
Kobiety były w winnicach zawsze. Dziś po prostu je widać
Udostępnij artykuł
Kiedy myślimy o historii wina, najczęściej przychodzą nam do głowy męskie nazwiska. Wielcy właściciele posiadłości, twórcy słynnych marek, autorzy przełomowych zmian. Tymczasem kobiety były obecne w świecie wina od zawsze – pracowały w rodzinnych gospodarstwach, prowadziły winnice pod nieobecność mężczyzn, budowały relacje z klientami i często sprawiały, że rodzinny biznes mógł przetrwać. Przez lata ich wkład pozostawał jednak niewidoczny. Dziś coraz częściej stają się twarzami swoich projektów i same opowiadają historie win, które tworzą. O tym dyskutujemy z Anną Météyer z Champagne Météyer Pére et Fils oraz Joanną Grygier, współtwórczynią wielkopolskiej Winnicy Niewinne Siostry.
Te dwie panie spotkały się podczas Winowacji – Festiwalu Wielkopolskiego Wina. Reprezentują dwa bardzo różne światy. Anna jest Polką, ale od ponad dwudziestu lat związaną z Szampanią. Rodzinną posiadłość prowadzi wraz z mężem Frankiem. Joanna reprezentuje nowe pokolenie polskich winiarzy. Rozmowa o kobietach w winiarskim świecie szybko stała się rozmową o tradycji, zmianach, budowaniu marki i o tym, dlaczego współczesna enoturystyka coraz częściej zaczyna się od spotkania, a nie od kieliszka.
Kiedy opowiadamy historię wina, najczęściej słyszymy o mężczyznach – właścicielach majątków, kupcach, twórcach wielkich marek. Czy rzeczywiście kobiety przez wieki pozostawały na marginesie tego całego świata, czy raczej ich rola zawsze była ważna, tylko rzadziej zapisywana? Jak to wyglądało w Szampanii, regionie, którego historia jest przecież pełna silnych kobiecych postaci?
Anna Météyer: Myślę, że trzeba zacząć od tego, że kobiety były obecne w winiarstwie zawsze, tylko przez długi czas nie były widoczne. W Szampanii często mówi się o takich postaciach jak madame Clicquot czy Louise Pommery, ale trzeba pamiętać, że one nie były jedynymi kobietami działającymi w branży. Były po prostu tymi, o których historia zdecydowała się opowiedzieć. Samo określenie veuve Clicquot (bo tak była nazywana częściej) jest zresztą bardzo wymowna. Veuve po francusku oznacza wdowę. Przez wiele lat kobieta mogła oficjalnie przejąć stery firmy tylko wtedy, kiedy zabrakło mężczyzny. Dopiero wówczas społeczeństwo akceptowało, że może stanąć na czele przedsiębiorstwa. A przecież kobiety były w winnicach cały czas. Przetaczały się kolejne wojny, mężczyźni wyjeżdżali na front, a gospodarstwa musiały funkcjonować. Potrzebny był ktoś, kto zajmie się winoroślą, produkcją, sprzedażą. Kobiety podtrzymywały te miejsca przy życiu, choć często pozostawały w cieniu.
Rodzinna historia mojego męża to dobry przykład tego, jak silna jest tradycja w Szampanii. Firma istnieje od 1860 roku i przez lata nosiła nazwę Champagne Météyer Pére et Fils – „ojciec i syn”. To bardzo charakterystyczne dla francuskiego winiarstwa. Ale ja dziś staram się patrzeć na to szerzej: nie jak na relację ojciec–syn, ale przekazywanie dziedzictwa z pokolenia na pokolenie. A przecież te pokolenia tworzą zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
W Szampanii kobiety często musiały udowadniać swoją obecność w branży w bardzo praktyczny sposób. Czy dziś nadal spotykasz się z takim podejściem, że kobieta musi pokazać, iż „naprawdę zna się na winie”?
AM: Tak, czasami nadal można spotkać takie podejście. Zdarza się, iż kobieta chce pokazać swoją wartość, wykonując pracę fizyczną – dowieść, że potrafi prowadzić traktor, pracować w winnicy, wykonywać wszystkie najcięższe zadania. Oczywiście nie ma w tym nic złego, bo każda robota przy winorośli zasługuje na szacunek. Ale mam wrażenie, że w Polsce kobiety są już trochę dalej w tym procesie. Kiedy przyjeżdżam do Polski, widzę, że nie mają potrzeby udowadniania swojej wartości wyłącznie przez to, iż wykonają tę samą fizyczną pracę co mężczyzna. Mogą być producentkami, mogą zajmować się komunikacją, sprzedażą, turystyką, budowaniem marki. Każda z tych ról jest ważna.
