
Manifest
Udostępnij artykuł
Polskie wino to nie oksymoron, a historia winiarstwa na terenach dzisiejszej Polski nie zaczęła się niedawno. Produkowanie polskiego wina nie jest modą ani trendem. Tak jak nie jest trendem produkowanie i picie win pomarańczowych oraz petnatów. Żyjemy w czasach, które po angielsku nazywamy heritage boom. Jako społeczeństwo odczuwamy potrzebę powrotu do rzemiosła, analogu. Interesuje nas genealogia, chcemy odkrywać przeszłość naszą i miejsc, w których żyjemy.
Wino pomarańczowe jest najbardziej naturalnym efektem winifikacji białych winogron. Wiadomo, że robiono je już osiem tysięcy lat temu. Petnaty są starsze od szampanów. To nie moda, która minie, to efekt ponownego odkrycia zapomnianych metod winifikacji.
Dziś wiele osób wraca do dawnych metod leczenia. Parzą ziółka zamiast brać leki, robią syrop z cebuli i okłady z kapusty. Potrzebują odpoczynku od technologii, social mediów, wyjeżdżają za miasto, szukają kontaktu z naturą, z własnym ciałem i umysłem.
Wino towarzyszy ludziom od tysięcy lat, dlatego dziwi mnie nagonka na nie. Jest ona oczywiście skutkiem ubocznym wielkiego trendu na walkę z piciem alkoholu – wino stało się jej ofiarą. I dlatego chcę przedstawiać je w kontekście kulturowym, gdyż nie był to ani nie jest napój służący wyłącznie upajaniu się. A sposób jego produkcji sprawia, że trudno wrzucić je do tej samej kategorii co piwo czy mocne alkohole.
O winorośl winiarz dba przez wiele dekad. Wychowuje ją od sadzonki, co roku przycina w trosce o jej zdrowie, kształtuje jej wzrost. Widok stuletniego krzewu winorośli jest naprawdę wzruszający. Taki krzew nosi ślady cięć po dekadach zbiorów – był świadkiem wielu narodzin i śmierci, w upalne dni dawał schronienie ptakom i cień zającom. Winnice są przekazywane z pokolenia na pokolenie, spajają rodziny i całe społeczności.
Sprowadzanie dziś picia wina do „problemu”, z którym trzeba walczyć, jest absurdalne. Wynika z niezrozumienia tego, jakie ono ma znaczenie. Wino jest integralnym elementem cywilizacji, należy do kapitału kulturowego. A ten pozwala funkcjonować w społeczeństwie, rozumieć jego kody, daje kompetencje do podejmowania różnych tematów dzięki naszej wiedzy i wrażliwości, naszemu obyciu.
W Polsce obserwuję dziś amnezję dotyczącą historii wina. Zdziwienie wywołuje informacja, że nasz kraj nie stał wyłącznie piwem i wódką. Tradycja winiarska jest u nas tak samo długa jak katolicyzm. W końcu przyjęliśmy ją wraz z chrztem! Dlatego historia polskiego winiarstwa rozpoczyna się już w X wieku. Wina używa się w eucharystii. Kiedy w niedzielę całe rodziny biorą udział w mszy świętej, są świadkami wypijania przez kapłana konsekrowanego wina z kielicha. To obraz, który utrwala się w pamięci każdego katolickiego dziecka.
…wino jest zakorzenione w naszej kulturze. Wraz z chrztem przyjęliśmy elementy cywilizacji śródziemnomorskiej, choć geograficznie nie jest nam ona bliska. Uprawiamy winorośl od dziesięciu wieków. Wino jest obecne w nazwach naszych wiosek i ulic, w naszej sztuce, na naszych stołach i w naszym Kościele. Było i jest symbolem życia, płodności, obfitości, wspólnoty, przemiany. Trwa w pamięci naszej ziemi, łączy pokolenia. Wreszcie opowiada naszą historię.
Nie przyjmuję do wiadomości, że opisane tu historie nie będą miały kontynuacji. W ciągu ostatnich dwóch dekad polscy winiarze wykonali ogrom pracy, istnienie polskiego wina stało się faktem, wokół niego tworzą się społeczności, dzięki niemu nabierają życia regiony dotychczas uśpione. Zamiast być przedmiotem dyskusji politycznej, ta winna rewolucja, a właściwie ten winny renesans powinien być wspierany przez rząd i stanowić ważny filar promocji Polski.
Fragmenty tekstu pochodzą z książki Izabeli Kamińskiej pt. Dzikie drożdże. Historie o polskim winie, która swoją premierę będzie miała w grudniu 2026 roku.
