków i kolekcjonerów. Wino, które przez sześćdziesiąt lat spoczywało w stabilnych warunkach piwnicy producenta, może znajdować się w zupełnie innej kondycji niż identyczny rocznik, który wielokrotnie zmieniał właściciela, podróżował i był przechowywany w nieodpowiedniej temperaturze.
W przypadku Bertani ma to szczególne znaczenie ponieważ producent nie wymienia korków w leżakujących butelkach. Dlatego projekt Bertani Library jest czymś więcej niż imponującą kolekcją archiwalnych win. Według informacji przedstawionych podczas degustacji “biblioteka” obejmuje 48 roczników i ponad 150 tysięcy butelek. Jej wartość polega nie tylko na liczbie zachowanych win, lecz także na możliwości prześledzenia ich historii na podstawie butelek przechowywanych w kontrolowanych warunkach.
Czy goryczka może być piękna?
W całej degustacji powraca jeszcze jeden motyw, pozornie drobny, ale niezwykle interesujący: goryczka. Zwykle jest traktowana co najmniej podejrzliwie. Może świadczyć o niezrównoważonym alkoholu, problemach z taninami albo zbyt intensywnej ekstrakcji. Tymczasem w przypadku corviny delikatna, migdałowa goryczka wydaje się być elementem charakterystycznym dla odmiany i – dobrze “podana” – pożądanym.
W czasie degustacji pojawiają się skojarzenia z gorzkimi migdałami i ciasteczkami amaretti. Prowadzący zwraca uwagę, że ten akcent może nadawać winu napięcie, równoważyć bogactwo owocu i zwiększać jego gastronomiczną atrakcyjność.
Co naprawdę oznacza złożoność wina?
Słowo “złożoność””” (complexity) należy do najczęściej używanych w języku degustacyjnym. Pojawia się prawie zawsze przy winach wysokiej jakości. Ale co ono właściwie oznacza? Czy chodzi o liczbę aromatów, ich intensywność? O to, jak długo utrzymują się na podniebieniu i jak długo możemy o nich opowiadać?
Podczas degustacji Wojciech Bońkowski proponuje spojrzeć na złożoność inaczej: jako na obecność wielu warstw, powstałych w różnych momentach życia wina. Bardzo spodobała się nam akurat taka interpretacja budząca skojarzenia ze słojami budującymi rok po roku strukturę pnia drzewa.
W Amarone Bertani owymi warstwami są aromaty świeżych owoców, przemiany zachodzące podczas appassimento, powolna oksydacja w czasie dojrzewania w dużych beczkach i wreszcie lata spędzone w butelce. Niektóre elementy nakładają się na siebie, inne z sobą kontrastują, a jeszcze inne pojawiają się dopiero po kilkunastu minutach w kieliszku. To właśnie dlatego świadomie zrezygnowano z wydawałoby się oczywistej przy tak zaprojektowanym flight’cie dekantacji. Dzięki temu mogliśmy obserwować, jak każde wino zmienia się stopniowo, pod wpływem kontaktu z powietrzem. Kolejna lekcja czym może być czas i uważność degustacji.
Czas nie jest gwarancją
Po sześciu rocznikach Amarone Bertani efektownym zakończeniem byłoby stwierdzenie, że znaleźliśmy wino niemal nieśmiertelne. Ale tak prosto się nie da.
Rocznik 2015 pokazuje potęgę i potencjał, ale jeszcze nie pełną harmonię. Rok 2004 to połączenie dojrzałości i świeżości. W roczniku 1998 wiele elementów dopiero zaczyna się układać. 1986 przypomina, że wiek wina nie zawsze idzie w parze znieskazitelną elegancję. A 1976 i 1964 każą na nowo przemyśleć nasze wyobrażenia o granicach życia czerwonego wina.
Bertani pokazuje, że czas nie musi być wyłącznie siłą odbierającą winu młodość. Może stać się jednym z najważniejszych współtwórców jego charakteru, pod warunkiem że od początku miał z czym pracować. I być może właśnie to jest najważniejsza lekcja z tej degustacji: wielkość wina to nie liczba lat, które udało mu się przetrwać, to raczej to, ile jest w nim życia po ich upływie.
Degustacja zorganizowana przez Vininovą odbyła się w Warszawie, 12 października 2026 roku.