Reprezentujecie dwa zupełnie różne światy. Anna – region z wielowiekową tradycją, który zarazem jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek winiarskich świata. Asia – młode polskie winiarstwo, które dopiero buduje swoją współczesną tożsamość. Co sprawiło, że wino stało się waszą drogą zawodową? Czy był to świadomy wybór, czy raczej życie samo skierowało was w tę stronę?
Joanna Grygier: W moim przypadku to był trochę… przypadek. Nie planowałam od początku, że zostanę winiarką. Po prostu odziedziczyłam winnicę i nagle znalazłam się w świecie, o którym wcześniej wiedziałam bardzo niewiele. Musiałam uczyć się wszystkiego w trakcie – od uprawy winorośli po produkcję wina. Miałam jednak ogromne szczęście, bo w Polsce środowisko winiarskie jest mocno wspierające. Kiedy zaczynałam, mogłam pytać innych winiarzy, korzystać z ich doświadczenia. Nigdy nie czułam, że jestem traktowana inaczej dlatego, że jestem kobietą.
Mam też wrażenie, że polskie winiarstwo w dużej mierze kształtują kobiety. Często to one podpowiadają, jaki styl wina podoba się konsumentom, jakie kierunki warto rozwijać. A przecież kobiety stanowią bardzo dużą grupę odbiorców wina. Mają ogromny wpływ na to, jak dziś wygląda rynek.
AM: U mnie droga była zupełnie inna. Nie zajmuję się produkcją. Mój mąż Frank jest winiarzem, nauczył się wszystkiego od swojego dziadka. To wiedza, której nie można zdobyć wyłącznie z książek. Ja zagospodarowałam inną przestrzeń. Moją rolą jest opowiedzieć o tym, co on tworzy. Frank jest typowym człowiekiem od wina – rano idzie do winnicy, później pracuje w piwnicy. On nie będzie opowiadał o sobie, nie czuje takiej potrzeby. Moja misja polega na tym, żeby ludzie poznali jego historię.
My z Frankiem jesteśmy trochę jak szampański assemblage – połączenie różnych elementów, które razem tworzą coś większego niż tylko prosta suma składników.
Asiu, powiedziałaś, że kobiety często stoją za mężczyznami w winnicach – czasem wspierają ich, czasem podpowiadają kierunek, w którym się warto rozwijać. Czy twoim zdaniem istnieje coś takiego jak kobiece spojrzenie na wino? Czy kobiety inaczej opowiadają o winie i inaczej budują relację z odbiorcami?
JG: Myślę, że kobiety często patrzą na nie przez pryzmat emocji i doświadczeń. Oczywiście nie oznacza to, że nie interesują nas techniczne aspekty produkcji – wiele kobiet doskonale zna się na enologii i uprawie winorośli. Ale kiedy opowiadamy o winie, bardzo często zaczynamy od historii: skąd się wzięło, co dla nas oznacza, jakie wspomnienia się z nim wiążą. A każde wino ma swoją opowieść. Za każdą butelką stoją miejsce, ludzie, konkretna pora roku, decyzje, które trzeba było podjąć. I mam wrażenie, że właśnie ten wymiar często jest bardzo ważny w kobiecym sposobie komunikacji.
AM: Zgadzam się, ale dodałabym jedną rzecz – nie chciałabym tworzyć podziału „kobiety są od emocji, a mężczyźni od technologii”. To byłoby zbyt duże uproszczenie. Kobiety doskonale znają się na produkcji, a wielu mężczyzn pięknie opowiada o historii i emocjach związanych z winem. Może chodzi bardziej o pewną różnicę w sposobie patrzenia. Czasami kobieta zacznie od człowieka, od historii, od tego, co wydarzyło się wokół wina. I to jest bardzo ważne, bo dziś konsumenci coraz częściej chcą wiedzieć nie tylko, co mają w kieliszku, ale także kto za tym stoi.
Czy rzeczywiście pozycja kobiet w świecie wina zmieniła się przez kilka minionych dekad? Kobiety weszły mocniej do branży, czy raczej stały się bardziej widoczne?
AM: Myślę, że przede wszystkim zmieniła się widoczność kobiet. One zawsze były obecne. To nie jest tak, że nagle się pojawiły. One były od zawsze – prowadziły gospodarstwa, wspierały rodziny, zajmowały się sprzedażą, administracją, kontaktem z klientami. Dziś po prostu więcej się o nich mówi i częściej pokazuje jako osoby stojące za marką.
Zmieniła się też kultura picia wina. Przez wiele lat alkohol był bardziej kojarzony z męskim uniwersum. Facet z kieliszkiem wina czy mocniejszego alkoholu nikogo nie dziwił. Kobieta z winem bywała oceniana inaczej. Dziś coraz bardziej rozumiemy, że kultura wina może być przestrzenią dla wszystkich.
JG: W Polsce ta sytuacja wygląda trochę inaczej, bo nasze współczesne winiarstwo dopiero się tworzy. Nie mamy jeszcze tak mocno zakorzenionych struktur i tradycji, więc wiele osób zaczynało od zera – zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
Mam wrażenie, że dzięki temu jest trochę więcej swobody. Nikt nie mówi nam, jak polskie winiarstwo powinno wyglądać, bo wszyscy dopiero je budujemy. Możemy stworzyć ten mikrowszechświat na własnych zasadach.
Właśnie ta różnica między Polską a Szampanią wydaje się bardzo ciekawa. Z jednej strony mamy region, który przez setki lat budował swoją markę, z drugiej kraj, który dopiero odbudowuje kulturę wina. Czy tradycja pomaga, czy czasem może też ograniczać?
JG: Myślę, że młode winiarstwo daje ogromną wolność. Możemy próbować różnych rzeczy, eksperymentować, szukać własnej drogi. Nikt nie ma wobec nas konkretnych oczekiwań. Ale jednocześnie czasem brakuje mi tej historii. Brakuje mi korzeni, które w Szampanii są czymś naturalnym. Ja muszę je dopiero stworzyć, zbudować swoją opowieść i swoją tradycję.
AM: A ja z kolei korzystam z tych korzeni, ale pamiętam, że one też nie są wyłącznie moje. To historia rodziny mojego męża, wielu pokoleń przed nami. Dołączam do niej swoją część. Myślę, że tradycja i nowoczesność nie muszą się wykluczać. Można mieć głębokie korzenie, a jednocześnie patrzeć do przodu. Czasami łatwiej jest coś stworzyć od początku, bo masz pustą kartkę. Ale z drugiej strony tradycja daje ogromną siłę. Najważniejsze, żeby nie stała się ciężarem.
Dziś coraz częściej mówi się, że ludzie odwiedzają winnice nie tylko dla samego wina, ale dla emocji, doświadczenia, spotkania z człowiekiem. Jak to wygląda u was? Co chcecie, aby goście zapamiętali po wizycie?
JG: Dla mnie wino jest przede wszystkim pretekstem do spotkania. Chciałabym, żeby winnica była miejscem, gdzie ludzie mogą zwolnić, odpocząć i pobyć razem. Dlatego organizujemy różne wydarzenia – spotkania, warsztaty, aktywności na świeżym powietrzu. Wino jest punktem wyjścia, ale najważniejsi są ludzie. Chciałabym, żeby polskie winnice kojarzyły się z takim miejscem oddechu. Z przestrzenią, gdzie można oderwać się od codzienności, spędzić czas inaczej niż zwykle.
AM: U nas też bardzo dużą rolę odgrywa człowiek. W Champagne Météyer historia rodziny to część doświadczenia. Dla wielu gości Frank jest niemal legendą. On sam tego nie widzi, bo dla niego winnica jest codziennością. Kiedy przyjeżdżają ludzie z Polski, Stanów czy Japonii i widzą go przy pracy, dla nich jest to wyjątkowe spotkanie. A on po prostu robi swoje. To jest chyba największa wartość małych, rodzinnych winiarni – można zobaczyć prawdziwego człowieka stojącego za winem.
Szampania od lat jest jednym z najważniejszych kierunków enoturystycznych na świecie. Polska dopiero buduje swoją ofertę. Możemy się czegoś od siebie nauczyć?
AM: Szampania ma ogromną przewagę – ludzie na całym świecie wiedzą, czym jest szampan. To marka tworzona przez pokolenia. Ale region jest bardzo różnorodny. Mamy wielkie domy szampańskie, kooperatywy i małych, niezależnych producentów. Każde miejsce oferuje inne doświadczenie. W dużych domach zwiedzanie jest często bardzo precyzyjnie przygotowane i wygląda podobnie dla każdego gościa. U małych producentów każda wizyta jest inna, bo spotykasz konkretnego człowieka, jego rodzinę, jego historię i rozmawiasz o tym, co cię najbardziej interesuje. To ogromna wartość.
JG: Polska może się od Szampanii nauczyć przede wszystkim budowania marki i opowiadania o regionie. Na świecie prawie każdy wie, czym jest ten region. To efekt wielu lat konsekwentnej pracy. Ale my też mamy coś, z czego możemy być dumni. Polskie winiarstwo jest młode, dynamiczne, pełne energii. Nie mamy jeszcze tylu ograniczeń i możemy szybciej reagować na zmiany.
AM: Dokładnie. Ja sama bardzo dużo uczę się od Polski. Widzę ogromną ambicję i nowoczesność. Szampania ma historię, ale musi pamiętać, że świat się zmienia, i trzeba za nim podążać, by nie zostać w tyle.
W Polsce wiele osób po raz pierwszy odwiedza winnicę i po raz pierwszy próbuje lokalnego wina. Czy taki dziewiczy kontakt jest dla producentów ogromną szansą na wychowanie nowych winomanów? Jak opowiadać o polskim winie osobom, które nie mają jeszcze żadnych doświadczeń, a czasem nawet przychodzą obarczone pewnymi stereotypami?
JG: Myślę, że każda osoba, która przyjeżdża do winnicy, jest dla nas ogromną szansą. Jeżeli ktoś decyduje się odwiedzić takie miejsce, to już jest dobrze: to znaczy, że go to interesuje, skoro sam wykonał ten pierwszy krok. Często jest to dla niego pierwszy kontakt nie tylko z polskim winem, ale w ogóle z produkcją wina. Bardzo ważne jest, żeby taką osobę dobrze przyjąć, opowiedzieć jej historię i pokazać, że za butelką stoi coś więcej niż sam produkt. Wino nie zaczyna się w kieliszku – zaczyna się w ziemi, w pracy ludzi, w miejscu, w którym powstaje.
Ale mamy też pewne wyzwania. W Polsce winnica bardzo często nadal jest dodatkowym zajęciem. Wielu winiarzy pracuje zawodowo poza nią, a wino robi po godzinach. To oznacza, że nie zawsze ktoś może być na miejscu, kiedy ktoś chce przyjechać. W krajach o długiej tradycji winiarskiej jest inaczej – tam winnica często funkcjonuje jak normalny biznes dostępny dla gości każdego dnia. W Polsce dopiero budujemy takie modele.
AM: Zgadzam się i dodałabym jeszcze jedną rzecz – bardzo ważna jest jakość. Polska ma ogromny potencjał, ale musi uważać, żeby nie zniechęcić ludzi tym dziewiczym doświadczeniem. Jeżeli ktoś pierwszy raz próbuje polskiego wina i trafia na butelkę, która nie spełnia oczekiwań, może uznać, że całe polskie winiarstwo takie jest. A przecież mamy wielu świetnych producentów, którzy robią naprawdę znakomite rzeczy.
Młode regiony mają tę trudność, że każda butelka pracuje na opinię całej branży. Dlatego tak ważne są profesjonalizm i odpowiedzialność.
Anno, Szampania jest regionem, w którym od zawsze rodzinne gospodarstwa przekazuje się młodszym pokoleniom. Tylko pytanie czy kolejne generacje nadal chcą je przejmować? Czy dzisiaj „ojcowizna” pozostaje dla nich wartością?
AM: To bardzo ciekawy proces, bo Szampania nie zawsze była miejscem, w którym młodzi byli zainteresowani sukcesją. Jeszcze w pokoleniu mojej teściowej tak to właśnie wyglądało – ona sama przejęła winnicę trochę z obowiązku. W rodzinie były trzy córki – jedna miała alergię na winogrona, druga nie chciała zajmować się posiadłością, więc odpowiedzialność spadła na najstarszą. Dziś sytuacja się zmieniła. Młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, podróżują, poznają świat, zdobywają doświadczenia – a później coraz częściej wracają do rodzinnych winnic. Myślę, że wynika to również z tego, że winiarstwo stało się bardziej atrakcyjną drogą zawodową. Ludzie widzą, że można połączyć tradycję z nowoczesnym biznesem. Najważniejsze jest jednak to, żeby nie traktować tradycji jako czegoś zamkniętego. Tradycja żyje tylko wtedy, kiedy kolejne pokolenia chcą ją kontynuować.
Każdy z regionów, o których mówimy stoi dziś przed zupełnie innymi wyzwaniami klimatycznymi. Szampania mierzy się ze stale rosnącym ociepleniem, Polska często walczy z przymrozkami. Jak te zmiany wpływają na codzienność winiarzy?
AM: Klimat ewoluuje bardzo mocno i dotyczy to wszystkich regionów. Szampania przez lata była miejscem chłodnym i właśnie ten chłód był częścią naszej tożsamości. Dziś musimy się dostosowywać. W Szampanii nie możemy po prostu przesadzić winorośli w inne miejsce, bo charakter naszych win wynika również z głębokich korzeni, które czerpią z kredowych gleb. Dlatego szukamy innych rozwiązań – zmieniają się metody uprawy, eksperymentujemy, sięgamy po nowe odmiany, takie jak voltis, które są bardziej odporne i wymagają mniejszej liczby zabiegów w winnicy. Musimy zaakceptować to, że natura dyktuje swoje zasady. Jak mówił Darwin – nie przetrwa najsilniejszy ani najbardziej inteligentny, ale ten, kto najlepiej potrafi się dostosować.
JG: W Polsce mamy trochę inne problemy. U nas dużym wyzwaniem są przede wszystkim wiosenne przymrozki. W ostatnich latach wielu winiarzy straciło znaczną część plonów właśnie przez pogodę. Musimy szukać nowych metod ochrony roślin, testować różne rozwiązania i uczyć się, jak reagować na zmieniające się warunki. Ale to też pokazuje, że młode regiony mogą czerpać wiedzę od starszych, a starsze od młodych. Nie zawsze kierunek nauki jest tylko jeden.
AM: Dokładnie. I to jest bardzo ciekawe. Kiedy rozmawiam z polskimi winiarzami, widzę, że czasem stosują rozwiązania, których we Francji jeszcze nie potrzebowaliśmy, bo warunki były inne, choćby opóźnianie cięcia, żeby przesunąć moment rozwoju pąków i ograniczyć ryzyko strat podczas wiosennych przymrozków. Zmiany klimatu sprawiają, że wszyscy musimy być bardziej otwarci.
Na koniec chciałabym zapytać was o przyszłość. Jak ten nasz wywiad o kobietach w świecie wina mógłby wyglądać za 10 lat? Co chciałybyście w nim przeczytać?
JG: Że kobiety w polskim winiarstwie są po prostu jego naturalną częścią. Że nie trzeba już podkreślać, iż ktoś jest kobietą winiarką, tylko mówić o niej jak o profesjonalistce, producentce, twórczyni. Mam nadzieję, że polskie winiarstwo będzie wtedy jeszcze silniejsze i że kobiety będą miały w nim swoje ważne miejsce.
AM: Ja chyba chciałabym, żebyśmy w winie przestali w ogóle dzielić ludzi na kobiety i mężczyzn. Jeżeli ktoś ma wiedzę, pasję i zaangażowanie, powinien być oceniany przez pryzmat tego, co tworzy. Mam też bardzo proste zdanie do nagłówka, powtarzam je często: „Pijcie wino, a będziecie wieczni” (śmiech). Pradziadek Franka żył 107 lat, jego córka dożyła setki. Może rzeczywiście coś w tym winie jest.
***

Anna Météyer
Polka, która z miłości trafiła do Szampanii i od ponad 20 lat współtworzy rodzinną posiadłość Champagne Météyer Père et Fils, istniejącą od 1860 roku. Ambasadorka szampana, promotorka niezależnego winiarstwa oraz laureatka prestiżowych wyróżnień we Francji i w Polsce, z wielkim zaangażowaniem opowiada o winie – tradycji i ludziach, którzy je tworzą. Udowadnia, że za każdą butelką wielkiego szampana stoi przede wszystkim człowiek i jego historia.

Joanna Grygier
Wraz z siostrą Ewą prowadzi wielkopolską winnicę Niewinne Siostry. Nie dorastała z marzeniem o produkcji wina – winnica stała się częścią jej życia dopiero wtedy, gdy przejęła rodzinne gospodarstwo. Do sprawy podeszła poważnie i dziś z dużą konsekwencją rozwija butikowy projekt, współtworząc wraz z innymi winnicami współczesną historię wielkopolskiego winiarstwa.
